środa, 12 listopada 2014

Childhood's end 4 (Aoiha)

No i wróciłam. A wraz ze mną przyszła nowa część opowiadania Childhood's end. Mam nadzieję, że się spodoba...

   Następnego dnia Kou, czekał w umówionym miejscu na czarnowłosego. Ubrany w idealnie dopasowaną bluzkę i w ciemnych jeansach wyglądał jak jakiś model. Rozglądał się co jakiś czas mając nadzieję zobaczyć czarną czuprynę Yuu. Nadal go nurtowało pytanie czemu on się właśnie z nim umówił. Prawie w ogóle nie rozmawiali i Kou bał się, że chłopak zrobi z niego debila.
-Cześć Uruha.-usłyszał za sobą znajomy głos. Odwrócił się i lekko uniósł brwi.
-Uruha? 
-Tak Uruha. Czyli Ty bo jesteś Śliczny.-na ustach czarnowłosego pojawił się uśmiech.- To co Uruś? Jaki film byś chciał zobaczyć?
-Sam nie wiem. Teraz w kinach nic ciekawego nie leci. Dużo bardziej wolę stare filmy.-Kou przygryzł dolną wargę. Przy Yuu nie czuł się tak jakoś swobodnie jak przy Akirze. 
-To może zamiast do kina pójdziemy do mnie? Mam domowe kino i wstąpimy do wypożyczalni filmów.
-No dobra. -Mruknął blondyn niby obojętnie jednak trochę go przerażała myśl, że będzie z nim sam z jego domu.
  Tak więc ruszyli do najbliższej wypożyczalni. Całą drogę Yuu starał się nawiązać jakąś konwersacje, ale Kouyou jakoś zbywał go lakonicznymi odpowiedziami.
  W wypożyczalni wzięli wszystkie części jakie wyszły "Indiana Jones'a" bo jak się okazało Yuu również lubi ten film i ich rozmowa bardziej się rozwinęła.
  Dom Yuu zrobił na Kou nie małe wrażenie. To właściwie nie był dom tylko pałac. Nowoczesny co prawda, ale wielkości pałacu. Rodziców czarnowłosego oczywiście nie było dzięki temu Kou zrobiło się trochę głupio, że będzie z nim tak sam na sam. Jednak wieczór im minął na oglądaniu filmów. Było ich około pięć czy sześć no więc oglądali je do pierwszej w nocy.
-Kouyou chcesz tu zostać na noc? 
-Hmmm...? No...jeśli to nie problem...
-Oj to żaden problem, mój drogi.
-To się cieszę.-blondyn lekko przygryzł wargę i ułożył się wygodniej na kanapie, na której siedzieli. Yuu nic nie powiedział tylko wstał, wziął miskę po popcornie i zaniósł do kuchni. Kou położył głowę na oparciu sofy trochę już przysypiając. Wtedy czarnowłosy wrócił. Lekko dźgnął młodszego w żebra.
-Eejj nie śpij.-przysunął się w jego stronę i lekko objął go ramieniem.
-Zmęczony jestem już. Bardzo...-chłopak westchnął nawet nie reagując na to, że Yuu zaczął dotykać tak naprawdę tam gdzie nie powinien. Dalej już nie pamiętał co się działo bo urwał mu się film.

  Na drugi dzień obudził się w obcym łóżku. Jakoś na początku nie ogarnął co się dzieje i gdzie w ogóle jest. Gdy już choć trochę się rozbudził ,podniósł się do siadu. Przeraziło go to, że nie jest w swoim łóżku, a obok niego leży Yuu. ~Cholera jasna...~ pomyślał patrząc po pomieszczeniu, w którym się znajduje. Wstał powoli z łóżka i wtedy zorientował się, że jest w samych bokserkach. Pozbierał szybko swoje ciuchy, które leżały przy szafce nocnej i ubrał się.
Gdy miał już wychodzić, czarnowłosy się obudził. Jakoś niezbyt ogarnął, że blondyna nie ma obok niego, co Kou uznał za dobry znak i wyszedł. Trudniej mu było się dostać do drzwi frontowych. 
Chodził po różnych korytarzach i otwierał wiele drzwi, ale owych drzwi nie znalazł.
  Kiedy wychodził z pomieszczenia, które okazało się kolejnym korytarzem, wpadł na gospodarza. Dosłownie wpadł bo nim się obejrzał, a leżał na nim.
-Kou cholera gdzie Ty chodzisz?-Yuu zmarszczył brwi chyba niezadowolony z tego, że blondyn chciał tak po prostu sobie pójść.
-Uhm...wybacz Yuu.. Ale..powinienem być już dawno w domu, a nie chciałem Cię budzić.-wypalił na jednym wdechu, wstając z chłopaka. Potem i jemu pomógł się podnieść.
-I się zgubiłeś... Ech... A nie wolałbyś czegoś zjeść najpierw?
-Nie.. Wolę wrócić do domu. Mógłbyś mnie doprowadzić do drzwi?-Kouyou spojrzał nie pewnie na gospodarza, który wyglądał jakby chciał go zatrzymać, choćby siłą. Ale czarnowłosy westchnął tylko i gestem pokazał młodszemu by szedł za nim. W milczeniu doprowadził go do wyjścia.
-No to... Cześć.- Kou uśmiechnął się lekko.
-Cześć.-starszy lekko odwzajemnił ten uśmiech, ale było widać, że jest wymuszony. Potem już zamknął drzwi, a blondyn powoli wrócił do domu, gdzie musiał wytłumaczyć matce czemu tak długo go nie było. Resztę dnia spędził zajmując się siostrami.
  Yuu natomiast spędził dzień ze swoimi kumplami, czyli jak zwykle. Chodzili po całej okolicy bo tak szczerze w dzielnicy, w której mieszkali nie było żadnych ciekawych klubów, więc tak naprawdę mogli jedynie sobie trochę pochodzić, albo pójść do któregoś z nich. 
  Tym razem też tak było. Poszli na niby spacer, na którym kupili sobie po kilka piw, a potem gadali o...o tym co zwykle. Czyli laski, imprezy, samochody (bądź motory). Taki typowy standard. Mogli też poobgadywać pierwszaków. Przez to temat zszedł na Kouyou. W końcu był tą jedną z nielicznych osób z pierwszych klas, która w jakiś tam sposób się wyróżniała. Właśnie wspólnie się zastanawiali ile jeszcze będzie takich osób w ich szkole co się wyróżniają na tle tej szarej masy, kiedy jeden z kumpli Yuu, Seon (który swoją drogą pochodził z Korei) wpadł na genialny, ale jednocześnie szatański pomysł. Otóż chciał się założyć z Yuu, o skrzynkę piwa, że w ciągu tego miesiąca uwiedzie, Kou tylko po to by sprawdzić jakiej jest on orientacji. No tak. To do tego przerośniętego Koreańczyka podobne. Zawsze lubił prowokować ludzi by coś wyjawili, a potem można rozsiewać plotki jak plon trujący po całej szkole. Yuu tylko dla chęci zdobycia tej skrzynki piwa przyjął ten oto zakład. Wracając do domu zastanawiał się jak zacząć swoje "zaloty".
Na pewno musiałby go gdzieś zaprosić. Kino? Teatr? Kurczę cokolwiek. Widział, że chłopak lubił czytać książki, więc tylko będzie musiał wybadać jaki gatunek literacki lubi i BUM już może mu kupować urocze prezenciki. Jednak najważniejsze jest zaufanie. Musi zyskać jego zaufanie. 
                                                                
                                                             ***
  Kolejny dzień jakże nudnej szkoły. Kouyou nawet nie chciał wychodzić na zewnątrz gdy zobaczył jak paskudna jest pogoda. No, ale cóż...takie życie złe pochmurne i niedobre bywa i trzeba za przeproszeniem spiąć dupę i iść przed siebie. 
Z takim nastawieniem ruszył w stronę przystanku. Już z daleka zauważył znajomą czarną czuprynę. Szczerze...nie cieszył się zbyt na jego widok. Nie wiedział czemu, ale czuł że od szanowanego i w dupę całowanego przez całą szkołę Pana Yuu bije taka niezbyt dobra aura, przesiąknięta faktem, że został wychowany na materialistę i pieprzonego kutasa.
-Cześć.-Pan Pieprzony Kutas pokazał swoje piaskiem czyszczone na biało ząbki w szerokim uśmiechu. Kou -przez to, że zawsze mimo wszystko starał się być miły- również się uśmiechnął.
-No cześć.Ty co tu robisz? Nie wiem czy jazda autobusem dobrze służy takim Paniczom jak Ty. W końcu to nie limuzyna.- Yuu słysząc te słowa zrobił się czerwony na twarzy. No tak...pan Kou może coś podejrzewać przez jego zmianę nastawienia z: ignoruj plebs lub bądź wredny na:bądź miły i wykorzystuj talent aktorski. 

I koniec tej oto części. Następna już za niedługo.

  

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Brak weny. :c

Wybaczcie, ale przez problemy w życiu prywatnym zawieszam bloga. Nie wiem na ile dokładnie. Może na miesiąc może na dużo więcej. Nie mam pojęcia więc jeśli ktoś czyta co tu bazgrze musi się uzbroić w dużo dużo cierpliwości. Nie znienawidźcie mnie. :c

sobota, 11 stycznia 2014

Childhood's end 3 (Aoiha)

Witam. Oto Kolejna część serii Childhood's end. Jak obiecałam: dużo dłuższa od poprzedniej. Przepraszam za to jeśli kogoś zawiodłam swoim jawnym lenistwem. Możecie mnie zabić.

  ...Zobaczył Yuu, który patrzył na Dai z widocznym obrzydzeniem. Czerwonowłosy chyba był zdziwiony jego obecnością.
-CoTY tu robisz?-spytał.
-No zaprosiłeś mnie to jestem. A teraz go zostaw. Widzisz, że nie ma ochoty na to by ktokolwiek go dotykał.-mruknął chłopak, a Daisuke tylko się roześmiał i wstał powoli. Teraz to on patrzył na Yuu z góry.
-Od kiedy to tak wszystkich bronisz, co?
-Od teraz.-czarnowłosy wzruszył ramionami. Dai roześmiał się, ale nie skomentował tego tylko poszedł sobie najprawdopodobniej napić się czegoś. Kouyou spojrzał znowu na Yuu, naprawdę zaskoczony całą tą sytuacją. Jakoś on nie pasował mu do roli "obrońcy".
-Dziękuję.- mruknął Kouyou. Chłopak tylko kiwnął i poszedł sobie.
  Reszta imprezy minęła bez nie ciekawych sytuacji. No może prócz tego, że jakiś tam dwóch chłopaków się pobiło, ale za to Kouyou miał spokój. Teraz trzymał się przy Akirze bo jakoś nie miał ochoty na bliski kontakt z tym Daisuke, który teraz wgapiał się w niego przy każdej okazji. 
Kou, żeby na to nie zwracać uwagi, zabrał się za picie. Skończyło się to tak, że po siódmym piwie opierał głowę na ramieniu Akiry i tępo patrzył na to co się w ogół dzieje. 
-Kou...a Ty chcesz już wracać?-mruknął Suzuki dźgając chłopaka w żebra. Ten tylko spojrzał na niego i pokiwał głową.

  W domu Kouyou byli po około dwudziestu minutach. Całe szczęście mama Kou już spała bo nie był pewny czy by się ucieszyła na widok pijanego blondyna z kolegą. 
-Akira chcesz tu zostać na noc czy wrócisz do siebie, albo na imprezę?
-No....jeśli nie będę przeszkadzał to mogę zostać.-Kouyou uśmiechnął się i zapewnił Akire, że nie będzie mu przeszkadzać, a potem razem rozłożyli kanapę, na której zamierzali spać. Po tej czynności nie mieli ochoty na co wieczorną....no w tym wypadku nocną kąpiel, więc po rozebraniu się do bokserek opadli na kanapę zmęczeni całym dniem i tą cholerną imprezą.
  Niestety Kou nie udało się zasnąć. Leżał na "łóżku" i wsłuchując się w spokojny oddech Akiry rozmyślał. O czym? Chyba o wszystkim. O matce, o ojcu, o rodzinie, nawet o tym Yuu. Zastanawiało go jego dziwne zachowanie. Czy taki bogaty chłopaczek o zawodzie "syn" nie powinien być...no sam nie wiedział jaki, ale na pewno nie taki...miły i dobry. Potem przypomniałsobie Daisuke. No ten chłopak go wręcz przerażał. Zachowywał się trochę tak jakby chciał Kouyou przelecieć. To mu się bardzo nie podobało. W końcu nie był dziwką. Właśnie...co do dziwek....ponoć w taki sposób można nieźle zarobić, a w obecnej sytuacji Kou potrzebuje pieniędzy jak głodny chleba.
  Blondyn leżał tak całą noc i nie zmrużył oka nawet na minutę tak, że na drugi dzień chodził nie przytomny, a musiał odprowadzić Akire, który jeszcze go zaprosił na kawę. Pod koniec dnia był tak padnięty, że zasnął niemal od razu.

  Następny tydzień minął mu naprawdę szybko. Codziennie szkoła potem zajmowanie się domem. Do tego co chwilę zastanawiał się nad....tak zwanym "pójściem na ulicę". Gdyby w końcu to zrobił mogłyby się choć w połowie skończyć problemy finansowe jego rodziny. Ale wtedy straciłby godność. Ponoć godność w życiu jest najważniejsza.
Zawsze od tego pomysłu odsuwał go Akira, chociaż nie świadomie...ale jednak. Widział, że Suzuki go szanuje. Wolał nie stracić tego szacunku.
  W drugi tydzień szkoły Kouyou doznał lekkiego zawodu. Akira nie mógł przyjść do szkoły bo był chory, a Kou, który właściwie nie kolegował się z nikim innym czuł się samotny. Najbardziej denerwowało go to, że co chwilę nachodził go ten cholerny Daisuke. Debil co chwilę się do niego dostawiał. 
Gdy w końcu udało mu się spławić czerwonowłosego, ktoś inny postanowił go zaczepić. Tym kimś był Yuu. 
-Cześć. Gdzie Twój blondwłosy kolega?
-Uhm. Cześć... Chory jest, Ty...potrzebujesz czegoś?-Kouyou pomyślał, że mogło to zabrzmieć niegrzeczne, ale zlewał to całkowicie.
-Nie... To znaczy... Chciałem pogadać. Bo stoisz taki całkiem samotny...
-Aha. Rozumiem.-mruknął Kou starając się z wszystkich sił by brzmiało to tak jakby nie miał ochoty na rozmowę. Niestety nie zniechęciło to czarnowłosego. Chyba zmotywowało jeszcze bardziej niż okazanie zainteresowania.
-No i chciałem spytać czy pójdziesz ze mną do kina. Leci teraz jakiś horror... Ja stawiam.-Yuu uśmiechnął się na widok całkiem zszokowanej miny blondyna. Kouyou chwilę milczał chcąc przetrawić słowa Yuu. Właściwie po raz pierwszy ktoś stawia mu kino.
-Hm... No moglibyśmy pójść...-odpowiedział powoli.- A kiedy? Um....i nie musisz mi "stawiać". Mam swoje pieniądze.-powiedział to trochę się rumieniąc i szybko zastanawiając się skąd weźmie kasę.
-No jak tam chcesz... Chciałem być miły. To może jutro o osiemnastej? Spotkamy się przy bramie do parku. Tego na przeciwko szkoły.
-Dobrze.-Kou pokiwał głową i zdecydował, że najwyżej poprosi mamę o jedenaście jenów. Starczy mu na bilet.
-Ok. To jesteśmy umówieni.- Czarnowłosy wyglądał na zadowolonego z tego, że Kouyou się zgodził. Przed wejściem do klasy wymienili się numerami by być w stałym kontakcie ze sobą. Zapowiadał się ciekawy dzień i może Kouyou uda się odgadnąć czemu Yuu okazał takie zainteresowanie nim.

_____________________________________________________

Tak wiem. Miało się to ukazać wczoraj. Jednak wczoraj...wczoraj miałam niezbyt udany dzień. Zwłaszcza pod koniec, więc bardziej zajęłam się swoim życiem prywatnym. Mam nadzieję, że się podobało. Jestem ciekawa waszych opinii. <3
Za niedługo część 4 i one-shot, o którym wspominałam.





czwartek, 9 stycznia 2014

Notka organizacyjna.

No więc przepraszam za to, że druga część "Childhood's end" była taka krótka. Trochę ją na szybko pisałam. Trzecia część będzie dłuższa i ukaże się, albo dzisiaj, albo jutro. Jeszcze nie wiem. Ogólnie mam jeszcze zajebisty pomysł na one-shot'a. Na ów pomysł wpadłam po znaczeniu jednego z odc. "Supernatural", więc będzie to taki horror z wątkiem miłosnym.
No to chyba wszystko. Pozdrawiam!

środa, 8 stycznia 2014

Childhood's end 2 (Aoiha)

Witam. Oto następna część serii "Childhood's end", która (ku mojej uldze) okazuje się nie najgorsza. Nawet nie wiecie jak mnie to cieszy :D. Dostałam takiego jakby "powera" i będę częściej dodawać posty. Teraz życzę miłej lektury.


  Następny dzień zaczął się dla Kouyou, podobnie jak poprzedni, tylko tym razem poszedł do szkoły na piechotę. Ubrany był w czarną koszulkę z "Iron Maiden" (od aut.: ostatnio wielbię ten zespół.), do tego miał lekko przetarte jeansy i czerwone trampki. Jego szyję i nadgarstki zdobiła biżuteria, którą w większości sam robił.
  Przemierzając powoli ulicę Kou zauważył wielu uczniów spieszących się do szkoły, jednak nie było wśród nich Akiry. Widział nawet tego Yuu, który zachowywał się, jakby śledził Shime. Od pewnego czasu szedł za nim krok w krok co niby nie było dziwne bo chodzili do tej samej szkoły, a jednak Kou zastanawiał się czemu czarnowłosy, mając do wyboru autobus i dość długi spacer, wybrał spacer tak jak blondyn. 
  Chłopak odwrócił się by sprawdzić czy ten nadal za nim idzie. Yuu jakby uśmiechnął się sam do siebie i przyspieszył trochę tak, że wyminął młodszego. Zdziwiło to trochę Kouyou, ale na co miał liczyć. Na pewno nie ma to, że czarnowłosy go jakoś zagada.
Zerknął na zegarek i sam przyspieszył bo nie chciał się spóźnić..
  Do szkoły niemal, że dobiegł i od razu skierował się do sali gdzie mieli matematykę. Wszedł do niej i wcześniej przepraszając za spóźnienie, usiadł obok Suzuki'ego.
  Przez całe czterdzieści pięć minut Kouyou czuł na sobie spojrzenie Yuu. Było to dość nie komfortowe uczucie, więc odetchnął z ulgą gdy w końcu zabrzmiał dzwonek na przerwę. Był jedną z pierwszych osób, które wyszły z sali i musiał trochę poczekać na Akirę.
-Kou, czemu się spóźniłeś? Bałem się, że w ogóle nie przyjdziesz.-spytał jego nowy kolega, gdy szli już pod klasę z biologii. 
-To dlatego, że postanowiłem iść pieszo. Trochę czasu mi to zajęło.-Shima uśmiechnął się przepraszająco.
-Hm. No rozumiem.-Akira przygryzł lekko dolną wargę i chciał jeszcze coś dodać, ale nie zdążył bo zaczepiło ich dwóch starszych chłopaków.
-Cześć Aki, co Ty nas tak ostatnio unikasz?.-odezwał się jeden z nich, który był dość wysoki, strasznie chudy i miał czerwone włosy. Było w nim coś co nie podobało się Kouyou, albo bardziej przerażało go.
-Nie unikam. Po prostu mam mniej czasu.-odpowiedział jakby lekko znudzony Akira. Gdy zauważył, że czerwonowłosy przygląda się Shimie z wyraźnym zainteresowaniem, powiedział szybko.- No wy się nie znacie. To jest Kouyou mój kolega z klasy, a to Daisuke i Kaoru (od aut.: wybaczcie nie miałam pomysłu jak ich nazwać.) też moi koledzy, tyle, że z podwórka (xD).
Daisuke jako pierwszy wyciągnął dłoń. Kou trochę nie pewnie podał mu rękę i delikatnie ją uścisnął. 
-Może wpadniecie do mnie tak o dwudziestej? Robię imprezę, a jeszcze dwie osoby się "przydadzą".-Dai uśmiechnął się do nich.
-No ja mogę. Nie wiem jak Kouyou.-Akira spojrzał na blondyna.
-To się zastanówcie. My musimy iść. Pa.-czerwonowłosy pociągnął Kaoru pod jedną z sal. Aki spojrzał na swojego kolegę. Widział, że Kou jest trochę nie pewny co do propozycji chłopaka.
-Chcesz iść?
-Sam nie wiem... Pójdę gdy nie będę miał zbyt dużo roboty. Napiszę Ci esa, dobrze?
-Dobrze...-Akira pokiwał głową i zaśmiał się cicho. 
   Reszta dnia minęła dość szybko i zanim się Kouyou zorientował był już u siebie w domu. Tam jak zwykle zajmował się wszystkim. Od gotowania po sprzątanie i zajmowanie się siostrami. 
Kiedy nastała owa dwudziesta, nadal był nie pewny co do tego by iść na imprezę. Jednak w końcu, gdy udało mu się "uśpić" siostry napisał Akirze, że pójdzie. Zostało mu tylko się pomalować i jakoś ubrać.
  Po pół godzinie był gotowy. Mamę nie musiał dużo prosić o pozwolenie na wyjście. Właściwie ona sama się cieszyła, że Kouyou gdziekolwiek wychodzić. 
Pod jego domem czekał Akira. Po drodze do Daisuke dużo rozmawiali, ale gdy znaleźli się na imprezie mogli sobie tylko pokrzyczeć bo tak było głośno. Zawaliła się chyba cała szkoła.
Dai ucieszył się, gdy ich zobaczył, a samego Kouyou wręcz rozbierał wzrokiem. Nie obeszło się bez tak zwanych "zaczepek", a tak dokładnie to gdy tylko czerwonowłosy znalazł się sam na sam z Kou, bo Akira poszedł po piwo, Dai zaczął go obmacywać.
-Możesz mnie zostawić?-spytał widocznie poirytowany blondyn.
-Hm. Niby mógłbym, ale nie chcę.-jego dłoń znalazła się na udzie chłopaka, niebezpiecznie blisko jego krocza.
-A nie widzisz, że JA nie chcę byś mnie dotykał.-Kouyou zmarszczył brwi, ale Dai i tak nic sobie z tego nie robił. Pociągnął blondyna do siebie, a jego dłonie bezczelnie zaczęły dotykać jego ciało. Nawet zaczął podwijać jego bluzkę.
-Daisuke zostaw go..-Kouyou usłyszał nad sobą znany mu głos. Gdy podniósł głowę zobaczył...

___________________________________________________

Wybaczcie, ale nie mogłam się oprzeć i wręcz musiałam zatrzymać się właśnie w tym momencie! ;* Ta druga część jest trochę gorsza od pierwszej...przynajmniej według mnie. Piszcie piszcie! Chcę znać waszą opinie xD.



środa, 1 stycznia 2014

Childhood's end 1 (Aoiha)

Zaczynam nową serię, a tamtą na pewien czas zawieszam. Wybaczcie, ale pewnie jak sami widzicie była...no niezbyt udana. Znowu Aoiha i znowu dramat. Miłego czytania.

   Pewne wydarzenia, a najbardziej te dramatyczne potrafią całkiem zmienić człowieka, a jego życie wywrócić do góry nogami. To właśnie na własnej skórze poczuł szesnastoletni Kouyou Takashima, po śmierci jego ojca, który jedynym żywicielem rodziny. Matka Kouyou po wypadku samochodowym jeździła na wózku i nigdzie nie mogła znaleźć pracy. Dostawała rentę, ale bardzo niską niestety.
Kou miał jeszcze dwie młodsze siostry, którymi trzeba się zająć. To właśnie musiał robić Shima. Z powodu kalectwa matki cały dom miał na głowie.
Gdy jeszcze jego ojciec żył, miał więcej czasu dla siebie. Nauczył się wtedy grać na gitarze i nawet szyć. Dzięki temu szył sobie ubrania, co mu bardzo odpowiadało, ponieważ miał dość nie typowy styl. Włosy miał farbowany na miodowy blond, przeważnie nosił rurki, koszulki lub podkoszulki z różnymi zespołami i malował się dość często. Czasem robił też matce makijaż.
  Teraz to już nie miał prawie na nic czasu. Gitara stała w kącie, a maszyna do szycia była rzadziej używana.
  Przez wakacje zatrudnił się w barze szybkiej obsługi. Za dodatkowe pieniądze mógł kupić swoim siostrą zabawki.
  Niestety te dwa miesiące odpoczynku od szkoły szybko minęły. Kouyou szedł do liceum, jednego z lepszych w mieście, dlatego musiał zrezygnować z pracy już w ostatni dzień wakacji. Zdawał sobie sprawę z tego, że dojdą obowiązki szkolne. Nie przerażał go fakt, że idzie do nowej szkoły, w której nie będzie nikogo znał tylko to, że na prawie osiem godzin dziennie będzie musiał zostawiać matkę samą w mieszkaniu.
Z tymi dość nie miłymi myślami Kouyou poszedł spać.
  Rano obudził go dźwięk budzika wydobywającego się z jego telefonu. Szybko go uciszył by nie budzić, ani matki, ani sióstr. Podszedł do dużej szafy w rogu pokoju (właściwie to nie był pokój bo Kou spał w salonie, gdyż mieszkanie było małe i miało dwie sypialnie) i wyciągnął z niej czyste ubrania. Cicho przeszedł przez korytarz i zamknął się w łazience. Nie brał prysznica rano, tylko przemywał i używał dużej ilości dezodorantu. Co do twarzy to po umyciu jej, pomalował się i umył zęby na końcu. Starał się przy tym zużywać jak najmniej wody.
  Gdy wyglądał już w miarę normalnie, założył na siebie ciuchy, czyli szary podkoszulek na to białą koszule i czarne rurki. Do tego dodał trochę biżuterii.
   Całkiem już gotowy wybiegł z domu ,akurat tak, że zdążył na autobus. Był on wypełniony po brzegi uczniami, więc trudno mu było znaleźć miejsce tak by się chociaż czegoś chwycić. Skończyło się to tak, że gdy autobus ruszył, wpadł na jakiegoś czarnowłosego chłopaka.
-Um... Przepraszam.-mruknął blondyn. Chłopak zmarszczył brwi i odepchnął Kouyou tak, że poleciał na jakąś rurkę.
-Uważaj następnym razem to nie będziesz musiał przepraszać.-warknął tylko i wrócił do rozmowy z kolegami.
Kou już nic nie powiedział. Nie lubił specjalnie gdy ktoś tak agresywnie na wszystko reagował. Szczerze....to kto lubi?
Rozmasował sobie ramię, którym uderzył o rurkę. Na pewno będzie miał jakieś zaczerwienienie, jak nie siniaka.
  Gdy autobus zatrzymał s pod szkołą, wysypało (dosłownie) się z niego 3/4 ludzi, którzy w nim byli. Przystanek mieścił się przed szkołą, więc Kouyou nie musiał jakoś specjalnie się spieszyć. Wolnym krokiem przedzierał się między ludźmi. Nawet natknął się na tego czarnowłosego chłopaka, który skarżył się swoim kumplom, że przez wakacje skasował samochód i musi jeździć autobusem, gdzie "roi się od plebsu". Kou prychnął cicho mrużąc oczy. Nienawidził tych rozpieszczonych dzieciaków, które uważały, że pieniądze rosną na drzewie,  a rodziców kochają za ich złote karty.
Nagle ktoś klepnął go w ramię. Kouyou odwrócił się i ujrzał niższego od siebie blondyna. Miał delikatne rysy twarzy jak Kou, jednak był bardzo dobrze umięśniony i jakby bardziej męski od Kouyou, który swoim wyglądem czasem naprawdę przypominał kobietę. 
-Ślicznoto Ty się tak w Yuu nie wgapiaj, bo go to denerwuje i Ci może wpierdolić.
-W kogo?
-W Yuu. Tego czarnowłosego otoczonego fanami.. W ogóle to jestem Akira Suzuki.-podał mu rękę. Kou nie pewnie ją uścisnął.
-Aa....zauważyłem, że bardzo drażliwy jest.-obrzucił chłopaka zaciekawionym spojrzeniem.- Ja jestem Kouyou Takashima. Do, której Ty klasy chodzisz?-spytał z lekkim uśmiechem. Chłopak nie wyglądał na starszego, ale był całkiem dobrze rozeznany. 
-Kouyou... Ładne imię. Och ja dopiero zaczynam pierwszą klasy tak jak Ty, co?-Kou pokiwał głową potwierdzając tym samym jego słowa.- Ja mam tu kilku starszych kumpli, którzy mi o wszystkim mówią. Ach...no właśnie. Radzę uważać bo ten Yuu już drugi raz siedzi w pierwszej klasie będzie z nami chodził. Niby powinni go wywalić, ale wiesz...kapitan drużyny piłkarskiej i przydają się szkole pieniądze jego tatusia.-Akira wywrócił oczami. No chociaż było wiadome jak dostał się do tego liceum i to jeszcze na biol-chem. Kouyou zawdzięczał to swoim wynikom, ale ten Yuu...no na pewno przyczyniły się do tego pieniądze ojca. 
Aki spojrzał na zegarek.-Trzeba iść do klasy...wiesz...żeby się zintegrować. To chodź...-chwycił Shime za rękę i pociągnął w stronę szkoły. Zatrzymali się tylko by sprawdzić w jakiej sali mają.
Gdy już się tam znaleźli, usiedli w ostatniej ławce. Kouyou zauważył, że obok siedział Yuu, który był zainteresowany bardziej swoim telefonem niż tym co się dzieje. Nawet nie zauważył, że weszła wychowawczyni, która zaczęła standardową przemowę.
Właściwie nikt jej nie słuchał. Kouyou zajął się rozmową z nowym kolegą. Okazało się, że mają dużo wspólnych zainteresowań, słuchają tej samej muzyki czyli rock'a i mają podobny styl. Rozmawiali tak przez tą całą przemowę nauczycielki, a potem jeszcze gdy razem wracali. Przed "rozejściem" się do swoich bloków wymienili się numerami telefonu.
  Kiedy Kouyou był już w domu i starał się zrobić coś dobrego na obiad był w wyjątkowo dobrym humorze. Naprawdę się cieszył, że poznał Akirę, który był bardzo miłym chłopakiem. Można byłoby powiedzieć, że idealnie nadający się na przyjaciela dla Kou, który szczerze mówiąc, ani w podstawówce, ani w gimnazjum nie miał przyjaciół.

__________________________________________________
Wiem długo nic nie dodawałam, ale to z powodu braku czasu. Mam nadzieję, że wam się podobało opowiadanie. Jeśli tak to komentujcie! W najbliższym czasie dodam następną część. Wracając do poprzedniej serii to muszę ją zawiesić z braku pomysłu i z tego powodu, że była beznadziejna, ale to chyba już mówiłam.