Tak wiem wiem. Dawno już nic nie wrzucałam. Ale myślę, że to się zmieni. Przez święta na pewno wrzucę dziewiątą część Childhood's end. Jakoś postaram się ogarnąć serię "Miłość w obiektywie"...ale to dopiero w lutym.
Nie mam teraz czasu, gdyż jestem w 3 klasie technikum i czeka mnie pierwszy egzamin zawodowy w styczniu. Muszę w końcu usiąść nad książkami. Mimo to obiecuję, że nadal będę wrzucać opowiadania, chociaż nie mam pojęcia czy ktoś czyta to moje grafomaństwo. xD Postaram się też uraczyć was jakimiś oneshot'ami. XD
To bajoł. ~
poniedziałek, 21 grudnia 2015
sobota, 8 sierpnia 2015
Childhood's end 8 (Aoiha)
Tak by było miło tym co w ogóle te moje grafomaństwo czytają dodam też Childhood'sa. Mam dzisiaj wenę więc dam jej się ponieść.
Rano Kouyou obudził się gdy tylko pierwsze promienie słońca padły na jego twarz. Podniósł się do siadu i potarł nadal zaspane oczy. Chwilę jeszcze się zastanawiał gdzie jest i JAK SIĘ TU ZNALAZŁ, na dodatek z Yuu w jednym łóżku, kiedy tak po prostu przypomniały mu się wszystkie sceny z poprzedniego dnia. Powoli odsunął się od Yuu, który stanowczo był za blisko, ale chłopak zaraz otworzył oczy gdy poczuł brak gorącego ciała tuż obok siebie. Patrzyli na siebie w pełnym napięcia milczeniu. To Kou dopiero odważył się zrobić pierwszy ruch, a było nim po prostu wstanie z wygodnego łóżka i szukanie swoich ciuchów po pokoju.
-Kouyou...-Mruknął Yuu zachrypniętym głosem, zaraz również wstając.
-Ech... Nic nie mów Shiroyama. Błagam. -Powiedział Uruha najbardziej lodowatym głosem na jaki było go stać.
-Jesteś zły?
- Jeszcze się pytasz...-Prychnął cicho. - Yuu do chuja pamiętasz co się wczoraj stało?
-No pamiętam...-Yuu w jakimś takim geście zakłopotania potarl swój kark.
-Właśnie... Po co to zrobiłeś? Jakiś zakład? Wszystko to było jakimś chorym zakładem? -Warknął młodszy.
-Mam być szczery?
-Do bólu. -Syknął chłopak. W wypowiedzianych słowach nie było "s", ale i tak wyszło mu syknięcie.
-No to...jeśli mam być szczery to tak. Był to zakład z moim kumplem....ale... -Nie dokończył bo Kou z całej siły uderzył go w twarz.
- I pomyśleć, że Cię polubiłem. Zakładać się o coś takiego?! Jesteś bardziej dziecinny i głupi, niż ustawa przewiduje. -Po tych słowach chciał się odwrócić, ale Yuu chwycił go za nadgarstek i pociągnął do siebie.
-Uruha...-Powiedział starając się ukryć zdenerwowanie.- To, że był to zakład...i poznanie Ciebie to też była jego część nie oznacza, że udawałem, że Cię Lubie... Bo Cię Lubie...może...nawet wiecęj niż lubie... Bo mówiąc szczerze podobasz mi się niż ktokolwiek inny...kogo znam.
-Daj spokój z tym wywodem. Można by powiedzieć, że mnie zgwałciłeś...-Tutaj Kou załamał się głos, ale zaraz opanował chęć płaczu. Odchrząknął cicho i mówił dalej. Widać było, że opanował swoją wcześniejszą złość.- Też Cię lubię...bo jak nie ma Twoich kolegów i innych co Cię wychwalają jesteś bardzo miłą i sympatyczną osobą...ale teraz...Chyba nie mogę Ci zaufać...jeśli oczekiwałeś czegoś więcej to mogę Ci powiedzieć jedno przykre słowo... Zapomnij. -Kouyou odsunął się całkiem od niego i uśmiechnął się przepraszająco.- Znam siebie i wiem, że wszystko ludziom wybaczam... Tobie też, ale czasem trzeba się trzymać na dystans. Dla własnego dobra. A teraz... Chce wrócić do domu. Nie idź za mną... nie chce z Tobą rozmawiać. Jak się uspokoje tak całkiem to... to przyjdę. -Po tym krótkim "przemówieniu", ubrał się i mniej więcej ogarnął.
Wyszedł zostawiając Yuu samego w pokoju. Zignorował wszystkich, których napotkał na swojej drodze do drzwi, nawet Akire. Po prostu wrócił do domu.
***
Przez całe dwa tygodnie i Yuu i Kouyou chodzili jak struci. Ten pierwszy zastanawiał co może zrobić by jakoś wszystko odkręcić, a ten drugi skutecznie zajmował się unikaniem pierwszego. Wychodziło mu to na tyle dobrze, że na razie ich relacje ograniczyły się do "Cześć". Yuu wiele razy chciał podejść i zagadać, ale młodszy zbywał go różnego rodzaju wymówkami. Mimo iż grał nieustępliwego...no właśnie "grał", bo już kilka dni po tej imprezie zorientował się, że brakowało mu czarnowłosego. Jednak widział, że jego godność nie pozwala mu puścić tego płazem. Yuu poczułby się bezkarny i pozwoliłby sobie na powtórkę z rozrywki. Czysta psychologia.
Kolejne dni bez najkrótszej i najprostszej rozmowy z młodszym też były dla Shiroyamy ciężkie. Po raz pierwszy tak bardzo żałował swojego czynu. Do tego stopnia, że skończył chodzić na jakiekolwiek imprezy. Jego kumple nie ukrywali zaskoczenia. W końcu Yuu był królem imprez w tym mieście. Jego życie tak wcześniej wyglądało. Imprezy, alkohol, laski, albo faceci. Oczywiście wiecznie zapracowani rodzice nie mieli pojęcia, że ich syn jednym słowem stoczył się na dno. Właśnie Kouyou był taką swojego rodzaju odskocznią od tego dna. Mógł się wybić i pokazać, że wcale nie jest tępym osiłkiem, który żyje imprezami i że ma naprawdę sporo zainteresowań. Problem był w tym, że Kou widział w niego wroga. Przynajmniej tak mu się wydawało. Nie mógł za nim chodzić i go cały czas przepraszać bo wiedział, że młodszego kolegę by to tylko wkurzyło.
***
Piątek. Tygodnia koniec i początek jak to się mówi. Najkrótsze lekcje dla wszystkich tylko nie dla klasy pierwszej. Mieli do szesnastej co naprawdę się dzieciakom nie podobało. Z tym, że wtedy prawie cała szkoła pustoszała, a oni czekali na trzy godzinne zajęcia w laboratorium chemicznym.
Kou na jednej z przerw między tymi zajęciami siedział w bufecie szkolnym. Nie było, ani Akiry, ani pana Matsumoto ponieważ obaj uznali, że za długo muszą w te piątki w szkole siedzieć i im się nie chce. Tym bardziej, że koniec semestru się zbliżał i oceny były wystawione.
Czytał jak to miał w zwyczaju, kolejną z książek, którą wypożyczył z biblioteki.
-Hm... Cześć. -Nagle usłyszał nad sobą jakże dobrze mu znany głos. Podniósł głowę i spojrzał na Yuu.
-Cześć. -Jego może nie idealnie, ale wyregulowana brew uniosła się do góry. - Po co tu przyszłeś? -Spytał, wracając wzrokiem na kartki swojej książki.
-No, żeby porozmawiać. Po co by innego? -Czarnowłosy usiadł na przeciwko niego i Westchnął cicho.-Brakuje mi Ciebie... -Powiedział po chwili milczenia.
-Mhm... Parą nie byliśmy więc tak nie rozpaczaj. -Mruknął tylko Kou patrząc nadal na kartki i udając, że czyta.
-No właśnie...a mimo to...brakuje mi Ciebie. -Yuu nie spuszczał wzroku z chłopaka.
-Haha... -Kou Zaśmiał się krótko i spojrzał na niego, potem znów spuścił wzrok na książkę. - Jeśli na coś liczysz... Daruj sobie.
-Właśnie... Liczę. Kurwa. -Yuu wstał widocznie zdenerwowany zachowaniem Kouyou. Wziął mu książkę i wyrzucił gdzieś za siebie. To stało się w ułamku sekundy, uniósł jego brodę i pocałował go prosto w usta. Kou był na początku zaskoczony jego zachowaniem, że nie wiedział co miałby zrobić. Jednak zaraz odwzajemnił jego pocałunek. Sam nawet nie wiedział dlaczego, ale poczuł, że bardzo chce go całować. Objął nieśmiało jego szyję, nie odrywając ust od jego.
Dopiero po jakimś czasie odsuneli się od siebie. Kouyou spojrzał nie pewnie na Yuu I zagryzł, przed chwilą tak czule całowaną przez czarnowłosego wargę.
-Co miał oznaczać ten pocałunek? -Spytał w końcu.
-Możliwe, że... Kocham Cię...chociaż w łagodniejszej wersji... Jak: Jestem zauroczony, w Tobie cholery jedna i chciałbym się w Tobie zakochać tylko daj mi tą jedną jebaną szansę. Tylko...czy to, że i Ty mnie całowałeś miałem odebrać jako zgodę? -Yuu wbił w niego swoje ciemne spojrzenie.
-Hm... Możliwe. Jeśli będziesz... Grzeczny...może uda mi się Tobie zaufać na nowo. -Blondyn był lekko zarumieniony co spodobało się Yuu. Starszy usiadł obok niego i przytulił chłopaka do siebie.
-Jesteś wspaniałomyślny... -Mruknął całując go w policzek.
- W końcu czasem trzeba zapomnieć o głupotach... Tylko na razie nie pozwalaj sobie na nic więcej. Bo wiesz... Trochę moje zaufanie jest nadszrpnięte.
-Będę grzeczny. Już Ty się nie bój. -Znowu zasmakował jego ust tym razem w krótkim buziaku złożonym na ustach chłopaka.
Po lekcjach, resztę dnia spędzili razem. Kouyou znowu trochę zaniedbał swoje obowiązki domowe, ale starał się je szyki realizować. Mimo to nie czuł jakiś wyrzutów sumienia bo w końcu mógł porozmawiać z Yuu od dawna. Nie ukrywał, że przez ten czas było mu ciężko. Tak samo jak Yuu. Jeden i drugi w końcu mogło przestać udawać, że wzystko jest dobrze, bo teraz naprawdę było dobrze...
Oczywiście jak zawsze... Do pewnego momentu...
Tak. Te wielokropki oznaczają, że będzie więcej części Childhood'sa i że będzie się działo jednym słowem. XDD
Rano Kouyou obudził się gdy tylko pierwsze promienie słońca padły na jego twarz. Podniósł się do siadu i potarł nadal zaspane oczy. Chwilę jeszcze się zastanawiał gdzie jest i JAK SIĘ TU ZNALAZŁ, na dodatek z Yuu w jednym łóżku, kiedy tak po prostu przypomniały mu się wszystkie sceny z poprzedniego dnia. Powoli odsunął się od Yuu, który stanowczo był za blisko, ale chłopak zaraz otworzył oczy gdy poczuł brak gorącego ciała tuż obok siebie. Patrzyli na siebie w pełnym napięcia milczeniu. To Kou dopiero odważył się zrobić pierwszy ruch, a było nim po prostu wstanie z wygodnego łóżka i szukanie swoich ciuchów po pokoju.
-Kouyou...-Mruknął Yuu zachrypniętym głosem, zaraz również wstając.
-Ech... Nic nie mów Shiroyama. Błagam. -Powiedział Uruha najbardziej lodowatym głosem na jaki było go stać.
-Jesteś zły?
- Jeszcze się pytasz...-Prychnął cicho. - Yuu do chuja pamiętasz co się wczoraj stało?
-No pamiętam...-Yuu w jakimś takim geście zakłopotania potarl swój kark.
-Właśnie... Po co to zrobiłeś? Jakiś zakład? Wszystko to było jakimś chorym zakładem? -Warknął młodszy.
-Mam być szczery?
-Do bólu. -Syknął chłopak. W wypowiedzianych słowach nie było "s", ale i tak wyszło mu syknięcie.
-No to...jeśli mam być szczery to tak. Był to zakład z moim kumplem....ale... -Nie dokończył bo Kou z całej siły uderzył go w twarz.
- I pomyśleć, że Cię polubiłem. Zakładać się o coś takiego?! Jesteś bardziej dziecinny i głupi, niż ustawa przewiduje. -Po tych słowach chciał się odwrócić, ale Yuu chwycił go za nadgarstek i pociągnął do siebie.
-Uruha...-Powiedział starając się ukryć zdenerwowanie.- To, że był to zakład...i poznanie Ciebie to też była jego część nie oznacza, że udawałem, że Cię Lubie... Bo Cię Lubie...może...nawet wiecęj niż lubie... Bo mówiąc szczerze podobasz mi się niż ktokolwiek inny...kogo znam.
-Daj spokój z tym wywodem. Można by powiedzieć, że mnie zgwałciłeś...-Tutaj Kou załamał się głos, ale zaraz opanował chęć płaczu. Odchrząknął cicho i mówił dalej. Widać było, że opanował swoją wcześniejszą złość.- Też Cię lubię...bo jak nie ma Twoich kolegów i innych co Cię wychwalają jesteś bardzo miłą i sympatyczną osobą...ale teraz...Chyba nie mogę Ci zaufać...jeśli oczekiwałeś czegoś więcej to mogę Ci powiedzieć jedno przykre słowo... Zapomnij. -Kouyou odsunął się całkiem od niego i uśmiechnął się przepraszająco.- Znam siebie i wiem, że wszystko ludziom wybaczam... Tobie też, ale czasem trzeba się trzymać na dystans. Dla własnego dobra. A teraz... Chce wrócić do domu. Nie idź za mną... nie chce z Tobą rozmawiać. Jak się uspokoje tak całkiem to... to przyjdę. -Po tym krótkim "przemówieniu", ubrał się i mniej więcej ogarnął.
Wyszedł zostawiając Yuu samego w pokoju. Zignorował wszystkich, których napotkał na swojej drodze do drzwi, nawet Akire. Po prostu wrócił do domu.
***
Przez całe dwa tygodnie i Yuu i Kouyou chodzili jak struci. Ten pierwszy zastanawiał co może zrobić by jakoś wszystko odkręcić, a ten drugi skutecznie zajmował się unikaniem pierwszego. Wychodziło mu to na tyle dobrze, że na razie ich relacje ograniczyły się do "Cześć". Yuu wiele razy chciał podejść i zagadać, ale młodszy zbywał go różnego rodzaju wymówkami. Mimo iż grał nieustępliwego...no właśnie "grał", bo już kilka dni po tej imprezie zorientował się, że brakowało mu czarnowłosego. Jednak widział, że jego godność nie pozwala mu puścić tego płazem. Yuu poczułby się bezkarny i pozwoliłby sobie na powtórkę z rozrywki. Czysta psychologia.
Kolejne dni bez najkrótszej i najprostszej rozmowy z młodszym też były dla Shiroyamy ciężkie. Po raz pierwszy tak bardzo żałował swojego czynu. Do tego stopnia, że skończył chodzić na jakiekolwiek imprezy. Jego kumple nie ukrywali zaskoczenia. W końcu Yuu był królem imprez w tym mieście. Jego życie tak wcześniej wyglądało. Imprezy, alkohol, laski, albo faceci. Oczywiście wiecznie zapracowani rodzice nie mieli pojęcia, że ich syn jednym słowem stoczył się na dno. Właśnie Kouyou był taką swojego rodzaju odskocznią od tego dna. Mógł się wybić i pokazać, że wcale nie jest tępym osiłkiem, który żyje imprezami i że ma naprawdę sporo zainteresowań. Problem był w tym, że Kou widział w niego wroga. Przynajmniej tak mu się wydawało. Nie mógł za nim chodzić i go cały czas przepraszać bo wiedział, że młodszego kolegę by to tylko wkurzyło.
***
Piątek. Tygodnia koniec i początek jak to się mówi. Najkrótsze lekcje dla wszystkich tylko nie dla klasy pierwszej. Mieli do szesnastej co naprawdę się dzieciakom nie podobało. Z tym, że wtedy prawie cała szkoła pustoszała, a oni czekali na trzy godzinne zajęcia w laboratorium chemicznym.
Kou na jednej z przerw między tymi zajęciami siedział w bufecie szkolnym. Nie było, ani Akiry, ani pana Matsumoto ponieważ obaj uznali, że za długo muszą w te piątki w szkole siedzieć i im się nie chce. Tym bardziej, że koniec semestru się zbliżał i oceny były wystawione.
Czytał jak to miał w zwyczaju, kolejną z książek, którą wypożyczył z biblioteki.
-Hm... Cześć. -Nagle usłyszał nad sobą jakże dobrze mu znany głos. Podniósł głowę i spojrzał na Yuu.
-Cześć. -Jego może nie idealnie, ale wyregulowana brew uniosła się do góry. - Po co tu przyszłeś? -Spytał, wracając wzrokiem na kartki swojej książki.
-No, żeby porozmawiać. Po co by innego? -Czarnowłosy usiadł na przeciwko niego i Westchnął cicho.-Brakuje mi Ciebie... -Powiedział po chwili milczenia.
-Mhm... Parą nie byliśmy więc tak nie rozpaczaj. -Mruknął tylko Kou patrząc nadal na kartki i udając, że czyta.
-No właśnie...a mimo to...brakuje mi Ciebie. -Yuu nie spuszczał wzroku z chłopaka.
-Haha... -Kou Zaśmiał się krótko i spojrzał na niego, potem znów spuścił wzrok na książkę. - Jeśli na coś liczysz... Daruj sobie.
-Właśnie... Liczę. Kurwa. -Yuu wstał widocznie zdenerwowany zachowaniem Kouyou. Wziął mu książkę i wyrzucił gdzieś za siebie. To stało się w ułamku sekundy, uniósł jego brodę i pocałował go prosto w usta. Kou był na początku zaskoczony jego zachowaniem, że nie wiedział co miałby zrobić. Jednak zaraz odwzajemnił jego pocałunek. Sam nawet nie wiedział dlaczego, ale poczuł, że bardzo chce go całować. Objął nieśmiało jego szyję, nie odrywając ust od jego.
Dopiero po jakimś czasie odsuneli się od siebie. Kouyou spojrzał nie pewnie na Yuu I zagryzł, przed chwilą tak czule całowaną przez czarnowłosego wargę.
-Co miał oznaczać ten pocałunek? -Spytał w końcu.
-Możliwe, że... Kocham Cię...chociaż w łagodniejszej wersji... Jak: Jestem zauroczony, w Tobie cholery jedna i chciałbym się w Tobie zakochać tylko daj mi tą jedną jebaną szansę. Tylko...czy to, że i Ty mnie całowałeś miałem odebrać jako zgodę? -Yuu wbił w niego swoje ciemne spojrzenie.
-Hm... Możliwe. Jeśli będziesz... Grzeczny...może uda mi się Tobie zaufać na nowo. -Blondyn był lekko zarumieniony co spodobało się Yuu. Starszy usiadł obok niego i przytulił chłopaka do siebie.
-Jesteś wspaniałomyślny... -Mruknął całując go w policzek.
- W końcu czasem trzeba zapomnieć o głupotach... Tylko na razie nie pozwalaj sobie na nic więcej. Bo wiesz... Trochę moje zaufanie jest nadszrpnięte.
-Będę grzeczny. Już Ty się nie bój. -Znowu zasmakował jego ust tym razem w krótkim buziaku złożonym na ustach chłopaka.
Po lekcjach, resztę dnia spędzili razem. Kouyou znowu trochę zaniedbał swoje obowiązki domowe, ale starał się je szyki realizować. Mimo to nie czuł jakiś wyrzutów sumienia bo w końcu mógł porozmawiać z Yuu od dawna. Nie ukrywał, że przez ten czas było mu ciężko. Tak samo jak Yuu. Jeden i drugi w końcu mogło przestać udawać, że wzystko jest dobrze, bo teraz naprawdę było dobrze...
Oczywiście jak zawsze... Do pewnego momentu...
Tak. Te wielokropki oznaczają, że będzie więcej części Childhood'sa i że będzie się działo jednym słowem. XDD
niedziela, 19 kwietnia 2015
Miłość w obiekywie 2 (Aoiha)
A oto ciąg dalszy szkolnych i nie tylko szkolnych przygód Yuu i Uruhy. Zrobię mały spojler i myślę, że zrobi się to w późniejszym czasie mały kryminał. Dum dum duuum. xD A teraz... miłego czytania życzę. ;)
Kiedy Kouyou czekał na
przystanku, czarna limuzyna pojawiła się tuż przed Nim. Szofer
wysiadł z środka, otwierając przed Chłopakiem drzwi i
zapraszającym gestem dłoni pokazał Kouyou, by ten wsiadł do
środka. Na początku młodszy nie widział jak ma się zachować.
Ludzie się na niego natrętnie gapili więc go to ciut speszyło.
Spojrzał na tego szofera i przygryzł wargę. Mógł się domyśleć
do kogo należy owa limuzyna. Wziął swój plecak i podszedł do
auta. Po chwili wahania Wsiadł do niego.
Szofer zamknął za Kouyou
drzwi, a limuzyna po chwili odjechała spod przystanku. Yuu od razu
wbił wzrok w chłopaka.
- Łatwiej byłoby gdybyś
po prostu był pod szkołą. To lepsza opcja niż marznięcie na
przystanku, możesz mi wierzyć.-Powiedział Yuu, a Kou rozejrzał
się po eleganckim wystroju auta, a potem spojrzał na niego.
- Um... Ale tam...do marznięcia na przystanku można się przyzwyczaić. -Przygryzł lekko
dolną wargę. - Ale to miłe...że się zatrzymałeś .
- Powiedzmy, że byłem
zmuszony. - Mruknął, unosząc lekko brwi. - Po co przyzwyczajać
się do czegoś tak nieprzyjemnego?
- Mmh .. Rozumiem. Ale do
takich rzeczy nie musisz się zmuszać. -Uruha spojrzał na domy
przesuwające się za oknem. - Życie to niestety nie same wygody.
Czasem trzeba Zacisnąć zęby.
- Fakt, nie muszę. Nic nie
muszę. - Westchnął, wbijając wzrok w okno. - Czasem zapominam jak
to jest być... normalnym.
- Tym bardziej zmuszać się
do mojego towarzystwa. -Posłał mu lekki uśmiech. Chociaż ten
uśmiech nie obejmował oczu. - Normalnym? Ja też tego zapomniałem.
- Nie zmuszam się. Jesteś
irytujący. A ja lubię irytujących ludzi. - Przeniósł na Niego
wzrok. - Hm? A to czemu?
- Jeszcze mi wyjedziesz z
czymś w stylu "chciałbym się z Tobą zaprzyjaźnić ".
Wtedy padnę. -Westchnął cicho, a słysząc jego pytanie Zaśmiał
się bezbarwnie. - Wybacz mój Drogi, ale zbyt krótko się znamy bym
Ci mówił.
- Och, o to nie musisz się
martwić. Mam trójkę przyjaciół, a to dla mnie już za dużo. -
Mruknął Yuu, unosząc lekko brwi i Wzruszył ramionami. - Jak
uważasz.
-I całe szczęście bo juz
się bałem. - Uruha wywrócił oczami.- Dobrze, że się nie
dopytujesz. Bo bym się wkurzył. -Westchnął ciężko.
- Nie widzę sensu w
wyciąganiu informacji siłą. - Czarnowłosy wzruszył ramionami. -
Jeśli byś chciał, sam byś mi powiedział.
-Bardzo dobre podejście,
mój Drogi. To Ci się chwali. W stu procentach. -Przygryzł lekko
dolną wargę I spojrzał na niego.
- Wiem z autopsji, że
dopytywanie się w niczym nie pomaga, a może znacznie zaszkodzić. -
Mruknął, zamyślony jakby. Nadal nie potrafił rozgryźć tego,
czemu Hiroto przyjaźnił się z kimś... Zupełnie innym.
- A to Ty mi powiedz
jedno... Czemu tak nagle zacząłeś ze mną rozmawiać? -Teraz znowu
patrzył na wszystko co było za oknem. Przygryzł delikatnie dolną
wargę.
Yuu na jego pytanie
uśmiechnął się kącikiem ust, przenosząc na moment wzrok na
Kouyou.
- Nie znamy się na tyle
dobrze, bym mógł Ci o tym powiedzieć.
-Ahh... To pytanie z innej
beczki. Dokąd mnie wieziesz? -Również się uśmiechnął, ale tak
delikatnie. W głębi się trochę bał...bo jak się spóźni to
ojczym znowu się zdenerwuje.
- Aktualnie prosto do
Twojego domu. Nie zamierzam zajmować Ci czasu, nie martw się. -
Skinął lekko głową, z czystego przyzwyczajenia poprawiając swoją
skórzaną kurtkę.
-Ale skąd wiesz gdzie ja
mieszkam? -Spojrzał na niego wzdychając cicho. Teraz nie ukrywał
swojego zaniepokojenia. Na pewno dostanie wpierdol. Kouyou powinien
być już kilka minut temu w domu.
Shiroyama wzruszył lekko
ramionami.
- Bo wiem. Wiem o Tobie
całkiem sporo. - Mruknął, spoglądając na Niego. - Nie masz się
czego bać. Twojego ojczyma chwilowo nie ma w domu. - Powiedział,
jakby czytając mu w myślach.
- Czekaj czekaj... skąd Ty
tak dużo wiesz...? -Uruha niemal się przestraszył jeszcze bardziej. Miał
nadzieję, że nie wiedział wszystkiego. - Skąd wiesz, że mam
ojczyma? I czemu sugerujesz, że się boje tym, że może być w
domu?!
- Nie denerwuj się. Lubię
wiedzieć z kim mam do czynienia. Nie będę żadnej z tych
informacji wykorzystywał przeciw Tobie, ani nie zamierzam nikomu ich
przekazywać. - Westchnął, widząc, że chłopak zaczyna się
denerwować. - Spokojnie. Nie jestem aż taki zły, jak Ci się
wydaje. I nie zaprzeczaj niczemu, co mówię, bo na pewno nie mam
błędnych informacji.
- Uch... A czego o mnie nie
wiesz? Z resztą....nie chce wiedzieć. -Machnął tylko ręką
wpatrując za oknem znajomej okolicy. Zauważył dość znajomy bar,
a przed nim nikogo innego jak swojego ojczyma.
- Wielu rzeczy. Nie wiem
więcej niż wiem.- Uniósł lekko brwi, wiodąc za Jego wzrokiem.
- Umh... a chcesz coś
więcej wiedzieć? Czy teraz nie? -Mruknął modląc się w duchu by
jego ojczym nie był dzisiaj nawalony.
- Zrobimy tak... - Mruknął,
wbijając w Niego wzrok. - Jeśli będziesz chciał mi o czymkolwiek
powiedzieć, sam to zrobisz. Nie będę wyciągał niczego z Ciebie
siłą.
- Tylko nawet nie wiem co
mam Ci powiedzieć. Chodzi...zadawaj pytania i na te, na które
uznam, że mogę odpowiedzieć odpowiem. -Westchnął głośno i
spojrzał na niego.
- Więc... Czemu boisz się
swojego ojczyma? - Uniósł lekko brwi, wbijając w Niego wzrok.
- Powiedzmy, że potrafi być
nie przyjemny. -Zagryzł dolna wargę. To może nie była cała
prawda...ale co tam.
- Jeśli będziesz mówił
tak ogólnikowo, to nie ma żadnego sensu. - Uniósł lekko brwi,
spoglądając na Niego. - Twój irytujący sposób bycia jednocześnie
zaczyna mnie coraz bardziej intrygować.
- Dobra. Jeśli nie chcesz ogólnika to...to dlatego, że mnie często bije. Wystarczy
-Powiedział to tak szybko jak z karabinu. Zrobił się też czerwony
na twarzy.- Mmh... Tego się nie spodziewałem.
Kiedy szofer zatrzymał
się pod domem Kou i otworzył przed nim drzwi, Yuu westchnął
cicho, podając Kouyou swoją wizytówkę.
- W razie gdyby coś było
nie tak, daj znać. I nie pytaj czemu chcę Ci pomóc.
Uruha wziął ją od niego
szczerze zaskoczony.
- No dobrze... Zadzwonię.
Choć nie obiecuje. To...pa. -Powiedział szybko i wyszedł z auta,
poszedł w stronę swojego domu. Kiedy zamknęły się za nim drzwi
wziął się za szybkie sprzątanie. Był burdel w domu, a to już
powód by ojciec go uderzył.
- Toshi, jedź proszę
prosto do domu. - Yuu zwrócił się do szofera.
- Tak jest, sir. - Toshi
Skinął lekko głową i odjechał spod domu Kouyou.
Po niedługim czasie...
Może trzynastu bądź piętnastu minutach od przybycia Uru do domu
wrócił jego ojczym. Był mocno wstawiony.
- Kurwa... Szmato gdzie
jesteś? ! -Wydarł się od progu. Niestety w tak krótkim czasie Uru
nie udało się posprzątać wszystkiego. Jego ojczym ściągnął
buty i kurtkę. Podszedł do Kouyou, który był na prawdę
wystraszony. Chwycił go mocno za policzki.- Kuźwa py...pytałem o
coś. Czemu nie odpowiadasz? - Nie czekając na odpowiedz uderzył go
tak mocno, że Uruha upadł na ziemię. - Wolałeś się pewnie
trochę zabawić z jakimś chłopaczkiem co? -Chwycił go za włosy i
pociągnął do góry.
-Umm... Tato puść.
Proszę... -Chwycił go za rękę, która trzymała jego włosy. Nie
płakał ani nic tylko patrzył na niego ze strachem.
-Zamknij się. -Znowu go
uderzył. Tym razem mocniej, że Uruha stracił przytomność bo
uderzył o kominek.
Kiedy młody Shiroyama
wrócił do domu, oddał swojej pokojówce rzeczy, by ta zaniosła je
do pokoju Yuu.
- Obiad jest gotowy, sir. -
Kolejna z pokojówek skłoniła się przed nim, jednak Aoi machnął
jedynie ręką, mrucząc pod nosem, że dzisiaj nie będzie jadł. W
głowie nadal miał to, co powiedział mu Kouyou. Niby go nie znał,
ale jednak było w nim coś... Przez co Yuu się o Niego martwił.
Uruha po pewnym czasie
ocknął się. Pierwsze co go obudziło to uderzenie z liścia w
twarz. Jedyna "pierwsza pomoc" jaka oferował jego ojczym.
Spojrzał na niego nieprzytomnie.
-Wstawaj kurwa.. -Chwycił
go za ciuchy podniósł do siadu.
-Tato...Przestań. Jesteś
pijany. -Dopiero teraz samotna łza spłynęła po jego policzku. Dobrze
widział co on zrobi.
- Nie wymądrzaj się kurwo.
Wiesz dawno powinienem sprzedać Cię do burdelu. Ale na razie...się
przydajesz. -Tu pociągnął go za włosy i zmusił do tego by
chłopak Klęknął. Tak...a więc to musiał zrobić. Ojczym rozpiął
swoje spodnie i uśmiechnął się wrednie- Wiesz co robić. -I
niemal od razu wepchnął mu na wpół stojącego penisa do ust.
Kiedy skończył rzucił Uru
jak szmatą na ziemię. Wtedy chłopak pobierał się i uciekł do
pokoju.
Będąc w swoich czterech
ścianach spojrzał na wizytówkę od Yuu. Myślał czy dzwonić czy
nie. Zna go tylko drugi dzień... Nie. Nie będzie. Woli zostawić
dla siebie co właśnie się stało. Poszedł się kąpać i zaraz po
tej czynności zasnął. Przez ten uraz głowy był bardzo senny.
W tym czasie Yuu rzucił
się w swoim pokoju na łóżku, bawiąc się nerwowo telefonem w
dłoniach i co jakiś czas spoglądając na ekran.
Takashima obudził się o
jakiejś dziesiątej. Całe szczęście zaczynał na jedenastą wiec uznał, że jakoś
zdąży. Ubrał na siebie szarą koszulkę z długim rękawem by
ukryć siniaki i blizny i czarne mocno podarte jeansy. W łazience
trochę się umył i umalował by zakryć siniaka na szczęce. Do tego
uczesał włosy tak by mu pół twarzy zasłaniały. O jakiejś dziesiątej trzydzieści
wyszedł z domu.
Kiedy Kouyou szedł na
przystanek, tuż obok niego znów zatrzymała się limuzyna. Ta sama,
którą jechał wczoraj. Szofer wyszedł ponownie otwierając drzwi
przed Chłopakiem. Tym razem jednak w środku nie było Yuu. Znowu
się trochę zmieszał. Bał się może ojczym go zobaczy chociaż on
teraz pewnie w barze siedzi i znowu pije. Nie pewnie Wsiadł do
limuzyny i pociągnął kolana pod brodę. Starał się przy tym tak
oprzeć swoje trampki by nie uwaliły siedzeń.
Auto już po chwili
odjechało w stronę szkoły, na tyle szybko, by Kouyou na pewno
zdążył na lekcje, a jednocześnie na tyle wolno, by bez większego
problemu wyrobić na zakrętach.
Gdy auto zjechało pod
szkołę szczerze podziękował kierowcy. Potem poszedł prosto przed
siebie i wszedł do tego nie dużego budynku. W szatni ściągnął
kurtkę i poszedł pod klasę w której miał mieć biologię.
W szkole wszyscy zaczęli
już gadać na temat Kouyou i Yuu. Tym większe poruszenie pojawiło
się, gdy ludzie zauważyli, że F4 chodzą po szkole w niepełnym
składzie. Mianowicie - brakowało Shiroyamy. Kou usiadł sobie
gdzieś w kącie by nie słuchać tych głupot. Trzeci dzień szkoły.
NOWEJ SZKOŁY. A ludzie pieprzą jakby znali go całe życie. Miał
dość słuchania wrednych uwag na swój temat wiec założył
słuchawki na uszy i włączył na full Sabaton.
Kou cały dzień w szkole
spędził na odcinaniu się od wszystkich i od wszystkiego. Nie było
to łatwe, ale miał dosyć. Miał dosyć tych ludzi. Możliwe, że
właśnie dlatego poszedł sobie dwie godziny wcześniej ze szkoły.
Wracał sam na piechotę do domu. Wiedział, że w taki sposób
zajmie mu to właśnie te dwie godziny. Bądź godzinę ileś tam
minut.
Natomiast Yuu od samego
rana leżał w łóżku, nie mając najmniejszej ochoty na
podnoszenia swojej ciężkiej dupy z wygodnego materaca, a już tym
bardziej nie miał zamiaru iść do żadnej szkoły. Warczał na
każdego, kto śmiał wejść do jego pokoju i zakłócać mu święty
spokój. Niby zawsze był nie w sosie, ale tego dnia było to jakieś
inne... Najgorzej irytował go fakt, że nawet nie wiedział, czemu
tak jest.
Kilka razy też opierniczył
pokojówkę, która właśnie sprzątała jego pokój, marudząc pod
nosem, że nikt nie daje mu w tym domu odpocząć
Gdy Uruha tylko wyszedł z
szkoły spojrzał na wizytówkę od Yuu. Adres, który na niej był
to tylko jedna przecznice dalej niż jego dom. Rozejrzał się czy
gdzieś nie ma przystanku i niemal w tym momencie po drugiej stronie
ulicy podjechał autobus zmierzający właśnie w tamtą stronę. Nie
myśląc wiele przebiegł na anarchistę przez drogę i niemal wbiegł
do autobusu.
Po kilku minutach może
kilkunastu przyjechał pod jego dom. Wysiadł na przystanku i znowu
się Rozejrzał. Jednak nie trudno było nie zauważyć wielkiej
willi w oddali. Poszedł w tamtą stronę. Dość nie pewnie
zadzwonił do drzwi.
Lokaj niemal natychmiast
otworzył drzwi i wpuścił Kouyou do środka, zdejmując płaszcz z
Jego ramion.
- Panicz Yuu aktualnie
przebywa w swoim pokoju. Czy zaprowadzić Pana, sir?
- Umh... Jeśli by Pan
mógł... -Odpowiedział trochę nie pewnie, patrząc na wystrój,
bardzo bogaty, wnętrza domu Yuu. Przygryzł dolną wargę kiedy
zobaczył siebie w dużym lustrze. No niestety fluid mu trochę już
zszedł niestety.
- Proszę tędy. - Wskazał
dłonią odpowiedni kierunek, sam po chwili idąc w tą stronę.
Dość nie pewnie, Uruha
poszedł wskazanym przez lokaja kierunku. Zacisnął dłoń na
swojej torbie i przygryzł dolną wargę.
Kiedy znaleźli się pod
odpowiednim pokojem, lokaj zapukał do drzwi i je otworzył.
- Czy ja wam wszystkim nie
mówiłem, że chcę gnić w samotności przez przynajmniej jeden
dzień? - Yuu Warknął kiedy tylko usłyszał pukanie i położył
poduszkę na swojej głowie. - Jeszcze raz ktoś mi przeszkodzi, a
zwolnię wszystkich!
Lokaj Odchrząknął cicho i
ukłonił się nisko.
- Wybacz, paniczu. Sir
Takashima przyszedł panicza odwiedzić.
Słysząc to Yuu niemal
natychmiast poderwał się z miejsca i spojrzał w stronę drzwi.
Podrapał się lekko w tył głowy.
- Sebastianie, możesz nas
zostawić... - Na te słowa lokaj Skinął głową i opuścił
pomieszczenie.
Kou westchnął cicho trochę
nie pewnie patrząc na Yuu. Przygryzł dolną wargę.
- Mam nadzieje, ze Ci nie
przeszkadzam. -Mówił cicho trochę tak jakby Yuu miał i na niego
na krzyczeć.
- Nie przeszkadzasz. -
Westchnął Yuu, wstając z łóżka. Miał na sobie jedynie nieco
zbyt duże spodnie od dresu, w których zawsze spał. - Nie
powinieneś być teraz w szkole?
- Poszedłem bo trochę mnie
głowa bolała. -Mruknął Uru patrząc na kolegę. Fakt, że głowa
od wczoraj bolała go jak cholera miał w dupie. - Mogę usiąść?
- Jasne. Siadaj. - Wskazał
na skórzane fotele przy stole. Nacisnął na guzik tuż przy swoim
łóżku. - Annabell, zaparz nam herbaty. - Powiedział do mikrofonu,
po czym zwolnił przycisk.
- Dziękuję. -Usiadł na
jednym z foteli. Zacisnął lekko dłonie na swoich udach i znowu jak
to miał w zwyczaju przygryzł dolną wargę. - Ładny dom. Chociaż
to...bardzo taki domus.
Yuu sam usiadł naprzeciw młodszego, unosząc lekko brwi.
- Tak... Ludziom na ogół
się on podoba. - Westchnął, zwilżając językiem wargi.
- Jest piękny....chociaż
dla mnie za duży. Pewnie bym się zgubił czy coś. -Na jego ustach
pojawił się delikatny uśmiech, ale przez to z jego świeżo
zasklepionej rany na wardze popłynęła krew. -Oj... -Wyciągnął
chusteczkę i przyłożył ją do ust.
W tym momencie Annabell
weszła do pokoju, wcześniej pukając oczywiście. Postawiła tacę
z herbatą na stole i nalała ją do dwóch filiżanek. Ukłoniła
się i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Yuu zagryzł lekko dolną
wargę, widząc, że krew spływa po wardze Kouyou.
- Więc... Co Cię tu
sprowadza? -Spytał w końcu czarnowłosy.
Spojrzał na Yuu i Westchnął
cicho. Krew mu się nadal lała z wargi.
-Um... Jesli mam być
szczery to strach. -Odwrócił głowę w bok i wtedy można było
zobaczyć siniaki przebijające się przez fluid.
- Co się stało? - Znów
zagryzł wargę, widząc na Jego twarzy siniaki.
- Umm.. -Zastanowił się
czy mu mówić. Ale w końcu co innego może zrobić skoro już tu
jest. - Ojczym mnie pobił. Znowu... Tylko tym razem tak, że
straciłem przytomność. -Szepnął cały czas patrząc nie na niego
tylko gdzieś indziej.
- Nie powinieneś pozwalać
mu na takie traktowanie... - Mruknął, uparcie wpatrując się w
Jego twarz. - Mówiłeś o tym komuś?
- Ale co ja mogę? On jest
kuty na cztery nogi. Jeśli cokolwiek powiem matce on się potrafi
wymigać. Wcześniej po czymś takim...uciekałem do Hiroto. Teraz nie
miałem gdzie i pomyślałem...że może Ty byś mógł mnie przyjąć.
-Spuścił głowę i przygryzł dolną wargę.
- Dobrze pomyślałeś. -
Westchnął, wbijając w Niego wzrok. - Co prawda, nie zastąpię
Hiroto, ale zawsze będziesz mógł do mnie przyjść.
- Rozumiem.... I dziękuję.
-Przygryzł znowu wargę i spojrzał teraz na niego. Wbił sobie
lekko paznokcie w uda.- Nie chce tam dzisiaj wracać. Boje się.
-Szepnął cicho i trochę nie pewnie.- Ale wiem, że muszę... -Po
jego policzku spłynęła łza szybko ją starł.
- Zawsze możesz zostać u
mnie, jeśli to nie poskutkuje czymś znacznie gorszym. - Yuu
westchnął, podchodząc do niego. Usiadł na oparciu fotela i
przesunął delikatnie dłonią po Jego plecach.
Uruha zadrżał trochę na
ciele kiedy poczuł jego dłoń na swoich plecach.
- Nie...nie poskutkuje. Bo
moja mama się na tydzień ogarnie i nie pozwoli by ojczym mi coś
zrobił. -Spojrzał na niego.
- Więc zostań dzisiaj u
mnie. - Skinął lekko głową, wstając po chwili z miejsca. -
Powinieneś napić się herbaty. Trochę Cię uspokoi.
Kou na te słowa skinął
głową, że rozumie chociaż na razie bał się cokolwiek zrobić
bądź czegokolwiek dotknąć. Po chwili wziął jeden kubek czy
filiżankę czy coś co przyniosła pokojówka i upił kilka łyków.
Jednak nadal drżał na ciele.
- Kouyou, spokojnie...
Gwarantuję, że tutaj nic Ci nie grozi. - Szepnął, kucając obok
niego. - Coś na to poradzimy... Zobaczysz.
Młodszy nie wiedział jak
miał zareagować na te słowa. Do Hiroto by się pewnie przytulił i wypłakał, ale Yuu... Nie znał go zbyt dobrze. Uderzyło go, że
zrobił najprawdopodobniej wielka głupotę.
- Ale się boje, że on tu
przyjdzie. Umm... -Powiedział w końcu.
- Nawet jeśli jakimś cudem
odkryje, że tu jesteś, nikt nie wpuści go do domu. Przed bramą
stoi dwóch ochroniarzy, kolejni dwa są przy drzwiach wejściowych,
a następni przy mojej sypialni. I jacyś na pewno kręcą się po
domu. W dodatku jest tu cały system alarmów i na tyle dużo ludzi,
że nie przeszedłby niezauważony. Kouyou, tutaj jesteś bezpieczny.
- Westchnął, delikatnie przesuwając dłonią po ramieniu Chłopaka.
- Hm... To całe szczęście.
Bałem się, że...Ech...jakby mnie tu znalazł zrobiłby awanturę.
I to dużą. -Wbił sobie paznokcie w uda i spojrzał przez okno. -
Mógłbym...
mógłbym się położył?
Źle się czuje. - Czuł, że przez wczorajsze uderzenie ma gorączkę.
Yuu złapał Jego
nadgarstki, odsuwając je od Jego ud.
- Nie rób tego. - Zagryzł dolną wargę, podnosząc się z miejsca. - Chcesz jakieś inne ciuchy? W tym będzie Ci niewygodnie, a najlepiej żebyś się przespał.- Kou spojrzał mu w oczy i również wstał.
- Nie rób tego. - Zagryzł dolną wargę, podnosząc się z miejsca. - Chcesz jakieś inne ciuchy? W tym będzie Ci niewygodnie, a najlepiej żebyś się przespał.- Kou spojrzał mu w oczy i również wstał.
- A co masz do zaoferowania?
-Rozejrzał się po jego dużym pokoju. - I gdzie mógłbym się
położyć?
- Annabell! - Aoi zawołał
swoją pokojówkę, która natychmiast pojawiła się w pokoju. -
Przynieś jakieś ciuchy. Nasz gość chce odpocząć. - Po jego
słowach dziewczyna zniknęła na moment z pokoju.- Najlepiej będzie
jeśli położysz się tutaj.-Zwrócił się do gościa
- Tylko nie chce Ci łóżka
zajmować. -Westchnął cicho i spojrzał mu w oczy. Znowu się
zaczął drapać z zdenerwowania.
- Tym się nie martw. I nie
drap się. - Mruknął, patrząc na Jego dłonie. Po chwili do pokoju
weszła pokojówka i podała Uru ciuchy,po czym znów zniknęła.-
Tam jest łazienka. - Wskazał na drzwi obok szafy. - Możesz iść
się przebrać.
- Dobrze. Pójdę. -Poszedł
do łazienki i przebrał się tam. Chociaż koszulka trochę na nim
wisiała. No, ale co tam. Wyszedł z łazienki trzymając w ręce
swoje ciuchy.
- Chcesz zostać sam? -
Spytał, gdy Ten wyszedł z łazienki.
-Nie....wole nie. -Wiedział,
że samemu będę się bał w obcym dla niego miejscu. Dość nie
pewnie położył się na łóżku. No niemal na nie padł.
Yuu skinął lekko głową,
sam siadając w fotelu niedaleko łóżka.
- Prześpij się.
-Dobrze. -Szepnął cicho i
zamknął oczy. Był tak zmęczony, że bardzo szybko zasnął.
Zaraz po tym jak Kouyou
"odszedł" do krainy Morfeusza, Yuu wyszedł do biblioteki,
która była tuż obok jego pokoju i wziął jedną z książek
Dean'a Koontz'a. Wrócił do pokoju i znów usiadł na fotelu,
zabierając się za czytanie.
Nawet nie zauważył kiedy Kou wstał, zbyt zajęty lekturą.
Nawet nie zauważył kiedy Kou wstał, zbyt zajęty lekturą.
Uruha gdy zobaczył, że Yuu
czyta nie miał zamiaru mu przeszkadzać. Podniósł się tylko do
siadu i siedział tak w kompletnej ciszy. Dopiero po dłuższej
chwili zorientował się że Kouyou nie śpi. Odłożył książkę
na bok, wbijając w Niego wzrok.
- Dawno wstałeś? -Spytał
Yuu.
- Nie.... Nie dawno. Kilka
minut temu. -Spojrzał na niego. Makijaż miał trochę rozmazany i
dużo czarnej kredki miał pod oczami. Na dodatek jeszcze przetarł
swoją twarz dłońmi.Zaśmiał się cicho, kiedy Kouyou przetarł
twarz dłonią, rozmazując cały makijaż.
- Chyba się odrobinkę...
Rozmazałeś.
- Wiem wiem... -Też się
Zaśmiał patrząc na swoje dłonie. Wstał i wziął swój plecaka.
Tam miał małą kosmetyczkę. Wyciągnął z niej chusteczki do
demakijażu i zmyl resztki kredki.-Jeszcze?
- Raczej nie... - Mruknął,
patrząc na Niego. Teraz siniaki na Jego twarzy były idealnie
widoczne. - Czujesz się chociaż trochę lepiej?
- Tak. Przynajmniej głowa
mnie już tak nie boli. -Delikatnie się uśmiechnął, ale po chwili
zasłonił twarz swoimi włosami. - Chyba pójdę zrobić ze swoją
twarzą porządek bo wyglądam okropnie. Jeszcze tu na zawał
zejdziesz.
- Jeśli chcesz, zawołam
moją makijażystkę. Pomoże Ci zakryć te siniaki. - Zagryzł lekko
dolną wargę, patrząc na Niego. Oczywiście, ominął słuchem to,
czego słyszeć nie chciał. Jak to Aoi.
- Nie...nie trzeba. Poradzę
sobie. Jakoś... Na pewno. -Usiadł prze stoliku i wyciągnął
lusterko. Zaczął się malować. Kiedy wyglądał już tak jak uznał,
że powinien, pochował wszystko do swojej kostki. Przeciągnął się
trochę przez co jego koszulka podjechała do góry. Można było
zauważyć jak mocno wystają mu kości biodrowego czy żebra.
Kiedy koszulka Kouyou
podwinęła się do góry, Yuu wręcz przeraził się widząc Jego
wystające kości.
- Hmm... Jesteś może
głodny?-Shiroyama zapytał zaraz gdy koszulka Uru na nowo zasłoniła
jego wychudzone ciało.
- A co masz dobrego do
jedzenia? -Spojrzał na niego.- Chociaż... nie wiem czy powinienem
się, aż tak narzucać. -Zacisnął lekko dłoń na spodniach. Był
bardzo głodny. Od kilku dni nie miał nic w ustach.
- Z tego co pamiętam,
kucharz dzisiaj miał ugotować Mentai croquette bentou. - Podrapał
się lekko w policzek. - Kouyou, jesteś moim gościem. Moim
obowiązkiem jest dopilnować byś czuł się dobrze i nie chodził
głodny. A Tobie nie wypada odmówić, więc zjesz razem ze mną.
- Ahhh... Rozumiem. Zasada
gość w domu Bóg w domu. Wybacz...ja ogólnie rzadko miewam gości
i rzadko kogoś bywam. -Spojrzał na niego czując jak jego żołądek
nie przyjemnie się kurczy. Z trudem przełknął ślinę.
- Chodź, bo zaraz mi tu
zemdlejesz. Jesteś blady jak ściana. - Skierował się w stronę
drzwi, które otworzył przed Kouyou.
- Ja zawsze blady jestem bo
się nie opalam. -Wstał I poszedł w kierunku drzwi.
- To co innego. Dwa różne
typy bladości. - Mruknął, prowadząc Kouyou prosto do jadalni.
-Ja tam się na typach bladości nie znam. -Zrobił swój kaczy dzióbek, ale po chwili lekko
się uśmiechnął.
- Za to ja znam się
doskonale. - Mruknął, a kiedy weszli do jadalni, na stole stały
dwa talerze z jedzeniem.
- Widzę właśnie. -Zaśmiał
się cicho. Kiedy uderzył go ten zapach jedzenia jego brzuch dal o
sobie znać. - Wybacz. -Lekko zmarszczył nos.
Uśmiechnął się lekko,
siadając przy stole.
- Siadaj, Kouyou. Twój
żołądek powinien być mi wdzięczny jeśli zjesz.- Również usiadł przy
stole i znów się Zaśmiał.
- Hm.. Wyśle Ci kwiatki.
To...smacznego.-Uśmiechnął się szeroko I zaczął jeść
- Smacznego. - Uśmiechnął
się delikatnie, sam zabierając się za jedzenie. Pierwszy raz od
dobrych kilku miesięcy nie siedział przy stole sam.
- Dziękuję. - Kiedy Uruha
zabrał się za jedzenie no... szybko jego talerz zrobił się pusty.
Jadł właśnie tak jak ktoś kto długo nie miał jedzenia w ustach.
- Chcesz dokładkę? - Yuu
uniósł lekko brwi, kiedy talerz Kouyou zrobił się pusty. -
Wszystko i tak pójdzie do wyrzucenia, więc jeśli jesteś głodny,
to się nie krępuj.
- Nie...już nie mogę.
-Chyba mu się tak żołądek skurczył, że dużych porcji nie mógł
jeść. Przygryzł dolną wargę. - Ale bardzo dobre.
- W porządku. - Skinął lekko głową na pokojówki, które zabrały brudne naczynia ze stołu i zniknęły z jadalni. Oczywiście, talerz Yuu tradycyjnie był niemal pełny. - Tak, racja... Nie mogę narzekać na kucharza.
- W porządku. - Skinął lekko głową na pokojówki, które zabrały brudne naczynia ze stołu i zniknęły z jadalni. Oczywiście, talerz Yuu tradycyjnie był niemal pełny. - Tak, racja... Nie mogę narzekać na kucharza.
- To czemu tak mało
zjadłeś? Przekarmiają Cię i zacząłeś się buntować? -Zaśmiał
się cicho. Ten prawie pełny talerz przykuł jego uwagę.
- Jakiś Ty
spostrzegawczy... - Uśmiechnął się pod nosem, wbijając wzrok w
okno. - Tak... Powiedzmy, że coś w tym stylu...
- Mmh.... Ja taki
spostrzegawczy, że mógłbym w policji pracować normalnie.
-Uśmiechnął się lekko i przyjrzał się Yuu. Zauważył, że
chłopak ma bardzo charakterystyczny nos. Taki fajny. Jedyny w swoim
rodzaju normalnie. Do tego pełne wargi i mocno zarysowana szczeka.
Nie dziwił się, że tyle osób na niego leciało.
- Och, błagam... Wszystko
tylko nie policja. - Westchnął Yuu, spoglądając na niego. - Już
lepiej zostań jakimś strażakiem, lekarzem, czy innym Spidermanem.
Byle nie policja.
- Żartowałem. Mi do
policji daleko. Do strażaka czy lekarza też. Ja będę...po prostu
sobą i tyle. -Wyszczerzył się w uśmiechu, chociaż zaraz ten
uśmiech zgasł.
- Gdyby każdy tak mógł...
- Uśmiechnął się lekko, wbijając w Niego wzrok. - Coś nie tak?
- Nie...nic takiego... No
może tylko tyle, że czasem boje się myśleć o przyszłości. -Jak
to miał w zwyczaju pociągnął kolana pod brodę.
- Jestem pewien, że jakoś
to będzie. Prawdopodobnie całkiem dobrze. - Zagryzł dolną wargę,
wbijając w Niego wzrok.
- Wątpię. Sorry, ale nie
mam perspektyw na dobrą pracę. -Mruknął cicho.- W dzisiejszym
świecie bardzo się liczą znajomości. A ja tych znajomości nie
mam. A nawet jakbym miał to wybacz...ale dla mnie to nie fair
dostawać prace tylko dlatego, że szef to Twój przyjaciel, a ktoś
lepszy ma jej nie dostać....bo szef go pierwszy raz w życiu widzi.
- Z takim podejściem
rzeczywiście łatwo nie będzie... - Westchnął, wstając od stołu
i otworzył na oścież okno, wskakując na parapet i odpalił
papierosa. - Palisz? - Uniósł brwi, wbijając w Niego wzrok.
- To się nazywa
realistyczne podejście. W przeciwieństwie do innych wiem co się
wokół mnie dzieje. -Spojrzał na niego i również wstał. Poszedł
do chłopaka. - Hm... Tak palę. -Uśmiechnął się lekko ciesząc
się, że będzie mógł się uspokoić. Yuu podał Mu fajki, by Ten
mógł się poczęstować, a sam przy tym Zaciągnął się dymem.
Kou oczywiście się
poczęstował, wsunął sobie papierosa między wargi i odpalił.
Zawsze miał przy sobie zapalniczkę. Zaciągnął się dymem i
wypuścił go tak, żeby na Yuu nie poleciało.
- Wywalą mnie z roli
przewodniczącego jeśli zorientują się, że znowu daję
pierwszoklasistom fajki. - Westchnął Shiro, przesuwając językiem
po wargach i wypuścił z ust dym w stronę okna.
- Nie martw się. Nie mam
zamiaru lecieć do dyrektorki by na Ciebie naskarżyć. -Posłał mu
uśmiech. - Czasy skażenia dawno skończone. -Znowu się zaciągnął.
- Ostatnio też nikt nie
nakablował. Droga dedukcji naszej dyrektorki jest całkiem dobra. -
Uśmiechnął się kącikiem ust, jakoś tak nie mogąc oderwać od
Niego wzroku. Z papierosem w ustach Takashima wyglądał aż nad
wyraz... Seksownie.
- Ale jak na razie nie wie,
że ja pale. -Wypuścił dym, który ładnie wyleciał przez okno.
Zauważył to, że Yuu tak mu się przygląda. - Hm... Czemu tak
patrzysz? -Uniósł lekko brwi strząsając popiół gdzieś za okno.
- I lepiej żeby tak
pozostało. - Uniósł lekko brwi, wzruszając ramionami. - Masz
ładną buźkę, więc patrzę.
- No dobrze dobrze.
-Uśmiechnął się i zaciągnął dymem. - Hmm...-Mruknął
jednocześnie wypuszczając dym z płuc. - Ładną buźkę mówisz?
Nie rób sobie jaj. -Zaśmiał się cicho.
- Nie robię. - Wzruszył
ramionami, gasząc papierosa i wyrzucając go za okno,po czym
przesunął wzrokiem po sylwetce Kou. - Choć tyłek też masz
całkiem niezły, trzeba przyznać.
Po chwili również zgasił
peta i wywalił go przez okno. Słysząc jego słowa spojrzał na
niego.
- A Ty już nie masz się
gdzie patrzeć tylko na mój tyłek?
- Oj, nie narzekaj. Przecież
Cię nie gwałcę. Patrzenie to nic złego. Raczej należałoby się
martwić, gdybym tego nie robił w tym wieku. - Yuu uśmiechnął się
pod nosem, zamykając okno i zeskoczył z parapetu. - A że jest na
czym oko zawiesić... Samo tak wyszło.
- Jeszcze nie gwałcisz.
-Zaśmiał się.- Bóg wie co Ci po głowie chodzi. -Lekko potrząsnął
głową z uśmiecham i trochę biodrami pokręcił. - Taaa... Nigdy
nie uważałem, że na mnie można spojrzenie zawiesić.
- W mojej głowie siedzą
rzeczy, o jakich się filozofom nie śniło. - Uśmiechnął się pod
nosem, unosząc lekko brwi. - To dziwne. Odkąd pojawiłeś się w
szkole, oficjalnie zagrażasz F4, chociaż nikt nie powie tego na
głos. - Wstał z miejsca, a kiedy przechodził obok Niego, niby to
przypadkiem przesunął dłonią po Jego seksownym tyłeczku. -
Idziesz, czy zostajesz tu sam?
- Zagrażam? Niby czemu? I w
ogóle czemu się mówicie o sobie F4? Trochę jak na klawiaturze
prawda? -Zaczął się śmiać, ale kiedy Yuu Tak po prostu zmacał
go po tyłku, chwycił jego dłoń. -Gdzie z tymi łapami? -Uniósł
brwi. - Idę idę....
- O mój Yuu... Z kim mi
przyszło pracować... - Wywrócił teatralnie oczami, uśmiechając
się pod nosem, gdy ten złapał jego rękę. - Już Ty nie graj
takiej cnotki.
- Ze mnie większą cnotka
niż z kogokolwiek. Wzór cnót wszelakich. -Lekko ścisnął jego
dłoń. - To co idziemy? Bo żeś tak stanął jak słup soli.
- W bajki nie wierzę. -
Uniósł wymownie brwi, zaraz idąc w stronę swojego pokoju. - Idę,
a nie widać?
- Ahhh... To uwierz.
-Wywrócił oczami idąc zaraz za nim.- To coś wolno idziesz.
- No, proszę... Nagle
nabrał odwagi i będzie marudził. - Kiedy w końcu znaleźli się w
pokoju Yuu, zamknął za nimi drzwi.
- Ja nie marudzę. -Prychnął
cicho i usiadł w fotelu. Usiadł w takim typowo męskim stylu czyli
z lekko rozkraczonymi nogami. Oparł o uda swoje ręce.
Uśmiechnął się pod
nosem, przesuwając po Nim wzrokiem. Gdyby nie to, że Yuu jednak
miał resztki mózgu i nie chciał być skreślony w przedbiegach,
zapewne rzuciłby się na Niego bez chwili zastanowienia. Na
szczęście jednak potrafił się powstrzymać.
- Owszem, marudzisz.
Marudzisz bardzo.-Powiedział po chwili milczenia
- A Ty pieprzysz. - Uru
pokazał mu język i po chwili się Zaśmiał. - Ty się tak nie
wpatruj bo się czuje jakbyś mnie wzrokiem rozbierał.
- Jakby nie patrzeć,
właśnie to robię. Moja wyobraźnia działa dzisiaj na wysokich
obrotach. - Uśmiechnął się pod nosem, przesuwając językiem po
wargach. - Taki Kojocik przywiązany do łóżka, zarumieniony i na
granicy wytrzymałości z podniecenia...
- Mógłbyś pisać romanse.
-Znów się Zaśmiał. Kiedy usłyszał to co on opowiada Zaśmiał
się głośniej. - To może Ci tu jęczeć zacznę? Achhhachhh. Yuu
tak! -Tym zaczął udawać, że jęczy.
- Bo zaraz się skończy
gwałtem. Tylko wtedy będzie 'Yuu nie' - Zaśmiał się, zwilżając
językiem wargi. - Mógłbyś grać w pornosach.
- Hmmm... Gwałtem? Ja tam
nie wiem czy będzie takie "Yuu nie". -Znów się Zaśmiał.
Spojrzał na niego. - Wiesz...jakoś bym nie chciał. Ale wiem, że
zajebiście jęczę.
- Zawsze możesz podkładać
głos. - Zaśmiał się cicho, mierząc Go wzrokiem. - Huh? Aż tak
na mnie lecisz?
- Jasne. Oczywiście.
-Powiedział to sarkastycznie. - Na Ciebie? Pfff. Może i ładny
jesteś, ale... chciałbyś. -Zaśmiał się.
- Mam chyba zbyt wysokie ego
żeby Ci w to uwierzyć. - Uśmiechnął się kącikiem ust, nie
odrywając od Niego wzroku.
- Dobra. Uważaj sobie jak
chcesz. Panie Wysokie Ego. -Pokręcił tylko głową i podciągnął
kolana pod brodę. Swoje nogi objął ramionami i już siedział
cicho. Jakby zamyślił się trochę.
- Nad czym tak rozmyślasz?
- Yuu uniósł lekko brwi, wbijając w niego wzrok, gdy Kouyou nie
odzywał się przez długi moment.
- Nad...Umh... Nad tym ci by
się stało gdybym odszedł. -Mruknął patrząc teraz na niego.
Widać było, że nie są to przyjemne myśli. - Hm... ale nie ważne.
Robi się powoli ciemno.
- Odszedł? - Aż usiadł w
fotelu, wzdychając cicho. - Czasami mnie przerażasz... - Spojrzał
na okno, za którym rzeczywiście zaczynało robić się ciemno. -
Tak... Faktycznie... Um, chcesz zostać na noc?
- Wybacz. Nie powinienem był
Ci mówić. -Objął rękami swój brzuch. - Jeśli tylko mogę. Nie
chciałbym już wracać. W ogóle nie chce wracać. -Przygryzł dolną
wargę.
- Akurat miejsca do spania
na pewno tutaj nie brakuje, więc nie będzie większego problemu. -
Odparł, znów wbijając w Niego wzrok.
- Ja mogę nawet na
podłodze. Mi to obojętne. A mógłbym...pójść się wykąpać?
-Spojrzał na niego niezbyt pewnie.
- Na podłodze Ci spać nie
pozwolę, ale mam nadzieję, że łóżko wodne Ci odpowiada. - Na
Jego pytanie Uniósł lekko brwi. - Oczywiście. Wiesz, gdzie jest
łazienka. Na półce obok wanny stoją płyny, szampony, balsamy i
cała góra innych kosmetyków.
- Łóżko wodne? Hah...
Może być ciekawie. -Mimowolnie uśmiechnął się szeroko. - Hm...
Dobrze. To ja pójdę się umyć. Tylko, żeby Ci łba nie przyszło,
żeby mi włazić. -Zaśmiał się cicho biorąc swoją kosmetyczkę i
poszedł do łazienki. Rozebrał się z ciuchów i te, które dostał
od Yuu poukładał na koszu do prania, a swoje bokserki zostawił bo
wiedział, że mu się przydadzą. Nalał wody do wanny, ale nie za
dużo i wszedł do niej.
- Nic nie obiecuję. -
Zaśmiał się cicho, choć od żadnym pozorem nie zamierzał
wchodzić do łazienki, gdy Uru się kąpał. Aż tak nachalnym
zboczeńcem jeszcze nie był.
Uruha w wannie zorientował
się, że zapomniał zmyć makijaż. Oparł się o krawędź wanny i
się trochę wychylił. Wtedy trącił swoją kosmetyczkę, która
spadła z trzaskiem na ziemię. Dzięki temu mógł wyciągnąć ze
dwie chusteczki do demakijażu I zmyć go. Tylko gorzej było bo się rozsypały jego kosmetyki. Szybko się więc umył i w ręczniku
wszystko zaczął zbierać. Kiedy to zrobił wyszedł z łazienki w
samych bokserkach zostawiając za sobą idealny porządek.
Yuu uśmiechnął się pod
nosem, widząc jak Kouyou wychodzi z łazienki.
- Chyba jednak skończy się
gwałtem. - Uśmiechnął się, sam idąc do łazienki, a kiedy mijał
Kou, strzelił Go ręcznikiem w tyłek.
- Ałć. Głupol jesteś.
-Zmarszczył nos kiedy oberwał od niego z ręcznika. - Przez Ciebie
będę miał czerwony ślad. -Chociaż to i tak nie robiło różnicy
bo na jego ciele było sporo zadrapań, ran kłutych i siniaków. Na
dodatek tyle samo blizn.
- Wybacz, Kouyou. Nie mogłem
się powstrzymać. - Uśmiechnął się pod nosem, sam wchodząc do
łazienki, a Uruś usiadł na łóżku i zaczął czytać sobie
książkę czekać aż Yuu wyjdzie.
Po dwudziestu minutach
wyszedł z łazienki, tradycyjnie w nieco zbyt dużych spodniach od
dresu.
- Więc, Kouyou... W
zasadzie nie wiem, co lubisz oglądać, ale ja za pięć minut
zaczynam swój maraton z Supernatural, więc będziesz skazany na
Sama i Dean'a. -Powiedział niemal od razu.
- Jeeeeej. To fajnie!
Uwielbiam Supernatural. -Kou ucieszył się tak, że odłożył swoją
ulubioną książkę. - A na którym sezonie jesteś? Ja na szóstym.
- Wczoraj skończyłem
piąty. - Uśmiechnął się, sięgając po pilot. Po naciśnięciu
przycisku fragment ściany rozsunął się, a z środka Wysunął się
wielki plazmowy telewizor. Yuu rzucił się na łóżko i wyjął z
szafki obok chipsy. - Wolisz cebulowe czy paprykowe? - Uniósł lekko
brwi, jednak nie czekając na odpowiedź Wzruszył ramionami i wsypał
do miski dwie paczki na raz.
- Ja tam lubię oba te
smaki. -Uśmiechnął się szeroko. - Ale jak maraton to oglądamy
cały sezon? -Spojrzał na niego i położył się na brzuchu. Zaczął
tez do tego machać nóżkami w górze patrząc na telewizor, który
się pojawił zza tej ściany. - I będziesz podłączał laptopa
przez HDMI czy masz połączony telefon z telewizorem?
- Mam wszystkie sezony na
płytach. I oglądamy cały sezon. A jeśli masz ochotę zrobić
sobie jutro wolne od szkoły, to nawet dwa sezony. - Uśmiechnął
się, sam kładąc się na brzuchu i położył przed nimi miskę z
chipsami. Zaśmiał się cicho, widząc jak Kouyou macha nogami w
powietrzu. - Uroczy chłopczyk z fajnym tyłkiem. Ciekawe osobistości
w tym moim łóżku. - Znów się Zaśmiał, włączając play na
pilocie.
- Może być. To początek
szkoły wiec zaległości nie będę miał. Chyba, że w znajomościach. -Zaśmiał się cicho. Podparł tez na dłoniach swój
podbródek by wszystko widzieć. - Uroczy chłopczyk? Czy ja wyglądam
na pięć lat?
- To tylko jeden dzień. -
Uśmiechnął się, unosząc lekko brwi. - Hmm... W zasadzie, to nie.
Wtedy posądziliby mnie o pedofilię, czy coś. - Klepnął Go w
tyłek, zaraz wbijając wzrok w ekran. - Cicho. Dean'a mi zagłuszasz.
Spojrzał na niego znowu i
tylko pokręcił głową lekko się uśmiechając. Tak Yuu na swój
sposób był jednym słowem kochany.
Skupił się teraz na
oglądaniu pierwszego odcinka szóstego sezonu tego zajebistego
serialu.
Wbił wzrok w ekran, co
jakiś czas sięgając po chipsy. Na szczęście nauczył się jeść
je na tyle cicho, by nie zagłuszyć filmu.
Znowu Uruha jak to Uruha
nie mógł po prostu nie komentować wypowiedzi aktorów. Ba. Nawet
się na nich wkurzać kiedy doszło do tych wątków rodzinnych
bohaterów.
Yuu oczywiście śmiał się
co jakiś czas pod nosem, słysząc komentarze Kouyou.
- Przeszkadzasz mi. -
Mruknął w końcu, wykorzystując tę okazję, by dać Mu klapsa w
tyłek.
- No ej. Nie bij mnie bo Ci
oddam. -Prychnął cicho i oddał mu z pięści w ramię. - Won od
mojego tyłka. Bo mi go ugnieciesz.
- Nie biję. - Prychnął
cicho, wbijając w Niego wzrok. - Nee, Takashima, zaraz dostaniesz z
poduszki. Nie dość, że mi przeszkadza, to jeszcze bije. - Mruknął
niezadowolony, wbijając wzrok w telewizor.
- Nie bulwersuj się mój
drogi. Przepraszam. -Uruha teraz już w milczeniu oglądał sobie
serial. Zaczął znowu machać nogami.
- Kiedy ja się wcale nie
bulwersuję. -Yuu mruknął, po chwili sam skupiając się na filmie.
- I bardzo dobrze. -Oglądał
dalej w spokoju. Nawet nie zorientował się kiedy zaczęło robić
się coraz jaśniej. Jemu coraz bardziej opadły powieki.
Jakoś koło czwartej Aoi
wstał na moment z łóżka i zasłonił zasłony, by światło nie
biło w ekran telewizora, gdy zacznie robić się jasno.
- Nee, Kouyou... - Mruknął,
patrząc na Niego. - Może lepiej trochę się Prześpij, hm?
- Jeśli mogę to bardzo
chętnie się położę. - Położył głowę na poduszce i przymknął
oczy. - A będę mógł się przytulić? -Spojrzał teraz na niego.
Yuu wyłączył telewizor,
który po chwili znów schował się właściwie w ścianie. Uniósł
lekko brwi, nieco zaskoczony Jego pytaniem. Jednak pod żadnym
względem nie zamierzał protestować.
- Oczywiście, że będziesz
mógł. - Mruknął, sam kładąc się tuż obok młodszego kolegi.
- Ahhh... To fajnie. Już
dawno nikt mnie nie przytulał. -Kou spojrzał na niego i lekko się
uśmiechnął. Kiedy chłopak się położył się obok niemal od
razu przytulił się do niego.
Yuu uśmiechnął się
lekko, wtulając Kouyou w swoje ciało. Już zdążył zapomnieć jak
to jest czuć ciepłe ciało obok swojego... Przez to nie miał
ochoty wypuszczać chłopaka ze swoich ramion, a Uruha niemal od razu
zasnął gdy tylko poczuł, że ktoś go przytula. To może dziwne bo
znał go tylko ze dwa...no trzy dni, a czuł się jakby znał go
wieczność. Czuł się też przy nim bezpiecznie i często swoim
zachowaniem przypominał mu Hiroto. Pewnie dlatego Kou mimo wszystko
tak mu zaufał.
___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że się podobało. :)
sobota, 28 lutego 2015
Miłość w obiektywie 1 (Aoiha)
Tak wiem wiem. Nie zakończyłam "Childhood's end", a dodaję nową serię no, ale...musiałam. Nie powiem skąd się pomysł wziął na dość fotograficznego yaoica, ale muszę zaznaczyć, że to nie tylko moje dzieło, ale też od KagaMi, z którą na wspólnie to piszę. <3
Jest to kolejna szkolna wersja Aoihy. Może w innym klimacie. Na pewno w takim bardzo współczesnym. Miłego czytania.
1 września. Straszny dzień dla uczniów szkół szczególnie tych wyższych. Na dodatek jeśli się idzie samemu do takiej szkoły. Bo po podstawówce trzeba zacząć szkole średnia. (Nie wiem czy mają w Japonii gimnazjum ale wątpię.). Kouyou, który akurat wybierał się do technikum do klasy o profilu fotograficznym był bardzo zestresowany. Cały czas bawił się kawałkiem swojej czarnej koszuli bądź sprawdzał czy jego rurki (pasiaki) się gdzieś nie uwaliły. Kiedy wysiadł z zatłoczonego autobusu poszedł od razu w stronę wymarzonej szkoły. Była niezbyt duża i niebieska. Co najlepsze mieściła się obok przystanku, na którym Kou wysiadał. Przeszedł przez drogę i wszedł do budynku szkoły. Tak były tam tłumy. Ludzie tłoczyli się by sprawdzić w której klasie mają spotkanie z wychowawcą. Całe szczęście Uru dowiedział się już wcześniej wiec teraz starał się tylko przecisnąć przez tłum nie deptając nikogo glanami i nie psując sobie swoich włosów.
Kolejny nudny rok w szkole, do której Yuu poszedł tylko i wyłącznie ze względu na to, że do jakiejś pójść musiał. Co prawda, jak na Niego nie były to wysokie standardy. Rodzina Shiroyamy miała duże wpływy nie tylko w Japonii, ale i na całym świecie. Yuu mógł iść do każdej szkoły, jaką tylko sobie wymarzył, a trafił do technikum fotograficznego. Oczywiście, trójka jego przyjaciół poszła do tej szkoły razem z nim. I tak właśnie zaczynał im się kolejny rok. Kiedy tylko Yuu wraz z Shinji'm, Yoshi'm i Ryuzaki'm przekroczyli próg szkoły, wszyscy natychmiast usuwali się im z drogi, by chłopaki bez żadnego problemu mogli przejść. Prawda była taka, że to oni - bogate dzieciaki - mieli swego rodzaju władzę nad szkołą. Tym bardziej, że należała ona do ojca Yuu. Czarnowłosy warknął pod nosem, gdy jakiś niepoukładany pierwszak wpadł na Niego.
- Uważaj jak chodzisz! - Warknął, poprawiając swoją skórzaną kurtkę. Nikt z obecnych nawet nie śmiał odezwać się słowem. Jedno słowo Shiroyamy i każdy mógł wylecieć z tej szkoły, więc ludzie zwyczajnie woleli milczeć. Patrzyli jedynie na chłopaka, który był przed Yuu z wyraźnym współczuciem.
Tak Uru to ma Szczęście. Musiał wpaść na jakiegoś bogatego chłopaka. Przez tego czarnowłosego wypadła mu z rąk jego czarna teczka. Zawsze ją ze sobą brał bo w autobusie lubił sobie rysować. Teczka się otwarła i wypadło kilka kartek.
- Taaa... Przepraszam. Cholera. -Zaklnął pod nosem ciesząc się, że ludzie się rozeszli.Szybko się schylił i zaczął zbierać swoje rysunki.
Yuu uniósł lekko brwi, widząc rysunki, które wypadły z teczki pierwszaka. Podniósł jeden z nich z podłogi i rzucił na niego okiem.
- Beztalencie. - Mruknął, po czym zmiął kartkę w dłoni i rzucił ją pod nogi chłopaka. Pstryknął jedynie palcami, co robił zawsze, gdy chciał, by reszta chłopaków poszła za nim. Nic już nie mówiąc odszedł z miejsca, po drodze jeszcze zdeptał kilka kartek leżących na podłodze.
- Bezczelny... -Mruknął Kouyou pod nosem patrząc na zdeptane przez tego idiotę rysunki. Starał tez się jakoś wyprostować tą, którą pogiął. Był tak zły, że przez jego blady puder przebijały się różowe akcenty. Kartki włożył znowu do teczki i poszedł do sali, w której miał mieć pierwsze spotkanie z wychowawcą.
Shiroyama wraz z chłopakami udali się prosto do odpowiedniej sali. Oczywiście, miejsca które oni zawsze zajmowali były wolne. W końcu nikt nie odważyłby się ich zająć. Bycie bogatym dzieciakiem jednak miało swoje plusy
Natomiast Kouyou wszedł do klasy, która mieściła się na piętrze i przeprosił za spóźnienie. Całe szczęście wychowawczyni była młoda i wydawała się bardzo miła. Klasa składała się z prawie samych dziewczyn. No Uru jako dość nieśmiała osoba na razie do nikogo się nie odzywał. Potem jak to pierwsze klasy było zwiedzanie szkoły. Pani pokazywała gdzie co jest. Wtedy się zorientował jak mała jest szkoła. Całe spotkanie trwało około dziesięciu minut... no góra piętnaście.
Kiedy ich wychowawca skończył swój wywód, Yuu wraz z resztą chłopaków wyszedł z klasy, kierując się w stronę drzwi wyjściowych,jak zresztą większość uczniów.
Następny dzień zaczął się dla Uru od nie przyjemnej pobudki. Spadł z łóżka niestety. Wstał z ziemi i ubrał na siebie czarną koszulkę z Nirvany, i czerwone rurki. Zrobił sobie delikatny makijaż.
Poszedł na autobus, który jechał wcześniej przez co też był wcześniej w szkole.
W samej szkole nie miał co robić tak do końca wiec poszedł do bufetu. Tam usiadł na pierwszej lepszej ławce przy drewnianym stole.
Jak zawsze rano, Yuu i reszta F4 skierowali się do bufetu. Widząc jednak kto siedzi przy ich stoliku, westchnął cierpiętniczo, wznosząc wzrok ku niebu, jakby chciał zapytać 'za jakie grzechy?' Pstryknął palcami, po czym cała czwórka skierowała się do stolika.
- To miejsce jest zajęte. - Shiroyama oparł się o stolik, wbijając wzrok w chłopaka. Yoshi i Shinji uśmiechnęli się do siebie. To nie był pierwszy raz, kiedy Yuu upatrzył sobie swojego kozła ofiarnego. Uruha właśnie coś sobie rysował. Był to rysunek przedstawiający jakąś postać. Ale wyglądało to bardziej jak czarno białe zdjęcie niż rysunek. Kiedy usłyszał głos Yuu podniósł leniwie wzrok.
- Nie no... Serio? -Uniósł brwi i uśmiechnął się kpiąco. - Chyba ktoś zapomniał, że już w przedszkolu nie jesteśmy. A zajmowanie miejsc było właśnie wtedy bardzo modne. -Mówił to z wyraźnym sarkazmem w głosie. Yoshi zagwizdał na te słowa, uśmiechając się pod nosem, a Shinji z westchnieniem dał mu plik pieniędzy. Pewnie znowu założyli się o coś, co miało związek z tym chłopakiem. Yuu wyprostował się, Zabrał Mu rysunek i razem z teczką oraz wszystkimi rzeczami jakie były na stoliku, zrzucił je na ziemię. Jedną kartkę, na której właśnie chłopak rysował, podarł na pół i rzucił w Niego, zaraz po tym szarpnął Go mocno za ramię, wyrzucając dosłownie z miejsca, w wyniku czego chłopak upadł na ziemię. A Yuu z resztą F4 usiedli przy stoliku.
Kiedy Uruha wylądował na podłodze spojrzał na niego na prawdę znienawidzonym wzrokiem. Po zbierał to co on rozrzucił i spojrzał teraz na podarty rysunek.
- Sukinsyn...-Warknal pod nosem i wstał biorąc swoją torbę. Swoją drogą kostkę.
Czarnowłosy oprowadził Chłopaka wzrokiem, nerwowo stukając palcami w stół. Z jednej strony ten typ niesamowicie go irytował, a z drugiej żałował, że tak potraktował tego chłopaka.
- Shinji... Dowiedz się o nim jak najwięcej. - Mruknął, patrząc na zamykające się za nim drzwi. Shinji od razu wstał od stolika i zgodnie z poleceniem Yuu miał zająć się szukaniem informacji na temat tamtego chłopaka. Sam Shiroyama wyciągnął telefon, dzwoniąc do tylko sobie znanej osoby, poczym wyszedł ze szkoły.
Kouyou pierwsze co zrobił to po prostu wyszedł z szkoły. Miał dużo czasu do rozpoczęcia lekcji, a nie chciał tam siedzieć. Spojrzał raz jeszcze na rysunek chłopaka. Przedstawiał jego zmarłego przyjaciela. Przygryzł dolną wargę czując, że się poryczy. Tyle pracy w to włożył, że teraz miał ochotę zrobić krzywdę temu debilowi. Nawet nie zauważył kiedy znalazł się na cmentarzu, na którym pochowano jego przyjaciela. Nie mógł tam siedzieć więc niemal od razu oddalił się od tego miejsca .Wiedział, że gdy przysiadzie przy jego grobie będzie płakał cały dzień. To nie jest dobry początek na integrację z klasą. Chociaż wiedział, że na pewno do nikogo się nie zbliży....jak do niego. Usiadł na niskim murku odgradzającym cmentarz od chodnika. Patrzył na podartą kartkę ze smutkiem i złością do czarnowłosego.
W tym czasie Yuu stał przed szkołą, oparty o jedną z kolumn. Był widocznie zdenerwowany, choć sam do końca nie wiedział czym. W końcu niejednego traktował znacznie gorzej niż tamtego chłopaka i nie miał po tym najmniejszych wyrzutów sumienia.
Kiedy Uruha poczuł, że pieką go oczy i czuł te cholerne łzy, wyciągnął chusteczkę i osuszył powieki tak by nie rozmazać makijażu. Schował rysunek do teczki, a potem teczkę do torby. Wrócił do szkoły. W końcu musiał. Kiedy zobaczył Yuu przed szkołą niemal od razu zasłonił twarz grzywką by nie patrzeć na tego chuja.
- Ej, Ty! - Yuu widząc, że chłopak wchodzi do szkoły, od razu wbił w Niego wzrok. - Czekaj. - Mruknął, podchodząc bliżej Niego. - Jak Ty właściwie się nazywasz, huh?
-A czemu Cię to interesuje? -Prychnął cicho. Przecież nie będzie mówił takiemu burakowi swojego imienia. Bo może w końcu wykorzystać to przeciwko niemu.
- Jeśli nie powiesz mi tego teraz, dowiem się za kilka minut od kogoś innego. - Wzruszył lekko ramionami, oczywiście niczego mu nie wyjaśniając. To nie byłoby w jego stylu.
- Jejku... Nazywam się Kouyou Takashima. Tak mi też niemiło Cię poznać. A teraz bywaj. Mości książę. -Skłonił się przesadnie. Oczywiście wszystko mówił sarkastycznie i wszedł do szkoły. Poszedł pod pracownie fotografii bo tam właśnie mieli swoje pierwsze lekcje czyli zawodowe. Nie brał niczego bo dobrze wiedział, że będzie to zwykle wprowadzenie.
Yuu wywrócił oczami, przepuszczając go jednak przez drzwi już bez dłuższego zatrzymywania. Nie miał ochoty psuć sobie nerwów, wiec uznał, że poczeka aż mu przejdzie i wtedy wróci z tym, czego od Niego chciał... Jak tylko sobie przypomni co to było.
Klasa Uru zaczęła się powoli schodzić. Każdy z kimś gadał, ale byli też tacy jak Uru, którzy jednym słowem byli sami.
Podczas gdy dwójka chłopaków z F4 była na lekcjach, Yuu właśnie dowiadywał się różnych informacji na temat Kouyou, oczywiście z pomocą Shinji'ego.
Po pierwszej lekcji, która składała się z słuchania zasad BHP na ciemni i w studiu Uruha z ulgą wyszedł na przerwę. Nie lubił takich lekcji. Wolał coś robić. Kouyou usiadł sobie pod oknem na ziemi. Myślał o zmarłym przyjacielu o rodzinie, która właściwie odkąd się dowiedziała, że go kobiety nie pociągają przestała go traktować jak członka. Założył słuchawki na uszy by trochę posłuchać muzyki. Może wtedy przestanie myśleć? Sam nie widział. Wyciągnął tez książkę, która zaczął czytać.
Gdy Yuu tylko dowiedział się, że Kouyou przyjaźnił się z Hiroto, od razu pożałował tego, że od samego początku traktował chłopaka w taki, a nie inny sposób. Nie powinien tak traktować przyjaciół Hiroto... Westchnął, od razu idąc z powrotem do szkoły. Niedługo zajęło mu szukanie Kou. Spojrzał ukradkiem na okładkę książki, którą czytał i usiadł tuż obok niego, nie przeszkadzając jednak w lekturze.
Choć Uruha z początku starał się ignorować tego bufona, który postanowił tu przyjść, to po kilku minutach jego towarzystwo zaczynało go po prostu irytować. Spojrzał na niego zamykając książkę.
-Przyszedłeś tu w jakimś konkretnym celu czy ten kawałek podłogi tez należy do Ciebie? -Spytał nie ukrywając irytacji w głosie. Yuu natomiast westchnął głośno, wywracając oczami. Jaki on był irytujący... Nie rozumiał, jak Hiroto mógł przyjaźnić się z kimś takim.
- Stephen King? - Uniósł lekko brwi, wskazując głową na książkę, którą Kouyou trzymał w rękach. - Nie masz najgorszego gustu... Prawdopodobnie. Chociaż osobiście wolę Dean'a Koontz'a. - Mruknął, jakoś nie czując potrzeby odpowiadania na Jego pytanie.Kouyou spojrzał na niego nie wiedząc czy być zaskoczony czy się po prostu śmiać. Ale jak zwykle to robił ubrał na twarz "maske".
-Hm... Ja właściwie nie czytałem książek Dean'a Koontz'a. I pewnie na razie nie przeczytam bo wyznaczyłem sobie jakby "zadanie" żeby przeczytać wszystko od Kinga. -Mruknął tylko. Jednak mówiąc to patrzył na okładkę. Właściwie nie było to jego zadanie tylko jeszcze przed śmiercią Hiroto założył się z nim właśnie o to.
- Mam wszystkie jego książki. W razie czego mogę Ci coś podrzucić. Hm... Dużo zostało Ci do przeczytania? - Starszy uniósł lekko brwi, sam z uporem maniaka patrząc na okładkę owej książki.
- Jak tylko skończę z Kingiem dam Ci znać. Umh... tak. Bo jak myślę, że skończyłem to się dowiaduje, że jest jeszcze jakaś książeczka, o której było ciszej...albo, że wyszło coś nowego. -Westchnął cicho teraz przyciskajac książkę do klatki piersiowej. Nie spojrzał na niego ani razu
- A... Czemu unikasz mojego wzroku? - Yuu, wbił w Niego swój wzrok. Fakt faktem, chłopak miał prawo być do niego wrogo nastawiony, ale Shiroyama w praktyce nie był wcale aż takim cholernym sukinsynem. Po prostu od zawsze nosił maskę, którą jak dotąd tylko jedna osoba potrafiła zdjąć... Szkoda że już więcej nie będzie miał sposobności tego zrobić.
- A czemu mam się na Ciebie gapić? - Kouyou nie patrzył na niego bo wiedział, że często oczy potrafią zdradzić więcej niż on by tego chciał. I możliwe dlatego, że bał się trochę starszego. Tylko prawdę mówiąc... Kogo on się nie bał?
Naciągnął rękawy tak by zasłonić całe swoje ręce, na których były widoczne siniaki.
- Hm... Leci na mnie każda pojedyncza osoba z tej szkoły, jestem bogaty i przystojny, w dodatku inteligentny, chociaż lubię udawać głupiego, jedyne czego mi tak naprawdę brakuje to skromność. Każdy jeden chciałby usłyszeć choć jedno słowo z moich ust skierowane do niego, chyba umarliby ze szczęścia będąc na Twoim miejscu, a Ty nie zaszczycisz mnie nawet swoim spojrzeniem? - Uniósł brwi, gdy już skończył swój wywód, uparcie patrząc na twarz chłopaka.
-Ja nie jestem wszyscy. Nie podniecam się Tobą i za Tobą nie będę latać. Proste. Nie lubię robić tego co robi reszta. Dla nich może i jesteś obiektem westchnień, a dla mnie jesteś zwykłym chłopakiem. - Dopiero teraz Uru odwarzył się niego spojrzeć, ale tylko na chwilę bo znowu odwrócił wzrok.
- Nikt nie każe Ci za mną latać. Dobre wychowanie jednak wymaga tego, żeby chociaż zaszczycić swojego rozmówcę spojrzeniem, nie sądzisz? - Westchnął cicho, czując że chyba jednak dogadanie się z tym całym Kouyou nie będzie w żaden sposób możliwe.
-Oczy czasem wyrażają zbyt wiele uczuć bądź emocji. Gdy ktoś potrafi je odczytać masz przerąbane. -Znowu spojrzał na niego. Tym razem na dłużej i nie opuszczał wzroku. - Życie mnie nauczyło by nie zawsze wszystkim pokazywać co w Tobie siedzi. O ile wiesz o co mu chodzi. Ale jeśli moje spuszczanie wzroku Cię denerwuje to przepraszam. -Zagryzl dolna wargę.
- Boisz się...?-Yuu bardziej stwierdził niż zapytał, nie spuszczając z Niego swojego wzroku nawet na krótki moment.
- Umh... Możliwe...-Odpowiedział dość nie pewnie. Wolał by on nie wiedział wszystkiego. Co to to nie. Nie miał zamiaru teraz się zwierzac ze swoich problemów. Bądź wewnętrznych obaw. Zacisnął dłonie na książce.
- Pewne. - Skwitował krótko, zwilżając językiem swoje wargi. Kogo jak kogo, ale Yuu nie dało się tak łatwo oszukać.
- Może i się boje. Mam swoje powody. Tyle. Taką odpowiedź Cię satysfakcjonuje? -Spytał młodszy teraz patrząc mu prosto w oczy. Na jego szczęście zadzwonił dzwonek na lekcje I klasa powoli wchodziła znowu do pracowni foto. - Wybacz... -Wstał i poszedł. Yuu westchnął głośno, wstając z miejsca i sam skierował się do odpowiedniej sali.
Kolejne trzy godziny też miał w pracowni foto, z której teraz nie wychodził bo mogli tam na przerwy zostawać. Znów Yuu na każdej kolejnej przerwie siedział na korytarzu wraz z resztą F4,a wokół niech pełno było zarówno adoratorek, jak i adoratorów.
Niestety Uruha po tej czwartej i ostatniej miał już matematykę. Przez nią musiał wyjść normalnie na korytarz. Wybrał się na ostatnie piętro i usiadł w ciemnym kącie bocznego korytarza. Ktoś wyłączył w tej części światło wiec nic nie było widać. Założył na uszy słuchawki
Kiedy Kouyou wyszedł w końcu z sali, czarnowłosy odprowadził go jedynie wzrokiem, jednak nie podchodząc do Niego. Nie chciał przeszkadzać, a tym bardziej się narzucać.
Kou spokojnie sobie słuchał muzyki. Kiedy w końcu ktoś uznał, że warto włączyć światło, wyciągnął książkę i czytał sobie dalej. Jak na pierwszy dzień szkoły to nadal z nikim z klasy się nie zintegrował, ale trudno. Kou był typem samotnika. Dlatego miał jednego przyjaciela. Właśnie miał....a bardzo by chciał mieć go nadAl. Gdyby cofnąć czas... Wciąż uważał, że cały wypadek to była jego wina. Znowu poczuł narastajaca złość w sercu i pieczenie skóry bo jak się zorientował znowu wbił sobie paznokcie do dłoni.
Yuu zmrużył lekko oczy, widząc, że chłopak wbija paznokcie w swoją dłoń. Jakoś tak... Ciężko było mu przestać obserwować Kouyou. Zastanawiało go też, nad czym chłopak może myśleć.
Po chwili Shima zauważył, że rana no...jest dość głęboka wstał, niemal rzucił książka w plecak, który został pod salą i poszedł do łazienki. Tam zaczął zmywać krew z grzbietu swojej dłoni. Miał szczęście, że nikogo w łazience nie było.
Yuu uznał, że warto mu to szczęście odebrać i poszedł za Nim, bez słowa biorąc dłoń chłopaka w swoją i pomógł mu delikatnie zmyć krew, po czym nakleił na ranę dość spory plaster. Kiedy to zrobił Uru spojrzał na niego zaskoczony.
- Um... Dzięki. Ale nie trzeba było. -Odsunął swoją dłoń od niego i schował ją za plecy. Sam się odsunął od czarnowłosego. Trochę spuścił wzrok czując jak mu ta dłoń cały czas drży.
- Owszem, trzeba było. - Westchnął, spoglądając gdzieś w bok. - Noś ze sobą długopis. Pstrykanie tym badziewiem czasami pomaga.
- Nie. Nie trzeba było. -Powiedział młodszy z dużym naciskiem. Spojrzał na niego.- Nie mam pojęcia w czym mogło by mi pomóc oprócz w wkurzaniu nauczycieli. -Uśmiechnął się delikatnie.
- Chyba lepiej wbijać palce w długopis niż rozwalać sobie ręce. - Wzruszył lekko ramionami.
- To przez przypadek. Czasem mi się zdarza. Będę musiał obciąć moje pazurki. -Oparł się o ścianę i spojrzał gdzieś przez okno. Było wysoko bo to drugie piętro. Delikatnie przygryzł dolną wargę. Czasem chciałby mieć taką amnezje i zapomnieć.
- Wątpię by Hiroto chciał, by czasem Ci się zdarzało. Zawsze się o wszystkich martwił... - Szepnął, sam wbijając wzrok w okno. Gdy wypowiedział imię jego przyjaciela Kou niemal od razu zwrócił swoją głowę w jego stronę.
- Skąd znasz Hiroto...? -Był na prawdę zaskoczony.
- Chyba nie sądziłeś, że jesteś jedynym, który go zna? - Mruknął, unosząc lekko brwi. - To byłoby egoistyczne. Aż do Ciebie nie pasuje.
-Nie... Wiem, że on miał wielu znajomych I przyjaciół. Ale nie wiedziałem, że Ciebie znał. -Przysiadł na parapecie znowu na niego nie patrząc. Zaczął wyłamywać sobie palce.
- Nie rób tego. - Westchnął, patrząc na Jego dłonie. - Też na początku nie przypuszczałem, że mógł Cię znać. A co dopiero, że się z Tobą przyjaźnił...
- No widzisz. Nawet tacy jak ja mogą mieć przyjaciół. Bądź mogli. -Zacisnął pięść wbijając sobie paznokcie do wewnętrznej części dłoni.
- A czy ja chociażby zasugerowałem, że nie mógłbyś mieć przyjaciół? - Pokręcił głową z głośnym westchnieniem. - Jesteś po prostu zupełnie inny od wszystkich znajomych Hiroto. Dlatego mnie to zaskoczyło.
- Nie. Ale gdybyś zasugerował to chyba miałbyś racje. Już nie mam przyjaciół pewnie mieć nie będę. -Wzruszył ramionami i schował dłonie do kieszeni spodni.- A to czemu inny?
Yuu westchnął, opierając się plecami o jedną z umywalek i wbił wzrok w idealnie biały sufit.
- Hiroto na ogół nie potrafił dobierać sobie przyjaciół. Prawie nigdy nie trafił na dobrego człowieka. - Przeniósł wzrok na Kouyou i zmierzył go od góry do dołu. - Nie pasujesz do schematu.
Słysząc te słowa wbił sobie paznokcie w udo. Nie on nie był dobry. Na pewno nie.
- Możliwe, że bardziej pasuje do tego schematu niż ktokolwiek. -Właśnie zadzwonił dzwonek. Nie czekając, aż Yuu przetrawi te słowa poszedł sobie do klasy. Czarnowłosy odprowadził Go jedynie wzrokiem, nie próbując zatrzymywać. Nie było mocy, która sprawiłaby, że Yuu mógł uwierzyć w Jego słowa. Po chwili z westchnieniem skierował się do klasy.
Matematyka jak zwykle była nudna.Kouyou nigdy nie lubił tego przedmiotu. Ale całe szczęście była to ostatnia lekcja. Po dzwonku poszedł do szatni skąd wziął swoją skórzaną kurtkę
Dla Yuu lekcje też się całe szczęście już skończyły. Mógł spokojnie pójść do szatni po rzeczy, a potem wpakować swój tyłek do limuzyny.
Uruha w tym czasie siedział na przystanku czekając na autobus. Wiał niezbyt mocny wiatr, który co jakiś czas targach jego włosami na prawo i lewo. Do tego czuł, że zaraz umrze z głodu bo nic od rana nie jadł.
Jest to kolejna szkolna wersja Aoihy. Może w innym klimacie. Na pewno w takim bardzo współczesnym. Miłego czytania.
1 września. Straszny dzień dla uczniów szkół szczególnie tych wyższych. Na dodatek jeśli się idzie samemu do takiej szkoły. Bo po podstawówce trzeba zacząć szkole średnia. (Nie wiem czy mają w Japonii gimnazjum ale wątpię.). Kouyou, który akurat wybierał się do technikum do klasy o profilu fotograficznym był bardzo zestresowany. Cały czas bawił się kawałkiem swojej czarnej koszuli bądź sprawdzał czy jego rurki (pasiaki) się gdzieś nie uwaliły. Kiedy wysiadł z zatłoczonego autobusu poszedł od razu w stronę wymarzonej szkoły. Była niezbyt duża i niebieska. Co najlepsze mieściła się obok przystanku, na którym Kou wysiadał. Przeszedł przez drogę i wszedł do budynku szkoły. Tak były tam tłumy. Ludzie tłoczyli się by sprawdzić w której klasie mają spotkanie z wychowawcą. Całe szczęście Uru dowiedział się już wcześniej wiec teraz starał się tylko przecisnąć przez tłum nie deptając nikogo glanami i nie psując sobie swoich włosów.
Kolejny nudny rok w szkole, do której Yuu poszedł tylko i wyłącznie ze względu na to, że do jakiejś pójść musiał. Co prawda, jak na Niego nie były to wysokie standardy. Rodzina Shiroyamy miała duże wpływy nie tylko w Japonii, ale i na całym świecie. Yuu mógł iść do każdej szkoły, jaką tylko sobie wymarzył, a trafił do technikum fotograficznego. Oczywiście, trójka jego przyjaciół poszła do tej szkoły razem z nim. I tak właśnie zaczynał im się kolejny rok. Kiedy tylko Yuu wraz z Shinji'm, Yoshi'm i Ryuzaki'm przekroczyli próg szkoły, wszyscy natychmiast usuwali się im z drogi, by chłopaki bez żadnego problemu mogli przejść. Prawda była taka, że to oni - bogate dzieciaki - mieli swego rodzaju władzę nad szkołą. Tym bardziej, że należała ona do ojca Yuu. Czarnowłosy warknął pod nosem, gdy jakiś niepoukładany pierwszak wpadł na Niego.
- Uważaj jak chodzisz! - Warknął, poprawiając swoją skórzaną kurtkę. Nikt z obecnych nawet nie śmiał odezwać się słowem. Jedno słowo Shiroyamy i każdy mógł wylecieć z tej szkoły, więc ludzie zwyczajnie woleli milczeć. Patrzyli jedynie na chłopaka, który był przed Yuu z wyraźnym współczuciem.
Tak Uru to ma Szczęście. Musiał wpaść na jakiegoś bogatego chłopaka. Przez tego czarnowłosego wypadła mu z rąk jego czarna teczka. Zawsze ją ze sobą brał bo w autobusie lubił sobie rysować. Teczka się otwarła i wypadło kilka kartek.
- Taaa... Przepraszam. Cholera. -Zaklnął pod nosem ciesząc się, że ludzie się rozeszli.Szybko się schylił i zaczął zbierać swoje rysunki.
Yuu uniósł lekko brwi, widząc rysunki, które wypadły z teczki pierwszaka. Podniósł jeden z nich z podłogi i rzucił na niego okiem.
- Beztalencie. - Mruknął, po czym zmiął kartkę w dłoni i rzucił ją pod nogi chłopaka. Pstryknął jedynie palcami, co robił zawsze, gdy chciał, by reszta chłopaków poszła za nim. Nic już nie mówiąc odszedł z miejsca, po drodze jeszcze zdeptał kilka kartek leżących na podłodze.
- Bezczelny... -Mruknął Kouyou pod nosem patrząc na zdeptane przez tego idiotę rysunki. Starał tez się jakoś wyprostować tą, którą pogiął. Był tak zły, że przez jego blady puder przebijały się różowe akcenty. Kartki włożył znowu do teczki i poszedł do sali, w której miał mieć pierwsze spotkanie z wychowawcą.
Shiroyama wraz z chłopakami udali się prosto do odpowiedniej sali. Oczywiście, miejsca które oni zawsze zajmowali były wolne. W końcu nikt nie odważyłby się ich zająć. Bycie bogatym dzieciakiem jednak miało swoje plusy
Natomiast Kouyou wszedł do klasy, która mieściła się na piętrze i przeprosił za spóźnienie. Całe szczęście wychowawczyni była młoda i wydawała się bardzo miła. Klasa składała się z prawie samych dziewczyn. No Uru jako dość nieśmiała osoba na razie do nikogo się nie odzywał. Potem jak to pierwsze klasy było zwiedzanie szkoły. Pani pokazywała gdzie co jest. Wtedy się zorientował jak mała jest szkoła. Całe spotkanie trwało około dziesięciu minut... no góra piętnaście.
Kiedy ich wychowawca skończył swój wywód, Yuu wraz z resztą chłopaków wyszedł z klasy, kierując się w stronę drzwi wyjściowych,jak zresztą większość uczniów.
Następny dzień zaczął się dla Uru od nie przyjemnej pobudki. Spadł z łóżka niestety. Wstał z ziemi i ubrał na siebie czarną koszulkę z Nirvany, i czerwone rurki. Zrobił sobie delikatny makijaż.
Poszedł na autobus, który jechał wcześniej przez co też był wcześniej w szkole.
W samej szkole nie miał co robić tak do końca wiec poszedł do bufetu. Tam usiadł na pierwszej lepszej ławce przy drewnianym stole.
Jak zawsze rano, Yuu i reszta F4 skierowali się do bufetu. Widząc jednak kto siedzi przy ich stoliku, westchnął cierpiętniczo, wznosząc wzrok ku niebu, jakby chciał zapytać 'za jakie grzechy?' Pstryknął palcami, po czym cała czwórka skierowała się do stolika.
- To miejsce jest zajęte. - Shiroyama oparł się o stolik, wbijając wzrok w chłopaka. Yoshi i Shinji uśmiechnęli się do siebie. To nie był pierwszy raz, kiedy Yuu upatrzył sobie swojego kozła ofiarnego. Uruha właśnie coś sobie rysował. Był to rysunek przedstawiający jakąś postać. Ale wyglądało to bardziej jak czarno białe zdjęcie niż rysunek. Kiedy usłyszał głos Yuu podniósł leniwie wzrok.
- Nie no... Serio? -Uniósł brwi i uśmiechnął się kpiąco. - Chyba ktoś zapomniał, że już w przedszkolu nie jesteśmy. A zajmowanie miejsc było właśnie wtedy bardzo modne. -Mówił to z wyraźnym sarkazmem w głosie. Yoshi zagwizdał na te słowa, uśmiechając się pod nosem, a Shinji z westchnieniem dał mu plik pieniędzy. Pewnie znowu założyli się o coś, co miało związek z tym chłopakiem. Yuu wyprostował się, Zabrał Mu rysunek i razem z teczką oraz wszystkimi rzeczami jakie były na stoliku, zrzucił je na ziemię. Jedną kartkę, na której właśnie chłopak rysował, podarł na pół i rzucił w Niego, zaraz po tym szarpnął Go mocno za ramię, wyrzucając dosłownie z miejsca, w wyniku czego chłopak upadł na ziemię. A Yuu z resztą F4 usiedli przy stoliku.
Kiedy Uruha wylądował na podłodze spojrzał na niego na prawdę znienawidzonym wzrokiem. Po zbierał to co on rozrzucił i spojrzał teraz na podarty rysunek.
- Sukinsyn...-Warknal pod nosem i wstał biorąc swoją torbę. Swoją drogą kostkę.
Czarnowłosy oprowadził Chłopaka wzrokiem, nerwowo stukając palcami w stół. Z jednej strony ten typ niesamowicie go irytował, a z drugiej żałował, że tak potraktował tego chłopaka.
- Shinji... Dowiedz się o nim jak najwięcej. - Mruknął, patrząc na zamykające się za nim drzwi. Shinji od razu wstał od stolika i zgodnie z poleceniem Yuu miał zająć się szukaniem informacji na temat tamtego chłopaka. Sam Shiroyama wyciągnął telefon, dzwoniąc do tylko sobie znanej osoby, poczym wyszedł ze szkoły.
Kouyou pierwsze co zrobił to po prostu wyszedł z szkoły. Miał dużo czasu do rozpoczęcia lekcji, a nie chciał tam siedzieć. Spojrzał raz jeszcze na rysunek chłopaka. Przedstawiał jego zmarłego przyjaciela. Przygryzł dolną wargę czując, że się poryczy. Tyle pracy w to włożył, że teraz miał ochotę zrobić krzywdę temu debilowi. Nawet nie zauważył kiedy znalazł się na cmentarzu, na którym pochowano jego przyjaciela. Nie mógł tam siedzieć więc niemal od razu oddalił się od tego miejsca .Wiedział, że gdy przysiadzie przy jego grobie będzie płakał cały dzień. To nie jest dobry początek na integrację z klasą. Chociaż wiedział, że na pewno do nikogo się nie zbliży....jak do niego. Usiadł na niskim murku odgradzającym cmentarz od chodnika. Patrzył na podartą kartkę ze smutkiem i złością do czarnowłosego.
W tym czasie Yuu stał przed szkołą, oparty o jedną z kolumn. Był widocznie zdenerwowany, choć sam do końca nie wiedział czym. W końcu niejednego traktował znacznie gorzej niż tamtego chłopaka i nie miał po tym najmniejszych wyrzutów sumienia.
Kiedy Uruha poczuł, że pieką go oczy i czuł te cholerne łzy, wyciągnął chusteczkę i osuszył powieki tak by nie rozmazać makijażu. Schował rysunek do teczki, a potem teczkę do torby. Wrócił do szkoły. W końcu musiał. Kiedy zobaczył Yuu przed szkołą niemal od razu zasłonił twarz grzywką by nie patrzeć na tego chuja.
- Ej, Ty! - Yuu widząc, że chłopak wchodzi do szkoły, od razu wbił w Niego wzrok. - Czekaj. - Mruknął, podchodząc bliżej Niego. - Jak Ty właściwie się nazywasz, huh?
-A czemu Cię to interesuje? -Prychnął cicho. Przecież nie będzie mówił takiemu burakowi swojego imienia. Bo może w końcu wykorzystać to przeciwko niemu.
- Jeśli nie powiesz mi tego teraz, dowiem się za kilka minut od kogoś innego. - Wzruszył lekko ramionami, oczywiście niczego mu nie wyjaśniając. To nie byłoby w jego stylu.
- Jejku... Nazywam się Kouyou Takashima. Tak mi też niemiło Cię poznać. A teraz bywaj. Mości książę. -Skłonił się przesadnie. Oczywiście wszystko mówił sarkastycznie i wszedł do szkoły. Poszedł pod pracownie fotografii bo tam właśnie mieli swoje pierwsze lekcje czyli zawodowe. Nie brał niczego bo dobrze wiedział, że będzie to zwykle wprowadzenie.
Yuu wywrócił oczami, przepuszczając go jednak przez drzwi już bez dłuższego zatrzymywania. Nie miał ochoty psuć sobie nerwów, wiec uznał, że poczeka aż mu przejdzie i wtedy wróci z tym, czego od Niego chciał... Jak tylko sobie przypomni co to było.
Klasa Uru zaczęła się powoli schodzić. Każdy z kimś gadał, ale byli też tacy jak Uru, którzy jednym słowem byli sami.
Podczas gdy dwójka chłopaków z F4 była na lekcjach, Yuu właśnie dowiadywał się różnych informacji na temat Kouyou, oczywiście z pomocą Shinji'ego.
Po pierwszej lekcji, która składała się z słuchania zasad BHP na ciemni i w studiu Uruha z ulgą wyszedł na przerwę. Nie lubił takich lekcji. Wolał coś robić. Kouyou usiadł sobie pod oknem na ziemi. Myślał o zmarłym przyjacielu o rodzinie, która właściwie odkąd się dowiedziała, że go kobiety nie pociągają przestała go traktować jak członka. Założył słuchawki na uszy by trochę posłuchać muzyki. Może wtedy przestanie myśleć? Sam nie widział. Wyciągnął tez książkę, która zaczął czytać.
Gdy Yuu tylko dowiedział się, że Kouyou przyjaźnił się z Hiroto, od razu pożałował tego, że od samego początku traktował chłopaka w taki, a nie inny sposób. Nie powinien tak traktować przyjaciół Hiroto... Westchnął, od razu idąc z powrotem do szkoły. Niedługo zajęło mu szukanie Kou. Spojrzał ukradkiem na okładkę książki, którą czytał i usiadł tuż obok niego, nie przeszkadzając jednak w lekturze.
Choć Uruha z początku starał się ignorować tego bufona, który postanowił tu przyjść, to po kilku minutach jego towarzystwo zaczynało go po prostu irytować. Spojrzał na niego zamykając książkę.
-Przyszedłeś tu w jakimś konkretnym celu czy ten kawałek podłogi tez należy do Ciebie? -Spytał nie ukrywając irytacji w głosie. Yuu natomiast westchnął głośno, wywracając oczami. Jaki on był irytujący... Nie rozumiał, jak Hiroto mógł przyjaźnić się z kimś takim.
- Stephen King? - Uniósł lekko brwi, wskazując głową na książkę, którą Kouyou trzymał w rękach. - Nie masz najgorszego gustu... Prawdopodobnie. Chociaż osobiście wolę Dean'a Koontz'a. - Mruknął, jakoś nie czując potrzeby odpowiadania na Jego pytanie.Kouyou spojrzał na niego nie wiedząc czy być zaskoczony czy się po prostu śmiać. Ale jak zwykle to robił ubrał na twarz "maske".
-Hm... Ja właściwie nie czytałem książek Dean'a Koontz'a. I pewnie na razie nie przeczytam bo wyznaczyłem sobie jakby "zadanie" żeby przeczytać wszystko od Kinga. -Mruknął tylko. Jednak mówiąc to patrzył na okładkę. Właściwie nie było to jego zadanie tylko jeszcze przed śmiercią Hiroto założył się z nim właśnie o to.
- Mam wszystkie jego książki. W razie czego mogę Ci coś podrzucić. Hm... Dużo zostało Ci do przeczytania? - Starszy uniósł lekko brwi, sam z uporem maniaka patrząc na okładkę owej książki.
- Jak tylko skończę z Kingiem dam Ci znać. Umh... tak. Bo jak myślę, że skończyłem to się dowiaduje, że jest jeszcze jakaś książeczka, o której było ciszej...albo, że wyszło coś nowego. -Westchnął cicho teraz przyciskajac książkę do klatki piersiowej. Nie spojrzał na niego ani razu
- A... Czemu unikasz mojego wzroku? - Yuu, wbił w Niego swój wzrok. Fakt faktem, chłopak miał prawo być do niego wrogo nastawiony, ale Shiroyama w praktyce nie był wcale aż takim cholernym sukinsynem. Po prostu od zawsze nosił maskę, którą jak dotąd tylko jedna osoba potrafiła zdjąć... Szkoda że już więcej nie będzie miał sposobności tego zrobić.
- A czemu mam się na Ciebie gapić? - Kouyou nie patrzył na niego bo wiedział, że często oczy potrafią zdradzić więcej niż on by tego chciał. I możliwe dlatego, że bał się trochę starszego. Tylko prawdę mówiąc... Kogo on się nie bał?
Naciągnął rękawy tak by zasłonić całe swoje ręce, na których były widoczne siniaki.
- Hm... Leci na mnie każda pojedyncza osoba z tej szkoły, jestem bogaty i przystojny, w dodatku inteligentny, chociaż lubię udawać głupiego, jedyne czego mi tak naprawdę brakuje to skromność. Każdy jeden chciałby usłyszeć choć jedno słowo z moich ust skierowane do niego, chyba umarliby ze szczęścia będąc na Twoim miejscu, a Ty nie zaszczycisz mnie nawet swoim spojrzeniem? - Uniósł brwi, gdy już skończył swój wywód, uparcie patrząc na twarz chłopaka.
-Ja nie jestem wszyscy. Nie podniecam się Tobą i za Tobą nie będę latać. Proste. Nie lubię robić tego co robi reszta. Dla nich może i jesteś obiektem westchnień, a dla mnie jesteś zwykłym chłopakiem. - Dopiero teraz Uru odwarzył się niego spojrzeć, ale tylko na chwilę bo znowu odwrócił wzrok.
- Nikt nie każe Ci za mną latać. Dobre wychowanie jednak wymaga tego, żeby chociaż zaszczycić swojego rozmówcę spojrzeniem, nie sądzisz? - Westchnął cicho, czując że chyba jednak dogadanie się z tym całym Kouyou nie będzie w żaden sposób możliwe.
-Oczy czasem wyrażają zbyt wiele uczuć bądź emocji. Gdy ktoś potrafi je odczytać masz przerąbane. -Znowu spojrzał na niego. Tym razem na dłużej i nie opuszczał wzroku. - Życie mnie nauczyło by nie zawsze wszystkim pokazywać co w Tobie siedzi. O ile wiesz o co mu chodzi. Ale jeśli moje spuszczanie wzroku Cię denerwuje to przepraszam. -Zagryzl dolna wargę.
- Boisz się...?-Yuu bardziej stwierdził niż zapytał, nie spuszczając z Niego swojego wzroku nawet na krótki moment.
- Umh... Możliwe...-Odpowiedział dość nie pewnie. Wolał by on nie wiedział wszystkiego. Co to to nie. Nie miał zamiaru teraz się zwierzac ze swoich problemów. Bądź wewnętrznych obaw. Zacisnął dłonie na książce.
- Pewne. - Skwitował krótko, zwilżając językiem swoje wargi. Kogo jak kogo, ale Yuu nie dało się tak łatwo oszukać.
- Może i się boje. Mam swoje powody. Tyle. Taką odpowiedź Cię satysfakcjonuje? -Spytał młodszy teraz patrząc mu prosto w oczy. Na jego szczęście zadzwonił dzwonek na lekcje I klasa powoli wchodziła znowu do pracowni foto. - Wybacz... -Wstał i poszedł. Yuu westchnął głośno, wstając z miejsca i sam skierował się do odpowiedniej sali.
Kolejne trzy godziny też miał w pracowni foto, z której teraz nie wychodził bo mogli tam na przerwy zostawać. Znów Yuu na każdej kolejnej przerwie siedział na korytarzu wraz z resztą F4,a wokół niech pełno było zarówno adoratorek, jak i adoratorów.
Niestety Uruha po tej czwartej i ostatniej miał już matematykę. Przez nią musiał wyjść normalnie na korytarz. Wybrał się na ostatnie piętro i usiadł w ciemnym kącie bocznego korytarza. Ktoś wyłączył w tej części światło wiec nic nie było widać. Założył na uszy słuchawki
Kiedy Kouyou wyszedł w końcu z sali, czarnowłosy odprowadził go jedynie wzrokiem, jednak nie podchodząc do Niego. Nie chciał przeszkadzać, a tym bardziej się narzucać.
Kou spokojnie sobie słuchał muzyki. Kiedy w końcu ktoś uznał, że warto włączyć światło, wyciągnął książkę i czytał sobie dalej. Jak na pierwszy dzień szkoły to nadal z nikim z klasy się nie zintegrował, ale trudno. Kou był typem samotnika. Dlatego miał jednego przyjaciela. Właśnie miał....a bardzo by chciał mieć go nadAl. Gdyby cofnąć czas... Wciąż uważał, że cały wypadek to była jego wina. Znowu poczuł narastajaca złość w sercu i pieczenie skóry bo jak się zorientował znowu wbił sobie paznokcie do dłoni.
Yuu zmrużył lekko oczy, widząc, że chłopak wbija paznokcie w swoją dłoń. Jakoś tak... Ciężko było mu przestać obserwować Kouyou. Zastanawiało go też, nad czym chłopak może myśleć.
Po chwili Shima zauważył, że rana no...jest dość głęboka wstał, niemal rzucił książka w plecak, który został pod salą i poszedł do łazienki. Tam zaczął zmywać krew z grzbietu swojej dłoni. Miał szczęście, że nikogo w łazience nie było.
Yuu uznał, że warto mu to szczęście odebrać i poszedł za Nim, bez słowa biorąc dłoń chłopaka w swoją i pomógł mu delikatnie zmyć krew, po czym nakleił na ranę dość spory plaster. Kiedy to zrobił Uru spojrzał na niego zaskoczony.
- Um... Dzięki. Ale nie trzeba było. -Odsunął swoją dłoń od niego i schował ją za plecy. Sam się odsunął od czarnowłosego. Trochę spuścił wzrok czując jak mu ta dłoń cały czas drży.
- Owszem, trzeba było. - Westchnął, spoglądając gdzieś w bok. - Noś ze sobą długopis. Pstrykanie tym badziewiem czasami pomaga.
- Nie. Nie trzeba było. -Powiedział młodszy z dużym naciskiem. Spojrzał na niego.- Nie mam pojęcia w czym mogło by mi pomóc oprócz w wkurzaniu nauczycieli. -Uśmiechnął się delikatnie.
- Chyba lepiej wbijać palce w długopis niż rozwalać sobie ręce. - Wzruszył lekko ramionami.
- To przez przypadek. Czasem mi się zdarza. Będę musiał obciąć moje pazurki. -Oparł się o ścianę i spojrzał gdzieś przez okno. Było wysoko bo to drugie piętro. Delikatnie przygryzł dolną wargę. Czasem chciałby mieć taką amnezje i zapomnieć.
- Wątpię by Hiroto chciał, by czasem Ci się zdarzało. Zawsze się o wszystkich martwił... - Szepnął, sam wbijając wzrok w okno. Gdy wypowiedział imię jego przyjaciela Kou niemal od razu zwrócił swoją głowę w jego stronę.
- Skąd znasz Hiroto...? -Był na prawdę zaskoczony.
- Chyba nie sądziłeś, że jesteś jedynym, który go zna? - Mruknął, unosząc lekko brwi. - To byłoby egoistyczne. Aż do Ciebie nie pasuje.
-Nie... Wiem, że on miał wielu znajomych I przyjaciół. Ale nie wiedziałem, że Ciebie znał. -Przysiadł na parapecie znowu na niego nie patrząc. Zaczął wyłamywać sobie palce.
- Nie rób tego. - Westchnął, patrząc na Jego dłonie. - Też na początku nie przypuszczałem, że mógł Cię znać. A co dopiero, że się z Tobą przyjaźnił...
- No widzisz. Nawet tacy jak ja mogą mieć przyjaciół. Bądź mogli. -Zacisnął pięść wbijając sobie paznokcie do wewnętrznej części dłoni.
- A czy ja chociażby zasugerowałem, że nie mógłbyś mieć przyjaciół? - Pokręcił głową z głośnym westchnieniem. - Jesteś po prostu zupełnie inny od wszystkich znajomych Hiroto. Dlatego mnie to zaskoczyło.
- Nie. Ale gdybyś zasugerował to chyba miałbyś racje. Już nie mam przyjaciół pewnie mieć nie będę. -Wzruszył ramionami i schował dłonie do kieszeni spodni.- A to czemu inny?
Yuu westchnął, opierając się plecami o jedną z umywalek i wbił wzrok w idealnie biały sufit.
- Hiroto na ogół nie potrafił dobierać sobie przyjaciół. Prawie nigdy nie trafił na dobrego człowieka. - Przeniósł wzrok na Kouyou i zmierzył go od góry do dołu. - Nie pasujesz do schematu.
Słysząc te słowa wbił sobie paznokcie w udo. Nie on nie był dobry. Na pewno nie.
- Możliwe, że bardziej pasuje do tego schematu niż ktokolwiek. -Właśnie zadzwonił dzwonek. Nie czekając, aż Yuu przetrawi te słowa poszedł sobie do klasy. Czarnowłosy odprowadził Go jedynie wzrokiem, nie próbując zatrzymywać. Nie było mocy, która sprawiłaby, że Yuu mógł uwierzyć w Jego słowa. Po chwili z westchnieniem skierował się do klasy.
Matematyka jak zwykle była nudna.Kouyou nigdy nie lubił tego przedmiotu. Ale całe szczęście była to ostatnia lekcja. Po dzwonku poszedł do szatni skąd wziął swoją skórzaną kurtkę
Dla Yuu lekcje też się całe szczęście już skończyły. Mógł spokojnie pójść do szatni po rzeczy, a potem wpakować swój tyłek do limuzyny.
Uruha w tym czasie siedział na przystanku czekając na autobus. Wiał niezbyt mocny wiatr, który co jakiś czas targach jego włosami na prawo i lewo. Do tego czuł, że zaraz umrze z głodu bo nic od rana nie jadł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)