sobota, 28 lutego 2015

Miłość w obiektywie 1 (Aoiha)

Tak wiem wiem. Nie zakończyłam "Childhood's end", a dodaję nową serię no, ale...musiałam. Nie powiem skąd się pomysł wziął na dość fotograficznego yaoica, ale muszę zaznaczyć, że to nie tylko moje dzieło, ale też od KagaMi, z którą na wspólnie to piszę. <3
Jest to kolejna szkolna wersja Aoihy. Może w innym klimacie. Na pewno w takim bardzo współczesnym. Miłego czytania.

 1 września. Straszny dzień dla uczniów szkół szczególnie tych wyższych. Na dodatek jeśli się idzie samemu do takiej szkoły. Bo po podstawówce trzeba zacząć szkole średnia. (Nie wiem czy mają w Japonii gimnazjum ale wątpię.). Kouyou, który akurat wybierał się do technikum do klasy o profilu fotograficznym był bardzo zestresowany. Cały czas bawił się kawałkiem swojej czarnej koszuli bądź sprawdzał czy jego rurki (pasiaki) się gdzieś nie uwaliły. Kiedy wysiadł z zatłoczonego autobusu poszedł od razu w stronę wymarzonej szkoły. Była niezbyt duża i niebieska. Co najlepsze mieściła się obok przystanku, na którym Kou wysiadał. Przeszedł przez drogę i wszedł do budynku szkoły. Tak były tam tłumy. Ludzie tłoczyli się by sprawdzić w której klasie mają spotkanie z wychowawcą. Całe szczęście Uru dowiedział się już wcześniej wiec teraz starał się tylko przecisnąć przez tłum nie deptając nikogo glanami i nie psując sobie swoich włosów.
  Kolejny nudny rok w szkole, do której Yuu poszedł tylko i wyłącznie ze względu na to, że do jakiejś pójść musiał. Co prawda, jak na Niego nie były to wysokie standardy. Rodzina Shiroyamy miała duże wpływy nie tylko w Japonii, ale i na całym świecie. Yuu mógł iść do każdej szkoły, jaką tylko sobie wymarzył, a trafił do technikum fotograficznego. Oczywiście, trójka jego przyjaciół poszła do tej szkoły razem z nim. I tak właśnie zaczynał im się kolejny rok. Kiedy tylko Yuu wraz z Shinji'm, Yoshi'm i Ryuzaki'm przekroczyli próg szkoły, wszyscy natychmiast usuwali się im z drogi, by chłopaki bez żadnego problemu mogli przejść. Prawda była taka, że to oni - bogate dzieciaki - mieli swego rodzaju władzę nad szkołą. Tym bardziej, że należała ona do ojca Yuu. Czarnowłosy warknął pod nosem, gdy jakiś niepoukładany pierwszak wpadł na Niego.
- Uważaj jak chodzisz! - Warknął, poprawiając swoją skórzaną kurtkę. Nikt z obecnych nawet nie śmiał odezwać się słowem. Jedno słowo Shiroyamy i każdy mógł wylecieć z tej szkoły, więc ludzie zwyczajnie woleli milczeć. Patrzyli jedynie na chłopaka, który był przed Yuu z wyraźnym współczuciem.
 Tak Uru to ma Szczęście. Musiał wpaść na jakiegoś bogatego chłopaka. Przez tego czarnowłosego wypadła mu z rąk jego czarna teczka. Zawsze ją ze sobą brał bo w autobusie lubił sobie rysować. Teczka się otwarła i wypadło kilka kartek.
- Taaa... Przepraszam. Cholera. -Zaklnął pod nosem ciesząc się, że ludzie się rozeszli.Szybko się schylił i zaczął zbierać swoje rysunki.
Yuu uniósł lekko brwi, widząc rysunki, które wypadły z teczki pierwszaka. Podniósł jeden z nich z podłogi i rzucił na niego okiem.
- Beztalencie. - Mruknął, po czym zmiął kartkę w dłoni i rzucił ją pod nogi chłopaka. Pstryknął jedynie palcami, co robił zawsze, gdy chciał, by reszta chłopaków poszła za nim. Nic już nie mówiąc odszedł z miejsca, po drodze jeszcze zdeptał kilka kartek leżących na podłodze.
- Bezczelny... -Mruknął Kouyou pod nosem patrząc na zdeptane przez tego idiotę rysunki. Starał tez się jakoś wyprostować tą, którą pogiął. Był tak zły, że przez jego blady puder przebijały się różowe akcenty. Kartki włożył znowu do teczki i poszedł do sali, w której miał mieć pierwsze spotkanie z wychowawcą.
 Shiroyama wraz z chłopakami udali się prosto do odpowiedniej sali. Oczywiście, miejsca które oni zawsze zajmowali były wolne. W końcu nikt nie odważyłby się ich zająć. Bycie bogatym dzieciakiem jednak miało swoje plusy
 Natomiast Kouyou wszedł do klasy, która mieściła się na piętrze i przeprosił za spóźnienie. Całe szczęście wychowawczyni była młoda i wydawała się bardzo miła. Klasa składała się z prawie samych dziewczyn. No Uru jako dość nieśmiała osoba na razie do nikogo się nie odzywał. Potem jak to pierwsze klasy było zwiedzanie szkoły. Pani pokazywała gdzie co jest. Wtedy się zorientował jak mała jest szkoła. Całe spotkanie trwało około dziesięciu minut... no góra piętnaście.
 Kiedy ich wychowawca skończył swój wywód, Yuu wraz z resztą chłopaków wyszedł z klasy, kierując się w stronę drzwi wyjściowych,jak zresztą większość uczniów.

 Następny dzień zaczął się dla Uru od nie przyjemnej pobudki. Spadł z łóżka niestety. Wstał z ziemi i ubrał na siebie czarną koszulkę z Nirvany, i czerwone rurki. Zrobił sobie delikatny makijaż.
Poszedł na autobus, który jechał wcześniej przez co też był wcześniej w szkole.
W samej szkole nie miał co robić tak do końca wiec poszedł do bufetu. Tam usiadł na pierwszej lepszej ławce przy drewnianym stole.
 Jak zawsze rano, Yuu i reszta F4 skierowali się do bufetu. Widząc jednak kto siedzi przy ich stoliku, westchnął cierpiętniczo, wznosząc wzrok ku niebu, jakby chciał zapytać 'za jakie grzechy?' Pstryknął palcami, po czym cała czwórka skierowała się do stolika.
- To miejsce jest zajęte. - Shiroyama oparł się o stolik, wbijając wzrok w chłopaka. Yoshi i Shinji uśmiechnęli się do siebie. To nie był pierwszy raz, kiedy Yuu upatrzył sobie swojego kozła ofiarnego. Uruha właśnie coś sobie rysował. Był to rysunek przedstawiający jakąś postać. Ale wyglądało to bardziej jak czarno białe zdjęcie niż rysunek. Kiedy usłyszał głos Yuu podniósł leniwie wzrok.
- Nie no... Serio? -Uniósł brwi i uśmiechnął się kpiąco. - Chyba ktoś zapomniał, że już w przedszkolu nie jesteśmy. A zajmowanie miejsc było właśnie wtedy bardzo modne. -Mówił to z wyraźnym sarkazmem w głosie. Yoshi zagwizdał na te słowa, uśmiechając się pod nosem, a Shinji z westchnieniem dał mu plik pieniędzy. Pewnie znowu założyli się o coś, co miało związek z tym chłopakiem. Yuu wyprostował się, Zabrał Mu rysunek i razem z teczką oraz wszystkimi rzeczami jakie były na stoliku, zrzucił je na ziemię. Jedną kartkę, na której właśnie chłopak rysował, podarł na pół i rzucił w Niego, zaraz po tym szarpnął Go mocno za ramię, wyrzucając dosłownie z miejsca, w wyniku czego chłopak upadł na ziemię. A Yuu z resztą F4 usiedli przy stoliku.
 Kiedy Uruha wylądował na podłodze spojrzał na niego na prawdę znienawidzonym wzrokiem. Po zbierał to co on rozrzucił i spojrzał teraz na podarty rysunek.
- Sukinsyn...-Warknal pod nosem i wstał biorąc swoją torbę. Swoją drogą kostkę.
Czarnowłosy oprowadził Chłopaka wzrokiem, nerwowo stukając palcami w stół. Z jednej strony ten typ niesamowicie go irytował, a z drugiej żałował, że tak potraktował tego chłopaka.
- Shinji... Dowiedz się o nim jak najwięcej. - Mruknął, patrząc na zamykające się za nim drzwi. Shinji od razu wstał od stolika i zgodnie z poleceniem Yuu miał zająć się szukaniem informacji na temat tamtego chłopaka. Sam Shiroyama wyciągnął telefon, dzwoniąc do tylko sobie znanej osoby, poczym wyszedł ze szkoły.
 Kouyou pierwsze co zrobił to po prostu wyszedł z szkoły. Miał dużo czasu do rozpoczęcia lekcji, a nie chciał tam siedzieć. Spojrzał raz jeszcze na rysunek chłopaka. Przedstawiał jego zmarłego przyjaciela. Przygryzł dolną wargę czując, że się poryczy. Tyle pracy w to włożył, że teraz miał ochotę zrobić krzywdę temu debilowi. Nawet nie zauważył kiedy znalazł się na cmentarzu, na którym pochowano jego przyjaciela. Nie mógł tam siedzieć więc niemal od razu oddalił się od tego miejsca .Wiedział, że gdy przysiadzie przy jego grobie będzie płakał cały dzień. To nie jest dobry początek na integrację z klasą. Chociaż wiedział, że na pewno do nikogo się nie zbliży....jak do niego. Usiadł na niskim murku odgradzającym cmentarz od chodnika. Patrzył na podartą kartkę ze smutkiem i złością do czarnowłosego.
 W tym czasie Yuu stał przed szkołą, oparty o jedną z kolumn. Był widocznie zdenerwowany, choć sam do końca nie wiedział czym. W końcu niejednego traktował znacznie gorzej niż tamtego chłopaka i nie miał po tym najmniejszych wyrzutów sumienia.
 Kiedy Uruha poczuł, że pieką go oczy i czuł te cholerne łzy, wyciągnął chusteczkę i osuszył powieki tak by nie rozmazać makijażu. Schował rysunek do teczki, a potem teczkę do torby. Wrócił do szkoły. W końcu musiał. Kiedy zobaczył Yuu przed szkołą niemal od razu zasłonił twarz grzywką by nie patrzeć na tego chuja.
- Ej, Ty! - Yuu widząc, że chłopak wchodzi do szkoły, od razu wbił w Niego wzrok. - Czekaj. - Mruknął, podchodząc bliżej Niego. - Jak Ty właściwie się nazywasz, huh?
-A czemu Cię to interesuje? -Prychnął cicho. Przecież nie będzie mówił takiemu burakowi swojego imienia. Bo może w końcu wykorzystać to przeciwko niemu.
- Jeśli nie powiesz mi tego teraz, dowiem się za kilka minut od kogoś innego. - Wzruszył lekko ramionami, oczywiście niczego mu nie wyjaśniając. To nie byłoby w jego stylu.
- Jejku... Nazywam się Kouyou Takashima. Tak mi też niemiło Cię poznać. A teraz bywaj. Mości książę. -Skłonił się przesadnie. Oczywiście wszystko mówił sarkastycznie i wszedł do szkoły. Poszedł pod pracownie fotografii bo tam właśnie mieli swoje pierwsze lekcje czyli zawodowe. Nie brał niczego bo dobrze wiedział, że będzie to zwykle wprowadzenie.
  Yuu wywrócił oczami, przepuszczając go jednak przez drzwi już bez dłuższego zatrzymywania. Nie miał ochoty psuć sobie nerwów, wiec uznał, że poczeka aż mu przejdzie i wtedy wróci z tym, czego od Niego chciał... Jak tylko sobie przypomni co to było.
  Klasa Uru zaczęła się powoli schodzić. Każdy z kimś gadał, ale byli też tacy jak Uru, którzy jednym słowem byli sami.
 Podczas gdy dwójka chłopaków z F4 była na lekcjach, Yuu właśnie dowiadywał się różnych informacji na temat Kouyou, oczywiście z pomocą Shinji'ego.
 Po pierwszej lekcji, która składała się z słuchania zasad BHP na ciemni i w studiu Uruha z ulgą wyszedł na przerwę. Nie lubił takich lekcji. Wolał coś robić. Kouyou usiadł sobie pod oknem na ziemi. Myślał o zmarłym przyjacielu o rodzinie, która właściwie odkąd się dowiedziała, że go kobiety nie pociągają przestała go traktować jak członka. Założył słuchawki na uszy by trochę posłuchać muzyki. Może wtedy przestanie myśleć? Sam nie widział. Wyciągnął tez książkę, która zaczął czytać.
 Gdy Yuu tylko dowiedział się, że Kouyou przyjaźnił się z Hiroto, od razu pożałował tego, że od samego początku traktował chłopaka w taki, a nie inny sposób. Nie powinien tak traktować przyjaciół Hiroto... Westchnął, od razu idąc z powrotem do szkoły. Niedługo zajęło mu szukanie Kou. Spojrzał ukradkiem na okładkę książki, którą czytał i usiadł tuż obok niego, nie przeszkadzając jednak w lekturze.
Choć Uruha z początku starał się ignorować tego bufona, który postanowił tu przyjść, to po kilku minutach jego towarzystwo zaczynało go po prostu irytować. Spojrzał na niego zamykając książkę.
-Przyszedłeś tu w jakimś konkretnym celu czy ten kawałek podłogi tez należy do Ciebie? -Spytał nie ukrywając irytacji w głosie. Yuu natomiast westchnął głośno, wywracając oczami. Jaki on był irytujący... Nie rozumiał, jak Hiroto mógł przyjaźnić się z kimś takim.
- Stephen King? - Uniósł lekko brwi, wskazując głową na książkę, którą Kouyou trzymał w rękach. - Nie masz najgorszego gustu... Prawdopodobnie. Chociaż osobiście wolę Dean'a Koontz'a. - Mruknął, jakoś nie czując potrzeby odpowiadania na Jego pytanie.Kouyou spojrzał na niego nie wiedząc czy być zaskoczony czy się po prostu śmiać. Ale jak zwykle to robił ubrał na twarz "maske".
-Hm... Ja właściwie nie czytałem książek Dean'a Koontz'a. I pewnie na razie nie przeczytam bo wyznaczyłem sobie jakby "zadanie" żeby przeczytać wszystko od Kinga. -Mruknął tylko. Jednak mówiąc to patrzył na okładkę. Właściwie nie było to jego zadanie tylko jeszcze przed śmiercią Hiroto założył się z nim właśnie o to.
- Mam wszystkie jego książki. W razie czego mogę Ci coś podrzucić. Hm... Dużo zostało Ci do przeczytania? - Starszy uniósł lekko brwi, sam z uporem maniaka patrząc na okładkę owej książki.
- Jak tylko skończę z Kingiem dam Ci znać. Umh... tak. Bo jak myślę, że skończyłem to się dowiaduje, że jest jeszcze jakaś książeczka, o której było ciszej...albo, że wyszło coś nowego. -Westchnął cicho teraz przyciskajac książkę do klatki piersiowej. Nie spojrzał na niego ani razu
- A... Czemu unikasz mojego wzroku? - Yuu, wbił w Niego swój wzrok. Fakt faktem, chłopak miał prawo być do niego wrogo nastawiony, ale Shiroyama w praktyce nie był wcale aż takim cholernym sukinsynem. Po prostu od zawsze nosił maskę, którą jak dotąd tylko jedna osoba potrafiła zdjąć... Szkoda że już więcej nie będzie miał sposobności tego zrobić.
- A czemu mam się na Ciebie gapić? - Kouyou nie patrzył na niego bo wiedział, że często oczy potrafią zdradzić więcej niż on by tego chciał. I możliwe dlatego, że bał się trochę starszego. Tylko prawdę mówiąc... Kogo on się nie bał?
Naciągnął rękawy tak by zasłonić całe swoje ręce, na których były widoczne siniaki.
- Hm... Leci na mnie każda pojedyncza osoba z tej szkoły, jestem bogaty i przystojny, w dodatku inteligentny, chociaż lubię udawać głupiego, jedyne czego mi tak naprawdę brakuje to skromność. Każdy jeden chciałby usłyszeć choć jedno słowo z moich ust skierowane do niego, chyba umarliby ze szczęścia będąc na Twoim miejscu, a Ty nie zaszczycisz mnie nawet swoim spojrzeniem? - Uniósł brwi, gdy już skończył swój wywód, uparcie patrząc na twarz chłopaka.
-Ja nie jestem wszyscy. Nie podniecam się Tobą i za Tobą nie będę latać. Proste. Nie lubię robić tego co robi reszta. Dla nich może i jesteś obiektem westchnień, a dla mnie jesteś zwykłym chłopakiem. - Dopiero teraz Uru odwarzył się niego spojrzeć, ale tylko na chwilę bo znowu odwrócił wzrok.
- Nikt nie każe Ci za mną latać. Dobre wychowanie jednak wymaga tego, żeby chociaż zaszczycić swojego rozmówcę spojrzeniem, nie sądzisz? - Westchnął cicho, czując że chyba jednak dogadanie się z tym całym Kouyou nie będzie w żaden sposób możliwe.
-Oczy czasem wyrażają zbyt wiele uczuć bądź emocji. Gdy ktoś potrafi je odczytać masz przerąbane. -Znowu spojrzał na niego. Tym razem na dłużej i nie opuszczał wzroku. - Życie mnie nauczyło by nie zawsze wszystkim pokazywać co w Tobie siedzi. O ile wiesz o co mu chodzi. Ale jeśli moje spuszczanie wzroku Cię denerwuje to przepraszam. -Zagryzl dolna wargę.
- Boisz się...?-Yuu bardziej stwierdził niż zapytał, nie spuszczając z Niego swojego wzroku nawet na krótki moment.
- Umh... Możliwe...-Odpowiedział dość nie pewnie. Wolał by on nie wiedział wszystkiego. Co to to nie. Nie miał zamiaru teraz się zwierzac ze swoich problemów. Bądź wewnętrznych obaw. Zacisnął dłonie na książce.
- Pewne. - Skwitował krótko, zwilżając językiem swoje wargi. Kogo jak kogo, ale Yuu nie dało się tak łatwo oszukać.
- Może i się boje. Mam swoje powody. Tyle. Taką odpowiedź Cię satysfakcjonuje? -Spytał młodszy teraz patrząc mu prosto w oczy. Na jego szczęście zadzwonił dzwonek na lekcje I klasa powoli wchodziła znowu do pracowni foto. - Wybacz... -Wstał i poszedł. Yuu westchnął głośno, wstając z miejsca i sam skierował się do odpowiedniej sali.
 Kolejne trzy godziny też miał w pracowni foto, z której teraz nie wychodził bo mogli tam na przerwy zostawać. Znów Yuu na każdej kolejnej przerwie siedział na korytarzu wraz z resztą F4,a wokół niech pełno było zarówno adoratorek, jak i adoratorów. 
 Niestety Uruha po tej czwartej i ostatniej miał już matematykę. Przez nią musiał wyjść normalnie na korytarz. Wybrał się na ostatnie piętro i usiadł w ciemnym kącie bocznego korytarza. Ktoś wyłączył w tej części światło wiec nic nie było widać. Założył na uszy słuchawki
 Kiedy Kouyou wyszedł w końcu z sali, czarnowłosy odprowadził go jedynie wzrokiem, jednak nie podchodząc do Niego. Nie chciał przeszkadzać, a tym bardziej się narzucać.

 Kou spokojnie sobie słuchał muzyki. Kiedy w końcu ktoś uznał, że warto włączyć światło, wyciągnął książkę i czytał sobie dalej. Jak na pierwszy dzień szkoły to nadal z nikim z klasy się nie zintegrował, ale trudno. Kou był typem samotnika. Dlatego miał jednego przyjaciela. Właśnie miał....a bardzo by chciał mieć go nadAl. Gdyby cofnąć czas... Wciąż uważał, że cały wypadek to była jego wina. Znowu poczuł narastajaca złość w sercu i pieczenie skóry bo jak się zorientował znowu wbił sobie paznokcie do dłoni.
Yuu zmrużył lekko oczy, widząc, że chłopak wbija paznokcie w swoją dłoń. Jakoś tak... Ciężko było mu przestać obserwować Kouyou. Zastanawiało go też, nad czym chłopak może myśleć. 

 Po chwili Shima zauważył, że rana no...jest dość głęboka wstał, niemal rzucił książka w plecak, który został pod salą i poszedł do łazienki. Tam zaczął zmywać krew z grzbietu swojej dłoni. Miał szczęście, że nikogo w łazience nie było.
 Yuu uznał, że warto mu to szczęście odebrać i poszedł za Nim, bez słowa biorąc dłoń chłopaka w swoją i pomógł mu delikatnie zmyć krew, po czym nakleił na ranę dość spory plaster. Kiedy to zrobił Uru spojrzał na niego zaskoczony.
- Um... Dzięki. Ale nie trzeba było. -Odsunął swoją dłoń od niego i schował ją za plecy. Sam się odsunął od czarnowłosego. Trochę spuścił wzrok czując jak mu ta dłoń cały czas drży.
- Owszem, trzeba było. - Westchnął, spoglądając gdzieś w bok. - Noś ze sobą długopis. Pstrykanie tym badziewiem czasami pomaga.
- Nie. Nie trzeba było. -Powiedział młodszy z dużym naciskiem. Spojrzał na niego.- Nie mam pojęcia w czym mogło by mi pomóc oprócz w wkurzaniu nauczycieli. -Uśmiechnął się delikatnie.
- Chyba lepiej wbijać palce w długopis niż rozwalać sobie ręce. - Wzruszył lekko ramionami.
- To przez przypadek. Czasem mi się zdarza. Będę musiał obciąć moje pazurki. -Oparł się o ścianę i spojrzał gdzieś przez okno. Było wysoko bo to drugie piętro. Delikatnie przygryzł dolną wargę. Czasem chciałby mieć taką amnezje i zapomnieć.
- Wątpię by Hiroto chciał, by czasem Ci się zdarzało. Zawsze się o wszystkich martwił... - Szepnął, sam wbijając wzrok w okno. Gdy wypowiedział imię jego przyjaciela Kou niemal od razu zwrócił swoją głowę w jego stronę.
- Skąd znasz Hiroto...? -Był na prawdę zaskoczony.
- Chyba nie sądziłeś, że jesteś jedynym, który go zna? - Mruknął, unosząc lekko brwi. - To byłoby egoistyczne. Aż do Ciebie nie pasuje.
-Nie... Wiem, że on miał wielu znajomych I przyjaciół. Ale nie wiedziałem, że Ciebie znał. -Przysiadł na parapecie znowu na niego nie patrząc. Zaczął wyłamywać sobie palce.
- Nie rób tego. - Westchnął, patrząc na Jego dłonie. - Też na początku nie przypuszczałem, że mógł Cię znać. A co dopiero, że się z Tobą przyjaźnił...
- No widzisz. Nawet tacy jak ja mogą mieć przyjaciół. Bądź mogli. -Zacisnął pięść wbijając sobie paznokcie do wewnętrznej części dłoni.
- A czy ja chociażby zasugerowałem, że nie mógłbyś mieć przyjaciół? - Pokręcił głową z głośnym westchnieniem. - Jesteś po prostu zupełnie inny od wszystkich znajomych Hiroto. Dlatego mnie to zaskoczyło.
- Nie. Ale gdybyś zasugerował to chyba miałbyś racje. Już nie mam przyjaciół pewnie mieć nie będę. -Wzruszył ramionami i schował dłonie do kieszeni spodni.- A to czemu inny?
Yuu westchnął, opierając się plecami o jedną z umywalek i wbił wzrok w idealnie biały sufit.
- Hiroto na ogół nie potrafił dobierać sobie przyjaciół. Prawie nigdy nie trafił na dobrego człowieka. - Przeniósł wzrok na Kouyou i zmierzył go od góry do dołu. - Nie pasujesz do schematu.
Słysząc te słowa wbił sobie paznokcie w udo. Nie on nie był dobry. Na pewno nie.
- Możliwe, że bardziej pasuje do tego schematu niż ktokolwiek. -Właśnie zadzwonił dzwonek. Nie czekając, aż Yuu przetrawi te słowa poszedł sobie do klasy. Czarnowłosy odprowadził Go jedynie wzrokiem, nie próbując zatrzymywać. Nie było mocy, która sprawiłaby, że Yuu mógł uwierzyć w Jego słowa. Po chwili z westchnieniem skierował się do klasy.
 Matematyka jak zwykle była nudna.Kouyou nigdy nie lubił tego przedmiotu. Ale całe szczęście była to ostatnia lekcja. Po dzwonku poszedł do szatni skąd wziął swoją skórzaną kurtkę
 Dla Yuu lekcje też się całe szczęście już skończyły. Mógł spokojnie pójść do szatni po rzeczy, a potem wpakować swój tyłek do limuzyny.
 Uruha w tym czasie siedział na przystanku czekając na autobus. Wiał niezbyt mocny wiatr, który co jakiś czas targach jego włosami na prawo i lewo. Do tego czuł, że zaraz umrze z głodu bo nic od rana nie jadł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz