wtorek, 10 lutego 2015

Childhood's end 7 (Aoiha)

Lecę z tą Aoihą jak burza na złość tym co we mnie nie wierzą. Hahahhahahahahhahhahahahahahahahahahaah.

  Kouyou w ogóle nie słuchał nauczyciela tylko zastanawiał się co powinien zrobić. Szczerze... Na imprezę u Rukiego wolałby nie iść, ale wiedzial , że Akira zostanie na nią osobiście przyprowadzony na nią przez organizatora. Tylko ze względu na fakt, ze kumpli nie zostawia się na pożarcie Takanoriemu, wolał dotrzymać towarzystwa koledze.
  Gdy tak dłużej o tym myślał to doszedł do wniosku, że właściwie mógłby przyjść z Yuu na tą domówke. W końcu czarnowłosy bardzo lubił tego typu imprezy, a sam Ruki nie zabraniał przeprowadzania kumpli. Można by to bardzo ciekawie wykorzystać. Będzie wilk syty i owca cała. Kou będzie mógł spędzić z nimi wszystkimi czas...no może oprócz z Rukim. Do jego towarzystwa jest zmuszany przez los, s jego kultura osobista wiele razy powstrzymywała blondyna od powiedzenia czegoś przykrego Rukiemu. On miał coś takiego w sobie co potrafiło bardzo, ale to bardzo irytować.
  Wyszedł z sali zadowolony z siebie kiedy tylko zadzwonił dzwonek. Jednak zanim zdążył się zorientować, ktoś pociągnął go za rękę. Takim właśnie sposobem wpadł na Yuu.
-Cześć Uruha. Dzisiaj jakoś nie miałem okazji się z Tobą przywitać więc robię to teraz.-Błysnął swoimi białymi ząbkami.
-No cześć Yuu. Umh... Jakoś tak wyszło, że no...-Tutaj się zaciął bo nie wiedział co powiedzieć. To są właśnie te jego małe braki w komunikacji z stworzeniami rasy ludzkiej. Mimo, że znał na wylot częste zachowania ludzi z zwykłych obserwacji, często brakowało mu słów jakie mógłby powiedzieć. Już dawno nauczył się, że większość nie lubi słuchać tego co myślisz, tylko po prostu to co chcą usłyszeć. Yuu był właśnie taką osobą i bardzo ciężko znosił jakąkolwiek krytykę. Mimo to... Kou polubił go i jego towarzystwo.
-No no. Rozumiem. Nie tłumacz się. W końcu nie jestem Twoją matką.-Zaśmiał się.
-Tak. To wiem. Mmmm.... Yuu mieliśmy się dzisiaj spotkać, prawda?-Zaczął trochę nie pewnie Kouyou.
-Prawda...-Przytaknął czarnowłosy, ale po chwili zmarszczył brwi.- A co? Nie możesz?
-No mogę... Ale właśnie dzisiaj Ruki, wiesz który to?-Yuu znowu przytaknął.- No...no więc on zaprosił mnie dzisiaj na domówkę do siebie...na osiemnastą...i...i będzie tam też Akira...znając Rukiego on siłą go do siebie zaciągnie jeszcze o siedemnastej...więc Akira nie chce być tam sam i prosił mnie, żebym przyszedł...i...
-To idź. Zawsze możemy się kiedy indziej spotkać.-Mruknął niby obojętnie Shiroyama, ale po jego twarzy było widać, że ma typowego focha.
-Ale właśnie Ci tłumaczę...-Westchnął ciężko blondyn bo wszystko to mówił na jednym wdechu.- Chodzi o to...że wolałbym mieć przysłowiowo "dwie pieczenie na jednym ogniu". Więc pomyślałem, że może Ty pójdziesz na tą domówkę ze mną?-Po ostatnich słowach Kou zrobił minę mówiącą "zgódź się błagam".
-Hmmm...-Panu Shiroyamie chyba się spodobał pomysł i foch przeszedł bo uśmiechnął się.- Szczerze...to chyba mogę. Lubię takie domówki w ciekawym towarzystwie.
-Czyli się zgadzasz?
-No oczywiście. To podjadę pod Ciebie i razem pojedziemy do Rukiego. Będę o siedemnastej trzydzieści. A teraz wybacz...-Pocałował Uruhe w policzek i odszedł do swoich kumpli. No Kou się trochę zmieszał, ale jakimś cudem powstrzymał pojawienia się wypieków na twarzy.
  W szkole jak o w szkole nic tylko nauka. Jeszcze gdyby nauczyciele swoją postawą zachęcali do nauki byłoby dużo lepiej. Jednak większość z nich chyba nawet nie interesowała się przedmiotem, którego nauczali.Lekcja WOS'u, która swoją drogą była ostatnią dzisiejszego dnia ciągnęła się niemiłosiernie. Nauczyciel, który jej uczył wyglądał jakby miał ze sto lat i na dodatek mówił tak monotonnym i nudnym głosem, że głowa sama zsuwała się na blat ławki. Byli tacy ambitni uczniowie, którzy chłonęli każde jego słowo jak gąbka i zapisywali je w zeszycie, ale nawet Kouyou nie należał do tych uczniów. Teraz smacznie spał opierając głowę na rękach.
  Kiedy zadzwonił dzwonek, trzy czwarte klasy (w tym nauczyciel, który wyglądał jakby miał zejść na zawał) podskoczyła jakby wybuchła obok szkoły bomba. Jedyne co pozostało to spakować książki do plecaków (bądź wytrzeć te książki z śliny) i wyjść z klasy. Kou był tak zaspany, że nie zwracał uwagi na nikogo. Poszedł prosto do szatni, gdzie ubrał kurtkę i wyszedł ze szkoły. 
Po jakiś dwudziestu minutach chodu skazańca, był już w domu.
  Będąc na miejscu wziął się do przygotowania na domówkę Rukiego. Bądź co bądź wolał nie wyglądać jak jakiś niechluj czy coś. W końcu wiele osób zwraca bardzo dużą uwagę na ubiór. Tak więc kiedy tylko dostał oficjalne pozwolenie od matki na pójście do Ruksa, zaczął wybierać ciuchy, które mógłby założyć. W końcu jego wybór padł na zwykłe czarne poobdzierane rurki i dość szeroką bokserkę* z czaszką. Ubrał to na siebie i zrobił sobie no delikatny makijaż. Właściwie był już gotowy na tą siedemnastą trzydzieści i teraz czekał pod blokiem na Yuu.
  Czekał tak i czekał...a czarnowłosego nigdzie nie było widać. Jego żołądek robił jakieś dziwne wygibasy....chyba ze stresu. Była już równa osiemnasta. Kouyou uznał, że nie może dłużej czekać więc poszedł na piechotę myśląc co mógłby teraz robić Yuu. Szczerze czuł teraz taki ogromny zawód. Już dawno nie doświadczył takiego właśnie czucia. Zdążył polubić Yuu nawet bardzo i teraz czuł się...jak to się mówi? Wystawiony do wiatru. Właśnie tak. Delikatne ukłucie zawodu przeszyło jego gardło. Szedł przed siebie i właściwie zanim był na miejscu zdążył porządnie zmarznąć. Kiedy zadzwonił do drzwi ku jego zdziwieniu otworzył mu Akira.
-Cześć. Już się bałem, że nie przyjdziesz. -Uśmiechnął się szeroko na jego widok. Wpuścił Kouyou do wielkiego domu Rukiego, a blondyn ściągnął z sibie kurtkę.
-Cześć cześć... No wiesz... Przyszedłem tu tylko ze względu na Ciebie. W ogóle dużo jest osób? -Spytał kiedy weszli głębiej do domu.
-Och... W cholerę. Chyba cała szkoła szkoła się tu zwaliła. Ale jakoś rozłożyli się na te trzy piętra willi pana Rukiego.- Oboje się zaśmiali. Akira poprowadził Kou do kuchni gdzie był całkiem dobrze prezentujący się barek.-Może drinka?-Spytał.
-Ano....możesz mi zrobić. Mojito.  Jeśli potrafisz.
-Oczywiście, że potrafię.-Niemal krzyknął Aki.-Zraz zrobię. A zobaczysz taki w chuj dobry będzie, że Ci stanie.- Na to stwierdzenie Kouyou niemal zgiął się w pół ze śmiechu.- No co?
-Nic...nic...-Blondyn otarł łzy jakie mu poleciały od tego śmiechu i starał się teraz zachować powagę.- Rób tego drinka.
-Już już. Aż tak Ci się śpieszy, żeby Ci stanął?-Chłopak wyciągnął to co tam trzeba i zabrał się za robienie drinka.
-No oczywiście. Tylko o tym marzę.-Kou nie szczędził sarkazmów.
-To jak Ci stanie to zaproś mnie do siebie.-Zaśmiał się "barman".
-Jak odpowiednio mnie upijesz to mooże.-Kouyou puścił mu oczko i oboje zaczęli się śmiać.
-Szkoła Rukiego, co?
-No oczywiście. Tak w ogóle to gdzie właśnie jest Ruki?
-Nie mam różowego pojęcia. Był tu jeszcze nie dawno, ale przyszedł Yuu ze swoją paczką. Przywitali się i zniknął. Ja nie mam zamiaru go szukać więc...m to właściwie jest na rękę.-Uśmiechnął się pan Suzuki. Szczerze nawet nie zauważył, że twarz Uru lekko pobladła. ~A to...cholera jedna...~ pomyślał Kou i ledwo się powstrzymał by powiedzieć to na głos. Oczywiście myślał o Yuu. Teraz to w ogóle nie miał pojęcia co myśleć o tym wszystkim.
Podczas całej tej imprezy bawił się z Akirą. W końcu pojawił się gospodarz lekko czerwony na twarzy więc wiadomo było co właśnie robił. Oczywiście z kim też bo zaraz za nim na horyzoncie pojawił się znowu użyję tego sformułowania Pan Pieprzony Kutas. Yuu zwracał częściową uwagę na Kouyou. Chociaż mógłby jej w ogóle nie zwracać. W końcu już nieźle napity usiadł obok niego, kiedy tylko Akira uznał, że idzie rzygać, a siedział tak blisko, że Kou myślał, że zaraz zostanie zgnieciony.
-A ty cco taki niee w sosiee? -Spytał trochę przedłużając końcówki zdań.
-Chomik mi umarł.-Odpowiedział wymijająco.
-Choormikk? A co to ten chormik? To jakiś rodzaj karaluchów czy innychh roobali?
-Nie! Mówiłem chomik idioto. C.H.O.M.I.K.-Powiedział głośno do tego robiąc się czerwony na twarzy. Całe szczęście było ciemno. Chociaż byłoby jeszcze lepiej gdyby Ruki się nie wpieprzył w rozmowę. Kouyou dobrze wiedział jak to się może skończyć. Każdy wie, że robale równają się ze starocią...brudem...biedą, a ludzie są brutalni i okrutni.
-A czemu Kouyou miałby mieć karaluchy i robale?-Spytał Ruki. Na twarzy Uru malowało się przerażenie.
-No bo jeśli...
-Zamknij się.-Syknął przerywając tym potok słów z ust Yuu.
-Czemu ma się zamknąć? Chcę wiedzieć.- Jęknął Ruki pretensjonalnym tonem głosu.
-Uruha... Ty się zamknij i daj dokończyć. Więc na czym to ja...aaaa....No bo jeśli mieszka się...
-Kurwa mać powiedziałem coś!-Uru podniósł głos do krzyku. Nawet nie zauważył, że Akira nad nimi sterczy i przygląda się ciekawsko.
-Nie unoś głosu, kurwo. -Powiedział Yuu.- Chociaż...mmm...mógłbyś mi coś dać za milczenie.-To drugie powiedział ciszej, że tylko Uru słyszał. Reszta nawet się przysunęła, ale głośna muzyka i tak ich zagłuszała.
-Co chcesz?-Syknął cicho Kou.
-No jak to czego...? Ciebie. -Szepnął i nagle pocałował Uru. Był to dość wulgarny i brutalny pocałunek. Co najgorsze ktoś zrobił im zdjęcie.-Choć na górę...-Wstał i pociągnął za sobą Kou. Nikt jakoś specjalnie nie zareagował bo właściwie to właśnie Kouyou na razie był całkiem trzeźwy. Oboje weszli do jednej z sypialni. Yuu zamknął drzwi na klucz i perfidnie włączył światło.-Teraz bądź grzeczny i rozbieraj się.-Yuu usiadł sobie na łóżku patrząc prosto na chłopaka. Mógł myśleć o nim co tylko chce, ale nigdy mu do tego łba nie wpadło, że Kouyou może robić to pierwszy raz. 
Uruha się go posłuchał bo domyślał się, że Yuu...może być brutalny i go pobić. Tego wolałby uniknąć bo mama by go wtedy wypytywała co się stało. Zaczął się rozbierać. Powoli jakby przerażony tym co właśnie ma nastąpić.Westchnął cicho ściągając z siebie najpierw bokserkę*, potem spodnie (nie zapominając o skarpetkach) i po chwili wahania bokserki. Wtedy czarnowłosy pociągnął go do siebie, tak że Uru usiadł mu na kolanach i znów go pocałował. Nawet się nie zorientował, a chłopak obrócił goi położył na plecach.
-Bądź grzeczny, a będę delikatny.-Uśmiechnął się. Nie miał co prawda ochoty bawić się w jakieś lody czy gry wstępne, chciał go po prostu przelecieć. Jedyne na co sobie pozwolił to na zwykłe i krótkie rozciągnięcie młodszego. Wyciągnął z szafki przy łóżku lubrykant (jakie szczęście, że trafili do sypialni Rukiego, a on miał tego w cholerę) i wylał go na dłoń. Potem wsunął w chłopaka najpierw jeden palec, a później gdy się już przyzwyczaił drugi. 
  Uruha mimo iż czuł silny dyskomfort w dolnych partiach ciała, zarumienił się lekko z podniecenia. Gdy Yuu zaczął lekko poruszać swoimi palcami nie mógł niczego innego czuć. Szczerze spodziewał się bólu, ale pomyślał, że dwa palce to żaden ból. Musi być coś większego. 
À propos tego czegoś większego to jak tak spojrzeć na spodnie Yuu to widać, że znacznie brakuje tam miejsca, więc gdy oba palce zniknęły z wnętrza Kou, czarnowłosy się rozebrał. Zrobił to zadziwiająco szybko jak na kogoś kto jest pijany. Kiedy tylko był już całkiem nagi rozłożył nogi Uruhy tak mocno, że niemal szpagat zrobił i klęknął między jego udami, które (jak zauważył) były cholernie zgrabne. Położył dłonie na biodrach chłopaka, uniósł je troszeczkę nad materac i wsunął się w niego jednym płynnym ruchem.
-O fuck..... Ale Ty jesteś ciasny. -Sapnął cicho, zaczynając się poruszać powoli.
-Zamknij się i zajmij się tym co robisz.-Mruknął Uruha jednocześnie powstrzymując jęk.
  Z czasem Yuu zaczął przyspieszacz, starając się też znaleźć ten czuły punkt w ciele Kouyou. Nie był potworem więc chciał by i on miał z tego jakąś przyjemność. Chociaż sądząc po jękach chłopaka, miał ją i to nie małą. To motywowało Yuu do wzmocnienia siły swoich pchnięć przez co wreszcie trafił na prostatę młodszego. Teraz gdy cały czas uderzał coraz to mocniej właśnie w ten punkt jęki Kouyou robiły się coraz to głośniejsze.
W pewnym momencie całkiem przestał panować nad swoimi ruchami. Właściwie nie tylko on bo i Kou cały czas się wił pod nim. Jego ruchy stały się bardziej chaotyczne i szczerze czuł, że dłużej już nie wytrzyma. 
  Pierwszy doszedł Uruha brudząc swoim nasieniem brzuch czarnowłosego. Ten czując wianuszek mięśni zaciskający się na jego penisie, stęknął głośno i zrobił jeszcze kilka ruchów po czym doszedł w jego wnętrzu. Teraz po prostu opadł z sił prosto na blondyna. Oboje dyszeli jakby przebiegli cały maraton. 
Przez to Kouyou miał mętlik w głowie. Nie wiedział co miał myśleć o Yuu...o tym co właśnie zrobili. Mógł tylko tak dyszeć, przytulając się do czarnowłosego. Naprawdę nie wiedział czemu się do niego tak tuli, ale coś w środku kazało mu to robić bo inaczej zaraz się poryczy. Poczuł tylko jak czarnowłosy wysuwa się z niego. 
Shiroyama sięgnął po chusteczki (różowe perfumowane-W końcu od Rukiego) i wytarł uda młodszego, a także inne plamy na pościeli. Wolał jednak by Ruki...a nawet teraz on sam nie spał w pościeli uwalonej spermą. To dość niesmaczne jednak. Po tej czynności położył się obok Kouyou. Przykrył ich kołdrą i po prostu zasnął. 
  Uruha jeszcze trochę myślał o Yuu, o tym jak został właśnie potraktowany, czy starszy będzie to w ogóle pamiętał, czy powinien mu jakoś to wybacz (w końcu jest nawalony jak meserszmit), ale takie myślenie również męczy bo po piętnastu minutach...chyba stracił przytomność bo momentu zamknięcia powiek nie pamiętał.

                                                                ***
  W tym czasie piętro niżej Akira trochę wytrzeźwiał i wręcz wychodził z siebie bo Kouyou gdzieś zniknął. Więc dopadł Rukiego i przyszpilił go do ściany.
-Ooo...Czyżby pan Suzuki miał ochotę? -Taka uniósł wysoko brwi.
-Mam. Bynajmniej nie na Ciebie.-Warknął bo był poddenerwowany, a ton głosu niższego go jeszcze bardziej irytował.- Wiesz może gdzie Uruha?
-Aaaa...Więc to na niego masz ochotę.-Tu chłopak się bezczelnie zaśmiał.-Nie martw się. Gdzieś tam sobie jest z Yuu i daje mu dupy.
-Co?-Akira był zdziwiony. Kouyou na bank by ot tak nie poszedł z kimś do łóżka z kim nawet nie jest. Chociaż o iledobrze pamiętał to z Yuu się kłócili.-Daj spokój Ruki. Przecież on i Yuu się pokłócili. Darli się, aż cały salon trzeszczał.
-Może tylko tak dla zmyłki, co? Bo potem szeptali coś do siebie i nagle zniknęli na górze. Chyba w moim pokoju są bo nie umiem się tam dostać.-Teraz się nadąsał. Bo w końcu JAK TAK MOŻNA?!
-Pójdę sprawdzić czy mu krzywdy nie zrobił.-Szmaciak puścił niższego i poszedł na górę. Jak na złość ta głupia mała przylepa szła za nim.- Nie możesz męczyć kogoś innego?
-Nie. Bo lubię męczyć Ciebie. -Wyszczerzył swoje ząbki w uśmiechu. Akira pokręcił tylko głową. 
  Dotarli pod drzwi sypialni pana Takanoriego "przylepy" Matsumoto. Aki najpierw sprawdził przez dziurkę od klucza, ale ten piekielny klucz wszystko zasłaniał. Nagle Ruki pociągnął go za rękę.
-Tępaku...ja mam tutaj to plastikowe wejście dla kotka. -Pokazał na dziurę w drzwiach, która była u dołu, zakryta plastikowym czymś.~ No super. W jego domu chyba wszyscy zboczeni. Żeby takie coś mieć w drzwiach sypialni, w której spał z setkami jak nie tysiącami~ pomyślał Akira i zniżył się do parteru. Uchylił to plastikowe coś i spojrzał.
-Fuck...-Mruknął pod nosem bo wszędzie było pełno ubrań. Rozpoznał wśród nich bokserkę* Kouyou, a obok....jeansy Yuu.~ No super ekstra zajekurwabiście...~ myślał dalej. Podniósł się z ziemi i spojrzał na Rukiego, który uśmiechał się triumfalnie.
_______________________________________________________________________

Ha. Pewnie nikt się nie spodziewał takiego obrotu sprawy, prawda? Ale mam nadzieję, że się podoba. W końcu jakiś sex musi być.XD

*jakby ktoś nie wiedział bokserka to po prostu bezrękawnik. Ten taki damski (chociaż męski też chyba jest) sportowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz