Witam! Mam dla was kolejną część opowiadania. Muszę przyspieszyć z tempem pisania bo już mi jedna osoba wspomniała, że zajmie mi to od 30-50 lat. To mnie bardzo zmotywowało do pisania. Więc...jedziemy z tym koksem. XD
Czekał tak z piętnaście minut, aż zobaczył między kurtkami znajomą sylwetkę Yuu. Czarnowłosy podszedł do Kou trochę się rozglądając się, pewnie za tym czy nie ma gdzieś jego kumpli.
Właściwie to blondyn zaglebił się dość mocno w swoich myślach. Czuł ogarniający go strach, który ściskał w środku jego żołądek, jelita i możliwe, że też wątrobę. Nienawidził takiego uczucia. Nienawidził nie pewności. Gdy tylko Yuu stanął naprzeciw niemu, spojrzał w te jego ciemne oczy. Starał się odczytać coś z jego twarzy. Shiro był trochę jak nie domknięta księga. Wiele uczuć i emocji starał się chować, ale nie robił tego zbyt dobrze więc Kou i tak wiele widział.
-Cześć. Długo czekasz? -Zaczął Yuu na powitanie. Co dziwniejsze znowu pocałował blondyna w policzek.
-Szczerze nie wiem. Nie mam zegarka przy sobie. A tak z ciekawości spytam.... Ty to ze wszystkimi tak się witasz z kumplami?
-Tak...czyli jak?
-No wiesz...takie urocze buziaczki?-Kouyou uśmiechnął się kpiąco.
-No coś Ty. Pewnie bym po mordzie dostał, a kiedy by do mnie dotarło co zrobiłem to bym zwymiotował.
-Ahhhh czyli właściwie mogę Ci przywalić?
-Ty? Nie. Z koleżankami zawsze się tak witam.- Yuu z trudnem powstrzymał napad śmiechu kiedy zobaczył minę młodszego.
-Dobra zamknij się. Lepiej mi powiedz gdzie chcesz mnie zabrać?-Chłopak przeszył go badawczym spojrzeniem.
-Tak najchętniej to do siebie. Szczerze w okolicy nie ma ciekawszych miejsc od mojego domu.
-Już sobie nie schlebiaj pyszałku.-Kouyou nie zaprzestał z swoim dość wrogim nastawieniem. Był trochę jak kot. Gdyby mógł to by teraz syczał i drapał. Może nawet gryzł. Zauważył też, że Yuu bardzo dokładnie lustruje spojrzeniem jego ciało. Właściwie pod tym spojrzeniem czuł się po prostu nagi.
-Skończ z tym pyszałkiem Kocurku. Idziemy do mnie. -Chwycił Kouyou za dłoń i pociągnął do wyjścia.
-Etto... Kocurku?!
Po piętnastu minutach drogi byli na przystanku. Tam musieli czekać na tą samą metalową puszkę, która wiosła ich rano do szkoły. Ich rozmowa rozwijała się choć powoli, ale były to i tak jakieś sukcesy. W końcu wcześniej najkrótszej wymiany zdań między nimi nie było. Kou oczywiście ostrożnie dzielił się z czarnowłosym swoimi pewnymi spostrzeżeniami.
-Masz może jakieś... Tak zwany hobby?-Spytał Yuu kiedy już jechali autobusem. Patrzył to na towarzysza, to na mijane domy i bloki za oknem by widzieć gdzie jest.
-No jakieś tam mam. Lubię grać na gitarze...szyć, z resztą większość moich ciuchów sam szyje, często też pisze... Wiesz eseje do jakiś gazet czy opowiadania na konkursy. Oprócz tego zacząłem jakieś trzy lata temu "bawić" się fotografią. No i od czasu do czasu rysuje.-Uśmiechnął się lekko widząc trochę zdziwiona minę Yuu.
-No no... To Ty prawdziwy człowiek renesansu. Niczym Leonardo da Vinci! A jakieś sporty też uprawiasz.- Oprócz seksu~ dodał w myślach i uśmiechnął się z satysfakcją.
-Od podstawówki grałem w nogę w szkolnej drużynie. Tylko u nas takiej nie ma niestety. Z resztą... Przy nauce i tak bym czasu nie miał. Jednak staram się regularnie biegać
-Uuu.... To masz takie damski/męskie zainteresowania. Ciekawe.
-Każde zainteresowania są dla wszystkich. Nie może płeć ograniczać nas przed robieniem czegoś. Nikt nie powiedział, że tylko kobiety mogą szyć.
-Niby tak...ale to takie...no nie wiem... Ciotowate? -Mruknął Yuu, gdy akurat wysiedli na odpowiednim przystanku.
-Ciotowaty to możesz być najwyżej Ty.
-Już nie bądź taki wredny.
Szczerze to Kou nawet nie zosientował się kiedy czuł się swobodniej w towarzystwie Yuu. Ten dzień spędzili razem. Potem nawet Shiroyama odwózł blondynka na jego ulicę. Oboje byli zdziwieni tym, że mogą się tak dobrze dogadywać pomimo tego, że jeszcze kilka godzin temu uznali to za niemożliwe. Jednak cuda się zdarzają. Każdy z nich o drugim dowiedział się tyle ile potrzebował. Kouyou od razu się zorientował jaką maskę nosi przy kumplach. Maskę skurwysyna chociaż na prawdę jest miły. Znowu Yuu widział w Kouyou już nie tylko przedmiot jego zakładu, ale też ciekawą osobę. Także bardzo oczytaną. Może to wszystkich zadziwi, ale Yuu nie zdał między innymi dlatego, że wolał czytać np Kinga niż uczyć się anatomii bądź wiązań atomowych. Książki ponad wszystko. Nawet ponad naukę. Uruhę (tak go nazywał ku niezadowoleniu Kouyou) podziwiał za to, że potrafił i czytać, ale też mieć czas na naukę. Dowiedział się, że chłopak ma dużo obowiązków. To go wprawiło w osłupienie.
-Uru.... Zamień się mózgiem. Chcę być taki mocarny jak Ty. -Wyjęczał tylko gdy się dowiedział ile musi zrobić po powrocie do domu, a przy tym zdążył przeczytać ze cztery grube książki w ciągu miesiąca.
-Nie przesadzaj. Musiałem się tego nauczyć bo inaczej bym sobie w życiu nie poradził.- Zaśmiał się blondyn.
-Ale, żeby przy tym nawale obowiązków napisać dwa cholernie trudne sprawdziany na cztery i pięć to trzeba być geniuszem!
Yuu tak marudził dopóki nie znaleźli się pod domem Kou. Czarnowłosy od razu zauważył, że blondyn trochę żałuje, że pokazał mu gdzie mieszka. Pewnie ze wzgledu na opłakany stan całego wielorodzinnego domu. Był stary w typowym do poczatku XX wieku stylu architektury japońskiej. Teraz mało było takich domów tym bardziej w Tokio, które z roku na rok robiło się bardziej nowoczesne. Jednak została ta właśnie "Dzielnica Starości" jak ją nazywali mieszkańcy, do której architektura nowoczesna nie dotarła, a którą starali się pielęgnować konserwatorzy. Z niezbyt dużym powodzeniem czego dowodem był dom Kouyou.
-Nie mecz teraz. Ech... Chyba musimy się pożegnać, prawda?-Widać było, że Kou chce jak najszybciej wrócić do domu.
-Pojęcze sobie wracając do domu. Jeśli tak uważasz. -Yuu usmiechnął się jakby pokrzepiająco.
-To pa.-Tym razem to Uruha pocałował go w policzek.- Koleżanko.
-Ja Ci dam koleżankę.-Czarnowłosy pogroził mu palcem, ale też go pocałował.- Pa ciotko.
Kouyou śmiejąc się wrócił do domu. Szczerze takie droczenie się z Yuu było ciekawe. Oj nawet bardzo ciekawe.
Będąc w domu przygotował późną kolacje, którą zjadł z matką i siostrami. Kiedy chciał pozmywać i sprzątnąć mama powiedziała, że sama to zrobi, a on ma się sobą zająć. Zrobił to chociaż niechętnie. Tak więc resztę dnia spędził nad książkami.
Gdy wybiła dwudziesta druga dwadzieścia, schował książki do torby i poszedł się myć. W czasie nie długiej kąpieli przypomniał mu się dzień spędzony z Yuu. Przez to w bardzo dobrym humorze położył się spać.
***
Kolejne dwa tygodnie dla Kouyou nie były takie złe. Bardzo dobrze dogadywał się z Yuu. Ku jego zdziwieniu, a także Akiry bardzo polubił Czarnowłosego. Często się z nim spotykał i spędzali czas na rozmowie, czytaniu, oglądaniu filmów, a nawet na uczeniu się.
Oczywiście Kou starał sie nie zaniedbywać starych kumpli czyli Akiry, do którego przylepił się Ruki jak guma do podeszwy butów. Tylko na Ruskiego oberwanie rękami nie działało. Był jak stado gum atakujące buty. Dokładniej buty Aki'ego. Nasz drogi Uruha długo musiał się przyzwyczajać do Taki. Niższy miał bardzo specyficzny sposób bycia. Możliwe, że to doprowadziło do tego, iż tylko oni dwaj w ogóle z nim rozmawiali. Reszta klasy jakoś nie przepadła za chlopakiem. Szczerze to Uruha zaczął się zastanawiać co kryje się za takim zachowaniem Rukiego. Może jakieś "demony" przeszłości do tego doprowadzają. Stara się zwrócić na siebie uwagę, a wiec możliwe, że jego rodzice mają go w dupie. Tak patrząc po jego ciuchach i faktem, że miał nowy telefon (taki wielkości cegły ) uświadomił Kou, że Takanori pochodzi z tak dobrze sytuowanej rodziny jak Yuu.
-Kouyou do cholery mówię coś!-Blondyn, aż podskoczył słysząc przy uchu krzyk Rukiego.
-Jejku zamyśliłem się więc łaskawie nie krzycz.-Mruknął poirytowany.
-Ale gdybym nie krzyczał nie dowiedział byś się, że zapraszam Ciebie na imprezę dziś o osiemnastej.-Wyszczerzył się ten potworny karzeł. Akira zrobił minę w stylu "Błagam idź! Nie chce być tam sam". Tu właśnie Kou był rozdarty jak kartka na pół, bo wczesniej na tą samą godzinę umawiał się z Yuu. Cholerny Rukiego. Czemu nie mógł go poinformować wczesniej?!
-Rukiego gdzie Ty masz łeb? Czemu nie powiedziałleś mi wczoraj?! Albo dwa dni temu?!
-A co? Masz już jakieś plany?-Spytał Taka, a Szmaciak zrobił przerażoną minę.
-Mam...ale....poukładam sobie wszystko tak, żeby być.
Całe szczęście zadzwonił dzwonek obwieszczjący zakończenie przerwy i rozpoczęcie (w ich wypadku) lekcji biologii. Kouyou miał całą lekcje by pomyśleć jak sobie wszystko po przestawiać by mieć "dwie pieczenie na jednym ogniu" jak to zawsze mówił jego ojciec. Po lekcji zamierzał porozmawiać z Yuu o tej sytuacji i o tym co wymyślił.
__________________________________________________________________________________________
I koniec części szóstej. Mam nadzieje, że mi wyszła i że się podoba. ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz