wtorek, 27 stycznia 2015

Childhood's end 6 (Aoiha)

Witam! Mam dla was kolejną część opowiadania. Muszę przyspieszyć z tempem pisania bo już mi jedna osoba wspomniała, że zajmie mi to od 30-50 lat. To mnie bardzo zmotywowało do pisania. Więc...jedziemy z tym koksem. XD
  
  Czekał tak z piętnaście minut, aż zobaczył między kurtkami znajomą sylwetkę Yuu. Czarnowłosy podszedł do Kou trochę się rozglądając się, pewnie za tym czy nie ma gdzieś jego kumpli.
Właściwie to blondyn zaglebił się dość mocno w swoich myślach. Czuł ogarniający go strach, który ściskał w środku jego żołądek, jelita i możliwe, że też wątrobę. Nienawidził takiego uczucia. Nienawidził nie pewności. Gdy tylko Yuu stanął naprzeciw niemu, spojrzał w te jego ciemne oczy. Starał się odczytać coś z jego twarzy. Shiro był trochę jak nie domknięta księga. Wiele uczuć i emocji starał się chować, ale nie robił tego zbyt dobrze więc Kou i tak wiele widział.
-Cześć. Długo czekasz? -Zaczął Yuu na powitanie. Co dziwniejsze znowu pocałował blondyna w policzek.
-Szczerze nie wiem. Nie mam zegarka przy sobie. A tak z ciekawości spytam.... Ty to ze wszystkimi tak się witasz z kumplami?
-Tak...czyli jak?
-No wiesz...takie urocze buziaczki?-Kouyou uśmiechnął się kpiąco.
-No coś Ty. Pewnie bym po mordzie dostał, a kiedy by do mnie dotarło co zrobiłem to bym zwymiotował.
-Ahhhh czyli właściwie mogę Ci przywalić?
-Ty? Nie. Z koleżankami zawsze się tak witam.- Yuu z trudnem powstrzymał napad śmiechu kiedy zobaczył minę młodszego.
-Dobra zamknij się. Lepiej mi powiedz gdzie chcesz mnie zabrać?-Chłopak przeszył go badawczym spojrzeniem.
-Tak najchętniej to do siebie. Szczerze w okolicy nie ma ciekawszych miejsc od mojego domu.
-Już sobie nie schlebiaj pyszałku.-Kouyou nie zaprzestał z swoim dość wrogim nastawieniem. Był trochę jak kot. Gdyby mógł to by teraz syczał i drapał. Może nawet gryzł. Zauważył też, że Yuu bardzo dokładnie lustruje spojrzeniem jego ciało. Właściwie pod tym spojrzeniem czuł się po prostu nagi.
-Skończ z tym pyszałkiem Kocurku. Idziemy do mnie. -Chwycił Kouyou za dłoń i pociągnął do wyjścia.
-Etto... Kocurku?!

  Po piętnastu minutach drogi byli na przystanku. Tam musieli czekać na tą samą metalową puszkę, która wiosła ich rano do szkoły. Ich rozmowa rozwijała się choć powoli, ale były to i tak jakieś sukcesy. W końcu wcześniej najkrótszej wymiany zdań między nimi nie było. Kou oczywiście ostrożnie dzielił się z czarnowłosym swoimi pewnymi spostrzeżeniami.
-Masz może jakieś... Tak zwany hobby?-Spytał Yuu kiedy już jechali autobusem. Patrzył to na towarzysza, to na mijane domy i bloki za oknem by widzieć gdzie jest.
-No jakieś tam mam. Lubię grać na gitarze...szyć, z resztą większość moich ciuchów sam szyje, często też pisze... Wiesz eseje do jakiś gazet czy opowiadania na konkursy. Oprócz tego zacząłem jakieś trzy lata temu "bawić" się fotografią. No i od czasu do czasu rysuje.-Uśmiechnął się lekko widząc trochę zdziwiona minę Yuu.
-No no... To Ty prawdziwy człowiek renesansu. Niczym Leonardo da Vinci! A jakieś sporty też uprawiasz.- Oprócz seksu~ dodał w myślach i uśmiechnął się z satysfakcją.
-Od podstawówki grałem w nogę w szkolnej drużynie. Tylko u nas takiej nie ma niestety. Z resztą... Przy nauce i tak bym czasu nie miał. Jednak staram się regularnie biegać
-Uuu.... To masz takie damski/męskie zainteresowania. Ciekawe.
-Każde zainteresowania są dla wszystkich. Nie może płeć ograniczać nas przed robieniem czegoś. Nikt nie powiedział, że tylko kobiety mogą szyć.
-Niby tak...ale to takie...no nie wiem... Ciotowate? -Mruknął Yuu, gdy akurat wysiedli na odpowiednim przystanku.
-Ciotowaty to możesz być najwyżej Ty.
-Już nie bądź taki wredny.
  Szczerze to Kou nawet nie zosientował się kiedy czuł się swobodniej w towarzystwie Yuu. Ten dzień spędzili razem. Potem nawet Shiroyama odwózł blondynka na jego ulicę. Oboje byli zdziwieni tym, że mogą się tak dobrze dogadywać pomimo tego, że jeszcze kilka godzin temu uznali to za niemożliwe. Jednak cuda się zdarzają. Każdy z nich o drugim dowiedział się tyle ile potrzebował. Kouyou od razu się zorientował jaką maskę nosi przy kumplach. Maskę skurwysyna chociaż na prawdę jest miły. Znowu Yuu widział w Kouyou już nie tylko przedmiot jego zakładu, ale też ciekawą osobę. Także bardzo oczytaną. Może to wszystkich zadziwi, ale Yuu nie zdał między innymi dlatego, że wolał czytać np Kinga niż uczyć się anatomii bądź wiązań atomowych. Książki ponad wszystko. Nawet ponad naukę. Uruhę (tak go nazywał ku niezadowoleniu Kouyou) podziwiał za to, że potrafił i czytać, ale też mieć czas na naukę. Dowiedział się, że chłopak ma dużo obowiązków. To go wprawiło w osłupienie.
-Uru.... Zamień się mózgiem. Chcę być taki mocarny jak Ty. -Wyjęczał tylko gdy się dowiedział ile musi zrobić po powrocie do domu, a przy tym zdążył przeczytać ze cztery grube książki w ciągu miesiąca.
-Nie przesadzaj. Musiałem się tego nauczyć bo inaczej bym sobie w życiu nie poradził.- Zaśmiał się blondyn.
-Ale, żeby przy tym nawale obowiązków napisać dwa cholernie trudne sprawdziany  na cztery i pięć to trzeba być geniuszem!
Yuu tak marudził dopóki nie znaleźli się pod domem Kou. Czarnowłosy od razu zauważył, że blondyn trochę żałuje, że pokazał mu gdzie mieszka. Pewnie ze wzgledu na opłakany stan całego wielorodzinnego domu. Był stary w typowym do poczatku XX wieku stylu architektury japońskiej. Teraz mało było takich domów tym bardziej w Tokio, które z roku na rok robiło się bardziej nowoczesne. Jednak została ta właśnie "Dzielnica Starości" jak ją nazywali mieszkańcy, do której architektura nowoczesna nie dotarła, a którą starali się pielęgnować konserwatorzy. Z niezbyt dużym powodzeniem czego dowodem był dom Kouyou.
-Nie mecz teraz. Ech... Chyba musimy się pożegnać, prawda?-Widać było, że Kou chce jak najszybciej wrócić do domu.
-Pojęcze sobie wracając do domu. Jeśli tak uważasz. -Yuu usmiechnął się jakby pokrzepiająco.
-To pa.-Tym razem to Uruha pocałował go w policzek.- Koleżanko.
-Ja Ci dam koleżankę.-Czarnowłosy pogroził mu palcem, ale też go pocałował.- Pa ciotko.
  Kouyou śmiejąc się wrócił do domu. Szczerze takie droczenie się z Yuu było ciekawe. Oj nawet bardzo ciekawe.
Będąc w domu przygotował późną kolacje, którą zjadł z matką i siostrami. Kiedy chciał pozmywać i sprzątnąć mama powiedziała, że sama to zrobi, a on ma się sobą zająć. Zrobił to chociaż niechętnie. Tak więc resztę dnia spędził nad książkami.
  Gdy wybiła dwudziesta druga dwadzieścia, schował książki do torby i poszedł się myć. W czasie nie długiej kąpieli przypomniał mu się dzień spędzony z Yuu. Przez to w bardzo dobrym humorze położył się spać.

                                                                 
                                                                         ***

  Kolejne dwa tygodnie dla Kouyou nie były takie złe. Bardzo dobrze dogadywał się z Yuu. Ku jego zdziwieniu, a także Akiry bardzo polubił Czarnowłosego. Często się z nim spotykał i spędzali czas na rozmowie, czytaniu, oglądaniu filmów, a nawet na uczeniu się.
Oczywiście Kou starał sie nie zaniedbywać starych kumpli czyli Akiry, do którego przylepił się Ruki jak guma do podeszwy butów. Tylko na Ruskiego oberwanie rękami nie działało. Był jak stado gum atakujące buty. Dokładniej buty Aki'ego. Nasz drogi Uruha długo musiał się przyzwyczajać do Taki. Niższy miał bardzo specyficzny sposób bycia. Możliwe, że to doprowadziło do tego, iż tylko oni dwaj w ogóle z nim rozmawiali. Reszta klasy jakoś nie przepadła za chlopakiem. Szczerze to Uruha zaczął się zastanawiać co kryje się za takim zachowaniem Rukiego. Może jakieś "demony" przeszłości do tego doprowadzają. Stara się zwrócić na siebie uwagę, a wiec możliwe, że jego rodzice mają go w dupie. Tak patrząc po jego ciuchach i faktem, że miał nowy telefon (taki wielkości cegły ) uświadomił Kou, że Takanori pochodzi z tak dobrze sytuowanej rodziny jak Yuu.
-Kouyou do cholery mówię coś!-Blondyn, aż podskoczył słysząc przy uchu krzyk Rukiego.
-Jejku zamyśliłem się więc łaskawie nie krzycz.-Mruknął poirytowany.
-Ale gdybym nie krzyczał nie dowiedział byś się, że zapraszam Ciebie na imprezę dziś o osiemnastej.-Wyszczerzył się ten potworny karzeł. Akira zrobił minę w stylu "Błagam idź! Nie chce być tam sam". Tu właśnie Kou był rozdarty jak kartka na pół, bo wczesniej na tą samą godzinę umawiał się z Yuu. Cholerny Rukiego. Czemu nie mógł go poinformować wczesniej?!
-Rukiego gdzie Ty masz łeb? Czemu nie powiedziałleś mi wczoraj?! Albo dwa dni temu?!
-A co? Masz już jakieś plany?-Spytał Taka, a Szmaciak zrobił przerażoną minę.
-Mam...ale....poukładam sobie wszystko tak, żeby być.
  Całe szczęście zadzwonił dzwonek obwieszczjący zakończenie przerwy i rozpoczęcie (w ich wypadku) lekcji biologii. Kouyou miał całą lekcje by pomyśleć jak sobie wszystko po przestawiać by mieć "dwie pieczenie na jednym ogniu" jak to zawsze mówił jego ojciec. Po lekcji zamierzał porozmawiać z Yuu o tej sytuacji i o tym co wymyślił.

__________________________________________________________________________________________

I koniec części szóstej. Mam nadzieje, że mi wyszła i że się podoba. ;*

niedziela, 25 stycznia 2015

Chilhood's end 5 (Aoiha)

Oto i wyczekiwana przez wiele osób -nie no...tak na prawdę tylko przez jedną za co kooocham Cię...chociaż za wiele innych rzeczy też, ale to tak na marginesie- kolejna część mojej nieszczęsnej Aoihy. Mam nadzieję, że się spodoba. :)


-Oj Kouyou uraziłem Cię czymś? Przecież staram się być miły.-Po tych słowach czarnowłosy poszerzył swój uśmiech, pokazując teraz też swoje różowe dziąsła.
-No tak...i to mnie dziwi.- Blondyn tylko pokręcił głową, cały czas patrząc w stronę, z której przyjechać ma autobus.
-Czemu dziwi?
-Czemu?-Młodszy parsknął kpiącym śmiechem.- Taka nagła zmiana nastawienia potrafi zadziwić, czyż nie?
-Etto... Nie?-Szczerze Yuu tylko taka odpowiedź przychodziła do głowy. On miał zwykle głęboko w dupie to jak się kto zachowuje. Chyba, że ten ktoś robi się agresywny. Kou natomiast spojrzał na niego czytającym w myślach wzrokiem. Był to wzrok mówiący Ci dobitnie "mnie nie oszukasz, już Cię rozgryzłem".
 -Jednak mnie jednak to zadziwia. Nawet bardzo.-Teraz blondyn przysunął się do niego tak by tylko on go słyszał.- Wiem mój drogi, że coś kombinujesz. Masz to wymalowane na tej swojej pyszałkowatej twarzy. Nie jestem głupi i ślepy.
-Uruha...jesteś przewrażliwiony. Nie knuje niczego...
-Kłamiesz.-Przerwał mu chłopak.
-Co proszę?-Teraz Yuu poczerwieniał ze złości i jakby ze strachu.
-No kłamiesz... Widzę to. Dłonie Ci się pocą i omijasz mnie wzrokiem. Czyli kłamiesz.- Kouyou mówił to spokojnym i opanowanym tonem. Znowu Yuu wyglądał jakby miał zaraz wpaść w furię i rozwalić cały przystanek. Przeszkodził mu w tym przyjazd autobusu. Jak zwykle, najpierw tłumy się wysypały na przystanek i dopiero później mogli wsiąść doblaszanej puszki na kółkach.
  W szkole tradycyjnie Kouyou trzymał się Akiry, a Yuu swoich koleżków spod ciemnej gwiazdy. Czarnowłosy miał teraz duży problem. Nie przewidział tego, że blondyn potrafi tak po prostu wyczuć kiedy się kłamie,a kiedy nie. Chyba będzie musiał do perfekcji opanować sztukę kłamania. Chociaż zawsze uważał się za mistrza w tej oto dziedzinie, a tu taki zawód. Na razie mógł tylko z daleka obserwować chłopaka i czekać na odpowiedni moment by znowu uderzyć. Oczywiście pomysłodawca planu uwiedzenia Kou wyśmiał nie powodzenie Yuu i brak rozruchu "w sprawie". Jednak chłopak nie miał zamiaru przegrać. Co to, to nie.
                                                    ***
  Blondyn niezbyt słuchał co Akira miał mu do powiedzenia. Był zamyślony. Teraz jego tlenioną głowę zaprzątały niby nie potrzebne myśli o Yuu. Niby był miły, ale Kou czuł, że jak pozwoli mu się zbliżyć to może się okazać to jakimś podstępem. Jego podstawową zasadą jest: nie ufać ludziom. Tym bardziej TAKIM. Nawet Akirze, z którym naprawdę często rozmawiał i spotykał się z nim nie zawierzył swoich tajemnic. Właściwie chłopak wiedział o nim takie podstawowe rzeczy jak ulubony zespół, kolor, danie itp., i właśnie tego Kouyou wolał nie zmieniać.
 -Ej Kou...-Akira szturchnął lekko chłopaka.- Słuchasz Ty... O kurwa.
-Co? Co kurwa? -Ocknął się z tych zamyśleń.
-No kurwa idzie...-Aki dość dyskretnie wskazał mu, niskiego chłopaka o brązowych włosach. Był ubrany w dość obcisłe spodnie i tak samo przylegającą do ciała koszulkę. Na nogach miał zwykłe trampki. Oczy miał tak pomalowanie, że było to widać nawet z końca korytarza.
-Znasz go?
-Tak. Chodziłem z nim do gimnazjum. To Takanori Matsumoto o pseudonimie Ruki... A mówię o nim kurwa...bo prawie wszystkim chłopakom dobrał się do rozporka.
-Hmmm...Rozumiem. Czemu Ruki? Lubi ruski*?
-Co? Nie wiem. Cholera tam wie.-Teraz musieli zakończyć ten temat bo owy Ruki zbliżał się właśnie do nich. Pewnie dlatego, że zauważył Akire. Miał szeroki banan na twarzy, a jego oczy wydawały się przez ro mniejsze. Kiedy był blisko Kou mógł mu się przyjrzeć. Jego uwagę przykuł nos chłopaka, który wyglądał...dość płasko. Jakby jego właściciel przywalił w mur z rozbiegu.
-AAAKIRA! -Wydarł się niższy tak wysokim głosem, że Kouyou chciał go przez chwilę czymś walnąć tylko, żeby się zamknął. Do tego ten Ruki uwiesił się na szyi Akiry i pocałował go w policzek.- Nie wiedziałem, że też poszedłeś właśnie dotego liceum. Ale super.
-Och tak... Fantastycznie. Miło Cię widzieć.- Akira uśmiechnął się lekko. - A to Kouyou... Mój kolega z klasy.
-Achh...-Ruki spojrzał na Kou niezbyt przyjaźnie.- No miło mi...-Powiedział lodowatym głosem.- Akira...może pójdziesz ze mną na stołówkę. Jestem głodny, a nie chcę iść sam. Wiesz dopiero co się przeniosłem do tej szkoły bo tamta okazała się kiepska i nikogo nie znam. -Z zadziwiającą jak na jego posturę siłą pociągnął za sobą Akirę. Ten tylko zdążył krzyknąć Kou, że zaraz wróci. 
  No tak ten Takanori jest bardzo nachalny. Kou zaczęło zastanawiać czemu chłopak go tak lodowato potraktował. Niby powinien się przyzwyczaić do tego bo robił to prawie każdy. Przynajmniej prawie każdy w jego gimnazjum. Tu ludzie po prostu nie zwracali na niego uwagi. Był anonimowy. Całe szczęście. Szczerze cieszył się, że poszedł do liceum, które było w innej dzielnic. Przynajmniej nikt go nie znał i bardzo go to cieszyło. Najgorzej jest gdy plotki o Tobie ciągną się za Tobą do końca życia. 
-Cześć.-Znowu ktoś przerwał jego rozmyślania. Niechętnie spojrzał na Yuu.
-Jejku człowieku...spokoju mi nie dasz?-Mruknął zirytowany faktem, że nie może sobie podumać.
-Jak chcesz spokoju to musisz umrzeć.
-No dzięki.-Prychnął.
-Weź tak się nie bulwersuj.-Czarnowłosy przysunął się do niego.
-To może mnie nie zaczepiaj. Mów czego chcesz i spadaj.
-Oj... Uruha nie bądź nie miły. Chcę się tylko z Tobą zaprzyjaźnić.-Yuu uśmiechnął się olśniewająco. Kou skomentował to przeciągłym "mmmhhhhm".- Mówię prawdę. Może po prostu... Spotkajmy się znowu, co?- Teraz zbliżył się tak, że Kouyou czuł jego oddech na swoich ustach.
-Mmmm...-Szybko zwilżył swoje wargi i spojrzał w oczy chłopakowi. Nie potrafił już nic z niech wyczytać tylko lekką niepewność.- Dobrze. Możemy się spotkać.
-To...po szkole poczekaj w szatni, okej? -Yuu nie potrafił ukryć triumfalnego uśmiechu, który trochę zaniepokoił młodszego.
-Okej. Będę tam...-Powiedział nie do końca pewien czy dobrze robi.
-To do zobaczenia.-Czarnowłosy pocałował go w kącik ust. To zszokowało Kouyou, ale nic nie powidział tylko tępo patrzyłjak chłopak wraca do kumpli.
  Lekcje minęły dosyć szybko. Z resztą Takashimie zawsze czas spędzony w szkole mijał dosyć szybko. Teraz stał w szatni czekając na osobę o imieniu Yuu. Osobę, którą jest mu trudno rozgryźć i nie wiedział szczerze co miał z tym zrobić. Na razie mógł czekać jak się to wszystko rozwinie. Jednocześnie bał się, że zostanie znowu ofiarą kolejnej intrygi.
 _____________________________________________________________________________
To tyle na dziś. Mam nadzieję, że się podobało.