środa, 12 listopada 2014

Childhood's end 4 (Aoiha)

No i wróciłam. A wraz ze mną przyszła nowa część opowiadania Childhood's end. Mam nadzieję, że się spodoba...

   Następnego dnia Kou, czekał w umówionym miejscu na czarnowłosego. Ubrany w idealnie dopasowaną bluzkę i w ciemnych jeansach wyglądał jak jakiś model. Rozglądał się co jakiś czas mając nadzieję zobaczyć czarną czuprynę Yuu. Nadal go nurtowało pytanie czemu on się właśnie z nim umówił. Prawie w ogóle nie rozmawiali i Kou bał się, że chłopak zrobi z niego debila.
-Cześć Uruha.-usłyszał za sobą znajomy głos. Odwrócił się i lekko uniósł brwi.
-Uruha? 
-Tak Uruha. Czyli Ty bo jesteś Śliczny.-na ustach czarnowłosego pojawił się uśmiech.- To co Uruś? Jaki film byś chciał zobaczyć?
-Sam nie wiem. Teraz w kinach nic ciekawego nie leci. Dużo bardziej wolę stare filmy.-Kou przygryzł dolną wargę. Przy Yuu nie czuł się tak jakoś swobodnie jak przy Akirze. 
-To może zamiast do kina pójdziemy do mnie? Mam domowe kino i wstąpimy do wypożyczalni filmów.
-No dobra. -Mruknął blondyn niby obojętnie jednak trochę go przerażała myśl, że będzie z nim sam z jego domu.
  Tak więc ruszyli do najbliższej wypożyczalni. Całą drogę Yuu starał się nawiązać jakąś konwersacje, ale Kouyou jakoś zbywał go lakonicznymi odpowiedziami.
  W wypożyczalni wzięli wszystkie części jakie wyszły "Indiana Jones'a" bo jak się okazało Yuu również lubi ten film i ich rozmowa bardziej się rozwinęła.
  Dom Yuu zrobił na Kou nie małe wrażenie. To właściwie nie był dom tylko pałac. Nowoczesny co prawda, ale wielkości pałacu. Rodziców czarnowłosego oczywiście nie było dzięki temu Kou zrobiło się trochę głupio, że będzie z nim tak sam na sam. Jednak wieczór im minął na oglądaniu filmów. Było ich około pięć czy sześć no więc oglądali je do pierwszej w nocy.
-Kouyou chcesz tu zostać na noc? 
-Hmmm...? No...jeśli to nie problem...
-Oj to żaden problem, mój drogi.
-To się cieszę.-blondyn lekko przygryzł wargę i ułożył się wygodniej na kanapie, na której siedzieli. Yuu nic nie powiedział tylko wstał, wziął miskę po popcornie i zaniósł do kuchni. Kou położył głowę na oparciu sofy trochę już przysypiając. Wtedy czarnowłosy wrócił. Lekko dźgnął młodszego w żebra.
-Eejj nie śpij.-przysunął się w jego stronę i lekko objął go ramieniem.
-Zmęczony jestem już. Bardzo...-chłopak westchnął nawet nie reagując na to, że Yuu zaczął dotykać tak naprawdę tam gdzie nie powinien. Dalej już nie pamiętał co się działo bo urwał mu się film.

  Na drugi dzień obudził się w obcym łóżku. Jakoś na początku nie ogarnął co się dzieje i gdzie w ogóle jest. Gdy już choć trochę się rozbudził ,podniósł się do siadu. Przeraziło go to, że nie jest w swoim łóżku, a obok niego leży Yuu. ~Cholera jasna...~ pomyślał patrząc po pomieszczeniu, w którym się znajduje. Wstał powoli z łóżka i wtedy zorientował się, że jest w samych bokserkach. Pozbierał szybko swoje ciuchy, które leżały przy szafce nocnej i ubrał się.
Gdy miał już wychodzić, czarnowłosy się obudził. Jakoś niezbyt ogarnął, że blondyna nie ma obok niego, co Kou uznał za dobry znak i wyszedł. Trudniej mu było się dostać do drzwi frontowych. 
Chodził po różnych korytarzach i otwierał wiele drzwi, ale owych drzwi nie znalazł.
  Kiedy wychodził z pomieszczenia, które okazało się kolejnym korytarzem, wpadł na gospodarza. Dosłownie wpadł bo nim się obejrzał, a leżał na nim.
-Kou cholera gdzie Ty chodzisz?-Yuu zmarszczył brwi chyba niezadowolony z tego, że blondyn chciał tak po prostu sobie pójść.
-Uhm...wybacz Yuu.. Ale..powinienem być już dawno w domu, a nie chciałem Cię budzić.-wypalił na jednym wdechu, wstając z chłopaka. Potem i jemu pomógł się podnieść.
-I się zgubiłeś... Ech... A nie wolałbyś czegoś zjeść najpierw?
-Nie.. Wolę wrócić do domu. Mógłbyś mnie doprowadzić do drzwi?-Kouyou spojrzał nie pewnie na gospodarza, który wyglądał jakby chciał go zatrzymać, choćby siłą. Ale czarnowłosy westchnął tylko i gestem pokazał młodszemu by szedł za nim. W milczeniu doprowadził go do wyjścia.
-No to... Cześć.- Kou uśmiechnął się lekko.
-Cześć.-starszy lekko odwzajemnił ten uśmiech, ale było widać, że jest wymuszony. Potem już zamknął drzwi, a blondyn powoli wrócił do domu, gdzie musiał wytłumaczyć matce czemu tak długo go nie było. Resztę dnia spędził zajmując się siostrami.
  Yuu natomiast spędził dzień ze swoimi kumplami, czyli jak zwykle. Chodzili po całej okolicy bo tak szczerze w dzielnicy, w której mieszkali nie było żadnych ciekawych klubów, więc tak naprawdę mogli jedynie sobie trochę pochodzić, albo pójść do któregoś z nich. 
  Tym razem też tak było. Poszli na niby spacer, na którym kupili sobie po kilka piw, a potem gadali o...o tym co zwykle. Czyli laski, imprezy, samochody (bądź motory). Taki typowy standard. Mogli też poobgadywać pierwszaków. Przez to temat zszedł na Kouyou. W końcu był tą jedną z nielicznych osób z pierwszych klas, która w jakiś tam sposób się wyróżniała. Właśnie wspólnie się zastanawiali ile jeszcze będzie takich osób w ich szkole co się wyróżniają na tle tej szarej masy, kiedy jeden z kumpli Yuu, Seon (który swoją drogą pochodził z Korei) wpadł na genialny, ale jednocześnie szatański pomysł. Otóż chciał się założyć z Yuu, o skrzynkę piwa, że w ciągu tego miesiąca uwiedzie, Kou tylko po to by sprawdzić jakiej jest on orientacji. No tak. To do tego przerośniętego Koreańczyka podobne. Zawsze lubił prowokować ludzi by coś wyjawili, a potem można rozsiewać plotki jak plon trujący po całej szkole. Yuu tylko dla chęci zdobycia tej skrzynki piwa przyjął ten oto zakład. Wracając do domu zastanawiał się jak zacząć swoje "zaloty".
Na pewno musiałby go gdzieś zaprosić. Kino? Teatr? Kurczę cokolwiek. Widział, że chłopak lubił czytać książki, więc tylko będzie musiał wybadać jaki gatunek literacki lubi i BUM już może mu kupować urocze prezenciki. Jednak najważniejsze jest zaufanie. Musi zyskać jego zaufanie. 
                                                                
                                                             ***
  Kolejny dzień jakże nudnej szkoły. Kouyou nawet nie chciał wychodzić na zewnątrz gdy zobaczył jak paskudna jest pogoda. No, ale cóż...takie życie złe pochmurne i niedobre bywa i trzeba za przeproszeniem spiąć dupę i iść przed siebie. 
Z takim nastawieniem ruszył w stronę przystanku. Już z daleka zauważył znajomą czarną czuprynę. Szczerze...nie cieszył się zbyt na jego widok. Nie wiedział czemu, ale czuł że od szanowanego i w dupę całowanego przez całą szkołę Pana Yuu bije taka niezbyt dobra aura, przesiąknięta faktem, że został wychowany na materialistę i pieprzonego kutasa.
-Cześć.-Pan Pieprzony Kutas pokazał swoje piaskiem czyszczone na biało ząbki w szerokim uśmiechu. Kou -przez to, że zawsze mimo wszystko starał się być miły- również się uśmiechnął.
-No cześć.Ty co tu robisz? Nie wiem czy jazda autobusem dobrze służy takim Paniczom jak Ty. W końcu to nie limuzyna.- Yuu słysząc te słowa zrobił się czerwony na twarzy. No tak...pan Kou może coś podejrzewać przez jego zmianę nastawienia z: ignoruj plebs lub bądź wredny na:bądź miły i wykorzystuj talent aktorski. 

I koniec tej oto części. Następna już za niedługo.

  

1 komentarz:

  1. Ojej, wróciłaś! o///o
    Co prawda, nie czytam opowiadań z Gazetto, ale widzę w tobie potencjał, więc czytam i komentuję, ciesz się w pewnym stopniu. c<
    Bardzo się cieszę, że wróciłaś. Co do błędów - nie widziałam, ale cieszyłoby mnie bardzo, jakbyś wyjustowała tekst. O wiele lepiej się taki czyta.
    A Pan Pieprzony Kutas mnie bardzo zauroczył. cx
    Weny życzę, skarbie!

    OdpowiedzUsuń