Tak by było miło tym co w ogóle te moje grafomaństwo czytają dodam też Childhood'sa. Mam dzisiaj wenę więc dam jej się ponieść.
Rano Kouyou obudził się gdy tylko pierwsze promienie słońca padły na jego twarz. Podniósł się do siadu i potarł nadal zaspane oczy. Chwilę jeszcze się zastanawiał gdzie jest i JAK SIĘ TU ZNALAZŁ, na dodatek z Yuu w jednym łóżku, kiedy tak po prostu przypomniały mu się wszystkie sceny z poprzedniego dnia. Powoli odsunął się od Yuu, który stanowczo był za blisko, ale chłopak zaraz otworzył oczy gdy poczuł brak gorącego ciała tuż obok siebie. Patrzyli na siebie w pełnym napięcia milczeniu. To Kou dopiero odważył się zrobić pierwszy ruch, a było nim po prostu wstanie z wygodnego łóżka i szukanie swoich ciuchów po pokoju.
-Kouyou...-Mruknął Yuu zachrypniętym głosem, zaraz również wstając.
-Ech... Nic nie mów Shiroyama. Błagam. -Powiedział Uruha najbardziej lodowatym głosem na jaki było go stać.
-Jesteś zły?
- Jeszcze się pytasz...-Prychnął cicho. - Yuu do chuja pamiętasz co się wczoraj stało?
-No pamiętam...-Yuu w jakimś takim geście zakłopotania potarl swój kark.
-Właśnie... Po co to zrobiłeś? Jakiś zakład? Wszystko to było jakimś chorym zakładem? -Warknął młodszy.
-Mam być szczery?
-Do bólu. -Syknął chłopak. W wypowiedzianych słowach nie było "s", ale i tak wyszło mu syknięcie.
-No to...jeśli mam być szczery to tak. Był to zakład z moim kumplem....ale... -Nie dokończył bo Kou z całej siły uderzył go w twarz.
- I pomyśleć, że Cię polubiłem. Zakładać się o coś takiego?! Jesteś bardziej dziecinny i głupi, niż ustawa przewiduje. -Po tych słowach chciał się odwrócić, ale Yuu chwycił go za nadgarstek i pociągnął do siebie.
-Uruha...-Powiedział starając się ukryć zdenerwowanie.- To, że był to zakład...i poznanie Ciebie to też była jego część nie oznacza, że udawałem, że Cię Lubie... Bo Cię Lubie...może...nawet wiecęj niż lubie... Bo mówiąc szczerze podobasz mi się niż ktokolwiek inny...kogo znam.
-Daj spokój z tym wywodem. Można by powiedzieć, że mnie zgwałciłeś...-Tutaj Kou załamał się głos, ale zaraz opanował chęć płaczu. Odchrząknął cicho i mówił dalej. Widać było, że opanował swoją wcześniejszą złość.- Też Cię lubię...bo jak nie ma Twoich kolegów i innych co Cię wychwalają jesteś bardzo miłą i sympatyczną osobą...ale teraz...Chyba nie mogę Ci zaufać...jeśli oczekiwałeś czegoś więcej to mogę Ci powiedzieć jedno przykre słowo... Zapomnij. -Kouyou odsunął się całkiem od niego i uśmiechnął się przepraszająco.- Znam siebie i wiem, że wszystko ludziom wybaczam... Tobie też, ale czasem trzeba się trzymać na dystans. Dla własnego dobra. A teraz... Chce wrócić do domu. Nie idź za mną... nie chce z Tobą rozmawiać. Jak się uspokoje tak całkiem to... to przyjdę. -Po tym krótkim "przemówieniu", ubrał się i mniej więcej ogarnął.
Wyszedł zostawiając Yuu samego w pokoju. Zignorował wszystkich, których napotkał na swojej drodze do drzwi, nawet Akire. Po prostu wrócił do domu.
***
Przez całe dwa tygodnie i Yuu i Kouyou chodzili jak struci. Ten pierwszy zastanawiał co może zrobić by jakoś wszystko odkręcić, a ten drugi skutecznie zajmował się unikaniem pierwszego. Wychodziło mu to na tyle dobrze, że na razie ich relacje ograniczyły się do "Cześć". Yuu wiele razy chciał podejść i zagadać, ale młodszy zbywał go różnego rodzaju wymówkami. Mimo iż grał nieustępliwego...no właśnie "grał", bo już kilka dni po tej imprezie zorientował się, że brakowało mu czarnowłosego. Jednak widział, że jego godność nie pozwala mu puścić tego płazem. Yuu poczułby się bezkarny i pozwoliłby sobie na powtórkę z rozrywki. Czysta psychologia.
Kolejne dni bez najkrótszej i najprostszej rozmowy z młodszym też były dla Shiroyamy ciężkie. Po raz pierwszy tak bardzo żałował swojego czynu. Do tego stopnia, że skończył chodzić na jakiekolwiek imprezy. Jego kumple nie ukrywali zaskoczenia. W końcu Yuu był królem imprez w tym mieście. Jego życie tak wcześniej wyglądało. Imprezy, alkohol, laski, albo faceci. Oczywiście wiecznie zapracowani rodzice nie mieli pojęcia, że ich syn jednym słowem stoczył się na dno. Właśnie Kouyou był taką swojego rodzaju odskocznią od tego dna. Mógł się wybić i pokazać, że wcale nie jest tępym osiłkiem, który żyje imprezami i że ma naprawdę sporo zainteresowań. Problem był w tym, że Kou widział w niego wroga. Przynajmniej tak mu się wydawało. Nie mógł za nim chodzić i go cały czas przepraszać bo wiedział, że młodszego kolegę by to tylko wkurzyło.
***
Piątek. Tygodnia koniec i początek jak to się mówi. Najkrótsze lekcje dla wszystkich tylko nie dla klasy pierwszej. Mieli do szesnastej co naprawdę się dzieciakom nie podobało. Z tym, że wtedy prawie cała szkoła pustoszała, a oni czekali na trzy godzinne zajęcia w laboratorium chemicznym.
Kou na jednej z przerw między tymi zajęciami siedział w bufecie szkolnym. Nie było, ani Akiry, ani pana Matsumoto ponieważ obaj uznali, że za długo muszą w te piątki w szkole siedzieć i im się nie chce. Tym bardziej, że koniec semestru się zbliżał i oceny były wystawione.
Czytał jak to miał w zwyczaju, kolejną z książek, którą wypożyczył z biblioteki.
-Hm... Cześć. -Nagle usłyszał nad sobą jakże dobrze mu znany głos. Podniósł głowę i spojrzał na Yuu.
-Cześć. -Jego może nie idealnie, ale wyregulowana brew uniosła się do góry. - Po co tu przyszłeś? -Spytał, wracając wzrokiem na kartki swojej książki.
-No, żeby porozmawiać. Po co by innego? -Czarnowłosy usiadł na przeciwko niego i Westchnął cicho.-Brakuje mi Ciebie... -Powiedział po chwili milczenia.
-Mhm... Parą nie byliśmy więc tak nie rozpaczaj. -Mruknął tylko Kou patrząc nadal na kartki i udając, że czyta.
-No właśnie...a mimo to...brakuje mi Ciebie. -Yuu nie spuszczał wzroku z chłopaka.
-Haha... -Kou Zaśmiał się krótko i spojrzał na niego, potem znów spuścił wzrok na książkę. - Jeśli na coś liczysz... Daruj sobie.
-Właśnie... Liczę. Kurwa. -Yuu wstał widocznie zdenerwowany zachowaniem Kouyou. Wziął mu książkę i wyrzucił gdzieś za siebie. To stało się w ułamku sekundy, uniósł jego brodę i pocałował go prosto w usta. Kou był na początku zaskoczony jego zachowaniem, że nie wiedział co miałby zrobić. Jednak zaraz odwzajemnił jego pocałunek. Sam nawet nie wiedział dlaczego, ale poczuł, że bardzo chce go całować. Objął nieśmiało jego szyję, nie odrywając ust od jego.
Dopiero po jakimś czasie odsuneli się od siebie. Kouyou spojrzał nie pewnie na Yuu I zagryzł, przed chwilą tak czule całowaną przez czarnowłosego wargę.
-Co miał oznaczać ten pocałunek? -Spytał w końcu.
-Możliwe, że... Kocham Cię...chociaż w łagodniejszej wersji... Jak: Jestem zauroczony, w Tobie cholery jedna i chciałbym się w Tobie zakochać tylko daj mi tą jedną jebaną szansę. Tylko...czy to, że i Ty mnie całowałeś miałem odebrać jako zgodę? -Yuu wbił w niego swoje ciemne spojrzenie.
-Hm... Możliwe. Jeśli będziesz... Grzeczny...może uda mi się Tobie zaufać na nowo. -Blondyn był lekko zarumieniony co spodobało się Yuu. Starszy usiadł obok niego i przytulił chłopaka do siebie.
-Jesteś wspaniałomyślny... -Mruknął całując go w policzek.
- W końcu czasem trzeba zapomnieć o głupotach... Tylko na razie nie pozwalaj sobie na nic więcej. Bo wiesz... Trochę moje zaufanie jest nadszrpnięte.
-Będę grzeczny. Już Ty się nie bój. -Znowu zasmakował jego ust tym razem w krótkim buziaku złożonym na ustach chłopaka.
Po lekcjach, resztę dnia spędzili razem. Kouyou znowu trochę zaniedbał swoje obowiązki domowe, ale starał się je szyki realizować. Mimo to nie czuł jakiś wyrzutów sumienia bo w końcu mógł porozmawiać z Yuu od dawna. Nie ukrywał, że przez ten czas było mu ciężko. Tak samo jak Yuu. Jeden i drugi w końcu mogło przestać udawać, że wzystko jest dobrze, bo teraz naprawdę było dobrze...
Oczywiście jak zawsze... Do pewnego momentu...
Tak. Te wielokropki oznaczają, że będzie więcej części Childhood'sa i że będzie się działo jednym słowem. XDD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz