wtorek, 16 sierpnia 2016

Miłość w obiektywie 3 (Aoiha)

Dzisiaj dłuuuuuga trzecia część "Miłości w obiektywie". Taka długa bo trzeba było nadgonić fabułkę. 
Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego czytania. :)



   Uruha obudził się dopiero o dziesiątej czyli po sześciu godzinach snu. Spojrzał na Yuu I uśmiechnął się delikatnie. Taki śpiący wyglądał normalnie jak aniołek.
Natomiast czarnowłosy był przyzwyczajony do spania po osiem godzin, więc spał w najlepsze, przez cały ten czas nie wypuszczając Go ze swoich ramion.
Pomimo iż Uruha był z samych bokserkach jemu samemu było bardzo gorąco. Położył głowę na klatce piersiowej Yuu wsłuchując się w spokojny oddech chłopaka i bicie jego serca.
  Po jakimś czasie czarnowłosy obudził się, uśmiechając pod nosem, gdy poczuł ciało Kouyou wtulone w Jego własne. Nie odzywał się ani słowem, nie chcąc by Kouyou się od niego odsunął choćby na milimetr.
Kou myśląc, że Yuu jeszcze śpi, jeździł sobie palcem po jego umięśnionym torsie. Delikatnie się uśmiechnął, sunąc tez palcami na jego brzuch gdzie był dość ładny kaloryfer. Nawet natrafił pod pępkiem na "magiczną ścieżkę Leszka", ale nie szedł tą "ścieżką" niżej tylko się mocno zarumienił i wrócił na tors chłopaka. Shiroyama uśmiechnął się, czując jak delikatne palce Kouyou przesuwają się po jego ciele. 
- Mm... Jeszcze sobie pomyślę, że czegoś chcesz. - Mruknął Mu do ucha, zsuwając dłoń, którą go obejmował nieco niżej i przytrzymał Go mocno, by czasem się nie odsunął. Uruha zaskoczony, że już nie śpi, spojrzał na niego kiedy usłyszał co mówi. 
- Hmm... Chce sobie tylko pomacać. Ty mnie wczoraj macałeś. -Młodszy chciał się trochę odsunąć, ale przeszkadzały mu ręce Yuu. Przygryzł dolną wargę. 
- Tak? Jakoś tego nie pamiętam. Muszę sobie to dzisiaj zrekompensować. - Mruknął, a widząc, że Kouyou chce się odsunąć, od razu przyciągnął Go bliżej siebie. - Ani mi się waż teraz uciekać.
- Tak? A niby w jaki sposób? - Kiedy Yuu go przyciągnął mocniej do siebie niemal przylgnął do niego swoim ciałem.
- W taki dość ciekawy... - Uśmiechnął się pod nosem, zsuwając dłoń na Jego pośladki. - Ojej?
- Właśnie czuje zboczeńcu jeden. -Kouyou chwycił tą jego dłoń i pociągnął na swoje plecy. Wszystkie jego ciemno blond włosy spadły mu na twarz. 
Teraz można było zauważyć, ponieważ kołdra zsunęła się mniej więcej na wysokość jego pasa, że między łopatkami ma czarno białego wilka. Do tego niżej dużo siniaków i blizn
- Powiedział ten, który obmacywał mnie kiedy spałem. - Yuu dopiero teraz zwrócił uwagę na liczne blizny i siniaki, które Ten miał na plecach. Delikatnie przesunął po nich dłonią, docierając aż do tatuażu.
- Nie macałem Cię po takich intymnych miejscach. W ogóle fajną masz kaloryfer.. -Zaśmiał się cicho, a kiedy poczuł jak chłopak dotyka właśnie jego blizn skrzywił się lekko. Yuu w pierwszym odruchu chciał zapytać, skąd wzięły się te blizny, ale... Przecież i tak wiedział. A nie było sensu poruszać tematu, który mógł być drażliwy dla Kouyou. Zamiast tego delikatnie przesuwał dłonią po plecach chłopaka.
Młodszy spojrzał mu w oczy i westchnął cicho. Pocałował go w policzek i po tej czynności odsunął się trochę. Przygryzł lekko dolną wargę.Yuu na ten gest uśmiechnął się lekko, wbijając w Niego wzrok.
- Znów chcesz mi uciec? - Przesunął dłonią po linii Jego kręgosłupa.
-Nie chce uciec. -Spojrzał mu znowu w oczy. - Masz ładne oczy. -Palnął tak nagle. Pewnie Yuu znowu pomyśli, że jest podrywany, ale chociaż mu prawdę powiedział. Znowu skutecznie zasłonił twarz włosami.Starszy natomiast odsunął włosy z Jego twarzy i musnął wargi Kouyou, dość niepewnie, jakby czekając na Jego pozwolenie. Z początku Kou był cholernie zaskoczony. Ale po chwili się otrząsnął i pocałował go. Już dawno z nikim się nie całował. Jego ostatni związek rozpadł się po miesiącu, a było to rok...może więcej temu.
Westchnął, unosząc delikatnie Jego podbródek i czule całując wargi Shimy. Przysunął Go bliżej swojego ciała.Kouyou z pasją całował jego pełne usta. Zassał się na dolnej wardze chłopaka. Lekko ją też przygryzł.
Czarnowłosy objął Go, powoli sunąc dłonią w dół Jego pleców. Wciąż przy tym nie przestawał całować warg Kouyou.On cały czas całował go powoli i czule. Dopiero po chwili odsunął trochę swoją twarz. Przygryzł dolną wargę i po chwili uśmiechnął się.
- Mm... Słodki... - Stwierdził Yuu i uśmiechnął się lekko, przesuwając swoim nosem po Jego własnym. Zsunął dłoń na Jego pośladki.
- No nie przesadzaj. -Przejechał dłonią po jego brzuchu, aż do linii bokserek. Widział do czego to prowadzi... I widział, że będzie to pusty seks tak jak ten pocałunek. Ale chyba czasem można zaryzykować? Zapomnieć o konsekwencjach swojego czynu.
- Nie przesadzam. - Wsunął dłoń pod nogawkę Jego bokserek, całując szczękę Kouyou. - Jesteś cholernie słodki...
- A Ty przystojny. O. Zrewanżowałem się. -Pocałował go ponownie i wsunął dłoń pod jego bokserki.- Mmh...
Czarnowłosy zamruczał cicho, przywracając Kouyou na plecy. Zawisł nad Nim, przesuwając wargami po Jego szyi. Kiedy Kou poczuł jego wargi na swojej szyi jęknął cicho. Miał tam bardzo delikatną skórę.
Uśmiechnął się pod nosem, słysząc ten słodki jęk. Powoli zsunął z Niego bokserki, wciąż całując szyję Kou. Ten natomiast delikatnie przygryzł dolną wargę starając się nie jęczeć. Choć kilka takich dźwięków wyrwało mu się z ust. Lekko się zarumienił i spojrzał na niego.Yuu poszerzył swój uśmiech, widząc te słodkie rumieńce na Jego policzkach. Gdyby nie pewne podejrzenia czarnowłosy, pewnie rzuciłby się na Niego i zwyczajnie przeleciał, ale jednak potrafił się powstrzymać. Przesunął dłonią po wewnętrznej stronie Jego uda, całując obojczyki Kouyou.
Młodszy zsunął z niego bokserki i Pocałował go niemal od razu, ale był to taki krótki pocałunek. Sięgnął niżej dłonią i przejechał nią kilka razy po penisie chłopaka. Delikatnie przygryzł dolną wargę. 
- No no... Masz się czym chwalić. -Uśmiechnął się.
Sapnął cicho, czując palce Kouyou na swojej męskości.
- Akurat to tym lepiej. - Uśmiechnął się, całując Jego wargi.
- Nikt Cię nie może zgasić tekstem w stylu..."Kochanie pomóż mi go szukać bo nigdzie go nie widzę-", albo "Poczekaj pójdę po lupę i mikroskop". Wielu moich ex tym zgasiłem. -Uśmiechnął się słodko. Pocałował go Znowu, jeszcze raz przejeżdżając dłonią po jego męskości.
Mimo iż Uruha nie "dawał dupy" swoim byłym bo nigdy nie doszli właśnie do tego etapu związku, to w czynności zwanej "obciąganiem " najgorszy nie był, a gardło miał lepsze niż nawet Sasha Grey.
Yuu parsknął cichym śmiechem, wbijając w Niego wzrok. 
- Jakiś Ty kochany... - Pokręcił głową, gryząc lekko Jego dolną wargę.
- To są słowa, które mogą wykastrować. Ale się należało bo większość moich ex mnie zdradzała.- Tak Uruha miał ciekawe poczucie czasu. Pogawędka podczas takiej właśnie intymnej atmosfery. Czarnowlosego z jednej strony bawił Go ten krótki wywód Kouyou, ale z drugiej trochę irytował. W końcu Yuu miał na Niego cholerną ochotę, a Kouyou niesamowicie przeciągał tę chwilę. Po chwili to Kou przewrócił Yuu na plecy i zniżył się by mieć jego penisa na wysokości twarzy. Przesunął po nim językiem.
Shiroyama, kiedy młodszy zajął się jego męskością, aż zamruczał gardłowo, kładąc dłoń na Jego głowie. Po chwili młodszy wziął jego penisa do ust. Zaczął poruszać głową do tego pomagając sobie dłonią. Gdyby mógł trzasnąłby się w łeb za to swoje gadanie. Mężczyzna sapnął, wysuwając nieco biodra do przodu. Chwycił dłonią jego włosy.
Uruha wysunął na chwile spomiędzy warg jego penisa i przesunął po nim kilka razy dłonią. Potem znów wziął go do ust.
  Czarnowłosy po dłuższym czasie odsunął Kouyou od swojego penisa, znów odwracając Go na plecy. Wsunął palce między Jego wargi, przesuwając językiem po Jego sutku. Uru od razu zaczął te palce, podobnie jak wcześniej penisa chłopaka, dokładnie oblizywać, żeby pozostawić na nich jak najwięcej śliny. Po jakimś czasie wyciągnął palce z Jego warg, rozsuwając lekko uda Kouyou i wsunął w Niego na początek jeden palec.Uruha jęknął cicho i przygryzł dolną wargę. Zaczął poruszać palcem w Jego wnętrzu, po chwili dokładając dwa kolejne.
Kouyou z jękiem nabił się bardziej na jego palce. Czarnowłosy zaczął mocniej poruszać palcami w Jego wnętrzu, całując tors chłopaka.
- Yuu nie baw się tylko weź mnie po prostu. -Jęknął znowu Kou.
- Zgodnie z życzeniem. - Uniósł lekko Jego biodra i wszedł się w Niego dość powoli do samego końca. Aż jęknął, czując jak cholernie ciasne mięśnie oplatają jego męskość.
Kiedy Yuu się w niego wsunął jęknął dość głośno, prawie krzyknął. Wygiął swoje ciało w ładny łuk i zacisnął dłoń na pościeli. Czuł rwący ból w dolnych partiach ciałach, ale ani nie płakał ani nie pokazał po sobie, że go boli. Czarnowłosy odczekał trochę, przesuwając lekko dłońmi po Jego bokach. Całował przy tym Jego szyję, dopiero po dłuższej chwili zaczął poruszać biodrami.
Jak tylko Yuu się zaczął poruszać, zacisnął jeszcze mocniej pięść na kołdrze. Drugą dłonią wbił swoje paznokcie w jego ramię. Starszy poruszał się w Nim na razie dość powoli, widząc, że sprawia Mu ból. Przesunął uspokajająco dłonią po Jego boku.
Uruha spojrzał na niego, jęknął przeciągle i dosyć głośno. Jego paznokcie już nie Wbijały się w skórę chłopaka tak mocno jak na początku, ale nadal się go kurczowo trzymał. Yuu
z czasem zaczął wzmacniać ruchy bioder, sapiąc cicho. Mimo wszystko starał się być delikatny, by nie zrobić Kouyou krzywdy. Był tak cholernie ciasny, że Yuu wątpił, by wcześniej mógł spać z wieloma facetami.
Kou zagryzł swoją wargę by nie krzyczeć, aż tak mocno. Był teraz cholernie podniecony i lekko czerwony na twarzy. Jego oddech znacznie przyspieszył, a na ciele zrobiło się cholernie gorąco.
Yuu widząc, że chłopak nie wznosi żadnych protestów, wzmocnił swoje ruchy jeszcze bardziej, całując przy tym Jego szyję. Sam był cholernie podniecony. Przesunął palcami po Jego wargach, rozchylając je, by móc nadal słychać tych słodkich jęków.
Jęki i krzyki młodszego były już na tyle głośne, że mógł sobie właśnie w tym momencie zedrzeć gardło. Jego palce wbiły się znowu w ramię Yuu. Natomiast on z jeszcze większą siłą wbijał się w Niego, widząc, że Kou odczuwa na pewno więcej przyjemności niż bólu. Uru ponownie wygiął się w łuk i wydał z siebie taki krzyk, który już mu zdarł gardło. Yuu widząc, że trafił w Jego czuły punkt, zaczął uderzać pod tym samym kątem, za każdym razem jednak mocniej. Takashima przez to nie potrzebował wiele czasu by dojść. Wtedy wygiął się w łuk i szarpnął swoimi biodrami spinając swoje wszystkie mięśnie.
Yuu jęknął, czując jak mięśnie Kouyou jeszcze mocniej zaciskają się na jego penisie. Nie potrzebował wiele czasu; po kilku mocniejszych pchnięciach sam doszedł, niekontrolowanie wypychając biodra do przodu.
  Uruha normalnie opadł z sił po przeżytym orgazmie. Ręka, która długi trzymał na jego ramieniu opadła na poduszkę. Nadal tez miał przyspieszony oddech. Spojrzał na Yuu i pocałował go. Chłopak zaraz odwzajemnił pocałunek, odgarniając mokre kosmyki włosów z Jego czoła.
- A teraz powiem Ci coś co może Cię zaskoczyć... Bądź się domyśliłeś...ale to właśnie był mój pierwszy raz.
- Więc moje przypuszczenia zostały potwierdzone... - Westchnął, całując delikatnie Jego szyję. - To wyjaśnia, czemu jesteś tak cholernie ciasny...
- Kiedyś i z kimś musiał być ten pierwszy raz i padło na Ciebie. - Uru delikatnie przygryzł wargę, ale po chwili znów się uśmiechnął.
- Na pewno nie będę narzekał na Twój wybór. Mnie to jak najbardziej odpowiada. - Uśmiechnął się, muskając Jego wargi.
- No ja nie wiem czy to był mój wybór. Nazwę to...wyłączeniem zdrowego rozsądku. Mój mózg wrzeszczał "Ty głupia dziwko skończ! ", a ciało mówiło "Raz się żyje". -Uśmiechnął się delikatnie i pocałował go.
- Głupia dziwko? - Yuu uniósł lekko brwi, wbijając w Niego wzrok. - Nie dogadałbym się z Twoim mózgiem w takim wypadku. Za to Twoje ciało ma u mnie kolejnego plusa.
- Mój mózg za to nie dogaduje się z moim ciałem. -Wysunął się spod niego i podniósł się do siadu.- Hmmm... W moim ciele z resztą nie ma co lubić.
- Nie ma co lubić? Uwierz, Kouyou, że gdyby tak było, nie przespałbym się z Tobą. Mam swoje standardy i to dość wysokie. - Wstał z łóżka, zakładając na siebie jedynie szlafrok.
- Hmmm... Może cierpisz na jakąś ślepotę kiedy akurat mnie widzisz. -Znowu się Zaśmiał i wstał zaczął szukać swoich bokserek, które gdzieś tam sobie uciekły.
- Głupoty pleciesz. - Mruknął, wsuwając do ust papierosa i zaczął szukać jakiejś zapalniczki.
- Twój pokój jest dziwny. Gdzie są moje bokserki? -Podszedł do niego. Wysunął dolną wargę I Westchnął. - Albo wleciały pod łóżko... Tylko ja się schylać nie będę.
Kiedy w końcu znalazł zapalniczkę, odpalił papierosa i Uniósł lekko brwi, patrząc na Kouyou. 
- Jeśli się nie schylisz, to będziesz chodził bez bokserek.
-Hm...ale jak się schylę będziesz mi się gapił na tyłek.-Uruha wyciągnął mu papierosa spomiędzy warg i się zaciągnął. Oczywiście potem wsunął go na swoje miejsce wypuszczając dym na Yuu.
- Co poradzić... - Wzruszył lekko ramionami i w ramach rekompensaty sam wypuścił dym z płuc prosto w twarz Kouyou.
- Uch... Pieprzone bokserki. -Podszedł do łóżka od Yuu i no musiał się schylić. Niestety. Spod niego wyciągnął swoje czarno fioletowe bokserki i ubrał je niemal od razu na siebie. Yuu korzystając z okazji, klepnął Kou w tyłek, wywracając zaraz oczami. 
- Ubierz się i idziemy zjeść śniadanie.
- Ej bo ja Cię zaraz klepnę. To zaraz przyjdę. Będziesz musiał poczekać bo mam Twoją spermę na udach. -Spojrzał na niego z uśmiechem. Wziął swoją kosmetyczkę i ciuchy i poszedł do łazienki.
Yuu westchnął cicho, idąc do drugiej łazienki, gdzie sam wziął szybki prysznic. Tradycyjnie pokojówka przyniosła mu ciuchy, które założył na siebie. Wrócił do swojej sypialni, która już była idealnie czysta.
  Uruha umył się dokładnie i osuszył swoje ciało ręcznikiem. Wszystko poniżej pasa go niestety bolało jak cholera. Pewnie ledwo będzie mógł chodzić. Wyszedł spod prysznica i wytarł wodę ze swojego ciała. Ubrał swoje ciuchy na siebie i zrobił sobie jak zwykle makijaż. Wyszedł z łazienki.
- Wypindrzyłeś się już?- Yuu spojrzał na niego, kiedy Kou wszedł do pokoju.
- A co nie widać? -Uniósł wysoko brwi i Westchnął ciężko. Odłożył swoją kosmetyczkę do torby.
- Chodź do jadalni. - Mruknął, kiedy Ten schował kosmetyczkę i skierował się do drzwi. Uru nie protestując poszedł za nim do tej dużej jadalni.
   Kiedy zjedli dość dobre śniadanie telefon od Uru zaczął dzwonić. Spojrzał na wyświetlacz i sz się skrzywił kiedy pojawił się napis "Mama". Rozłączył się i schował telefon do kieszeni.

- Czemu nie odbierasz? - Starszy uniósł lekko brwi, widząc że Ten się rozłączył. - Może to coś ważnego.
- Od matki? Wątpię. Ech... - Kou wstał od stołu czując jak jego serce znacznie przyspiesza. - Chyba powinienem wrócić. -Szepnął cicho i zacisnął pięść tak, że wbił sobie paznokcie.
- Co? Teraz? Powinieneś teraz być w szkole. Poczekaj przynajmniej do momentu aż skończą się lekcje. - Westchnął, wstając od stołu i wbijając w Niego wzrok.
- Ech.... No tak... Zapomniałem. To...Poczekam i wrócę do domu. -Schował ręce do kieszeni by nie było widać jak się trzęsą. Przygryzł dolną wargę.
- Kouyou... Co się dzieje? - Wbił wzrok w Jego tęczówki, podchodząc bliżej Niego.
- Boje się po prostu... -Pociągnął nosem zaciskając dłonie na swojej koszulce. Zagryzł mocno dolną wargę I spuścił głowę.
- Czego? - Westchnął cicho, wpatrując się w Niego.
- Reakcji mojego ojczyma. Z....zaraz przyjdę. -Poszedł sobie. Skierował się do łazienki gdzie usiadł w kącie. Czuł, że po jego policzkach spłynęły łzy, a nie chciał by on to widział.
Shiro widząc, że łzy już błyszczą w Jego oczach, postanowił dać Mu chwilę spokoju. W końcu sam Yuu na pewno nie chciałby żeby ktokolwiek widział jak płacze.
  Uruha schował twarz w dłoniach płacząc niczym dziecko. Był przez to zły na siebie za to jaki jest słaby. Czarnowłosy westchnął cicho, co jakiś czas spoglądając w stronę łazienki, by sprawdzić, czy Kou czasem z niej nie wychodzi.
Młodszy kiedy się już całkiem uspokoił, zmył  to co zostało mu z makijażu i wyszedł z łazienki.
- Już zaczynałem zastanawiać się, czy jeszcze tam żyjesz. - Westchnął, wbijając w Niego wzrok. - Wszystko okej?
- No jak widać jeszcze żyje. Wybacz. -Mruknął zachrypniętym głosem i usiadł sobie na ziemi. - Tak... wszystko jak w najlepszym porządku.
- Uch... Kou, nie siedź na ziemi... - Mruknął, wzdychając cicho i wyjął z kieszeni fajki. - Chcesz? Uspokoisz się chociaż trochę.
Uru spojrzał na niego i wstał. Podszedł do czarnowłosego i wziął od niego jedną fajkę. Pocałował go w policzek. 
- Dziękuję. -Podszedł do otwartego okna i odpalił papierosa. 
- Tak... Nie ma za co... - Westchnął, sam zapalając jednego.
- Jest. Bo jakoś nie mam jak Ci się odwdzięczyć. -Zaciągnął się dymem papierosowym i wypuścił go patrząc gdzieś za okno. - Ojejku. Patrz. Tam jakiś malec sobie chodzi. -Pokazał palcem na małego kotka, który wyglądał jakby w ciągu swojego na razie krótkiego życia stoczył prawdziwą walkę o przetrwanie. Kou zgasil papierosa i wyszedł na dwór do ogrodu. Mały musiał przejść przez płot skoro tutaj się znalazł. Wziął go na rączki, a ten maluszek w ogóle nie zaczął go gryźć czy drapać. Zaczął się jakby Uruha był jego przyjacielem łasić się do niego
- Chodź tu, pokaż tego malucha. - Mruknął, wbijając wzrok w Kouyou, który trzymał kota na rękach. Wyraźnie potrzebował pomocy, którą Yuu mógł mu zapewnić. Chociaż, uściślając, mogli to zrobić ludzie, którzy pracowali w jego domu.
Młodszy podszedł do Yuu i pokazał mu malca, który aktualnie był zajęty lizaniem palców Uruhy.
- Jejku jaki on słodki. Moje biedactwo. -Pogłaskał delikatnie kotka. - Chyba jest głodny. Yuu masz może dziecięcą butelkę? Taki maluszek jeszcze powinien z cycka matki pić.
 

 - Cześć, Maluchu. - Uśmiechnął się lekko, delikatnie drapiąc kota za uszkiem. Na pytanie Kou Skinął lekko głową i wezwał Annabell, każąc jej przynieść butelkę z ciepłym mlekiem dla zwierzaka.
Kouyou nadal delikatnie głaskał kotka. Pocałował go w lekko brudne futerko na łebku nie przejmując się tym, że może to śmiesznie wyglądać. Maluszek cały czas mruczał zadowolony. 
- Wiem jak go nazwać. MRUCZUŚ! -Uśmiechnął się szeroko.
- Pff... Mi on wygląda na... Yuu. Tak. Mruczuś jest zbyt oklepany. - Mruknął Yuu, lekko drapiąc go pod brodą.
- Iie. Nie może być Yuu bo Ty jesteś Yuu. Z resztą on do Ciebie nie podobny. To n można go nazwać... Kordian. -Wyszczerzyl się.
- Nie można, bo to brzydkie imię. A on jest za słodki na to, żeby nosić brzydkie imię. - Mruknął, pozwalając by kotek swoim szorstkim języczkiem lizał jego palce.
- To może....Umm... Lizak. O. To będzie dobre imię. -Uśmiechnął się głaszcząc maluszka. - Taki słodki jak lizaczek.
- Hmm... Tak. Tak już lepiej. - Kiedy Annabell przyniosła butelkę z mlekiem, od razu podał ją Kouyou. - Trzymaj, kocia mamo. Nakarm swoje dziecko.
- Ty mi tak słownie jaj nie ucina Yuu. Bo sam się kiedyś bez nich obudzisz. -Parsknął cichym śmiechem i wziął od niego butelkę. Koniec przystawił maluszkowi do pyszczka i lekko przechylił. Mały od razu otworzył buźkę i zaczął pić mleczko. 
- Jejku...taki słodki.- Kouyou dalej się nim zachwycał. Yuu uśmiechnął się lekko, patrząc na malca. 
- Zabierasz go do siebie?
- Chciałbym. .. -Teraz mu uśmiech zszedł z twarzy i Westchnął cicho. - Wątpię by matka i ojczym się zgodzili by ten maluch z nami mieszkał.
- W takim razie zostanie tutaj. Jeśli chcesz, to możesz do niego przychodzić. - Mruknął, głaszcząc kota delikatnie.
- Dobrze. Będę przychodził. -Maluszek pił i pił. Było widać jaki musiał być wygłodzony bo zaraz zniknęła zawartość butelki. Uru bez pardonu wszedł do mieszkania Yuu. - Trzeba mu zrobić łóżeczko.
- Hmm... A co będzie do tego potrzebne? - Uniósł brwi, wbijając w Niego wzrok.
- No... Może być nawet zwykła poduszka. -W jednym momencie spojrzał na zegar. - Kurcze. Yuu będę musiał iść. Zajmiesz się nim prawda? Ja do Ciebie napisze jak coś.
- Oczywiście. Lepiej jeśli pójdziesz, inaczej będziesz miał jeszcze większe problemy. - Westchnął cicho, delikatnie zabierając od Niego kota.
Poszedł po swój plecak, a gdy go wziął,podszedł znów do Yuu. 
- To pa... -Szepnął ostatni raz muskając wargami jego usta. Wyszedł szybko.
- Tak, cześć... - Westchnął cicho, patrząc jeszcze przez okno na Niego. Dopiero kiedy Kouyou zniknął z pola jego widzenia, usiadł na łóżku, kładąc kota na poduszce i delikatnie głaskał go tak długo aż malec nie zasnął. 


Po niecałych piętnastu minutach Uruha był w domu. Po cichu Odłożył swój plecak z pokoju, ale kiedy z niego wyszedł w salonie stał ojczym.
- Gdzieś Ty kurwa był gówniarzu?!-Warknął niemal od razu chwytając chłopaka za włosy.- Poszedłeś się gdzieś kurwić czy co?
-Nie...Cholera byłem u kolegi. Puść. -Spojrzał na niego również zły.-Gdzie jest matka?
-Z pewnych przyczyn musiała wyjechać. Zostałeś ze mną na tydzień. -Po tych słowach uderzył Uruhe w twarz. -Jeszcze raz wywiniesz taki numer...a pożałujesz tego. -Puścił go.

Gdy tylko ojczym dal mu spokój, uciekł do swojego pokoju. Wziął prysznic w łazience, która była przy jego pokoju i ubrał czarną bokserke, a do tego dresowe spodnie w czerwoną kartkę. Usiadł na łóżku.
Po pewnym czasie po prostu zasnął. Nie słyszał już przynajmniej swojego ojczyma, który akurat odbywał libacje alkoholową na dole.
   Uruhe obudził  zbyt głośny dzwonek budzika. Wyłączył go i poszedł pod prysznic. Potem ubrał na siebie koszule w kratę (oczywiście pod to czarną koszulkę) i jeansy, nie jakieś ciasne. Takie luźniejsze. Zrobił sobie delikatny makijaż i tak wyszedł do szkoły.

 Yuu jak zwykle w szkole był wcześniej, zresztą jak całe F4. Wszyscy w czwórkę siedzieli w bufecie, otoczeni dość dużą grupą ludzi.
Gdy Uruha dotarł już do szkoły swoje kroki skierował do bufetu. Był nie wyspany i o jedynym o czym marzył to o mocnej kawie. Nawet w dupie miał to, że żołądek skręcał mu się z głodu.
Czarnowłosy widząc Kou wchodzącego do bufetu, od razu wstał z miejsca i bez pardonu podszedł do Niego, obejmując ramieniem, po czym pocałował Jego policzek. 
- Cześć, Kochanie. - Mruknął, uśmiechając się lekko. Wszystko, byle się od nich uwolnić. Kouyou Spojrzał na niego zaskoczony.
 - Hmmm. No cześć. Ale żeby.... Kochanie? -Uniósł wysoko brwi wbijając w niego wzrok. Coś mu się tu bardzo nie podobało. A nawet bardzo bardzo. Zagryzł dolna wargę.
- Oj, nie wygłupiaj się, Skarbie. - Posłał Mu uśmiech, podchodząc do sprzedawczyni. Nadal przy tym obejmował Kou. - Kawę i ciabattę poproszę. - Pozwolił sobie zamówić za Niego, wyjmując z portfela pięćset jenów.
- Okeeej? -Bardziej spytał niż stwierdził zastanawiając się czy Yuu mocno walnął się w głowę dziś rano. - Etto. .. A Ty może z łóżka spadłeś? -Spytał po chwili. W końcu tylko się ze sobą przespali...a nie było nawet tematu jakiegokolwiek związku. Yuu odebrał kawę i kanapkę, ciągnąc Kou do stolika, na którym postawił te rzeczy. 
- O czym Ty znów mówisz, Kouś?
- Bo bredzisz jakbyś przywalił w coś. -Cały czas patrzył na niego dość nie pewnie. Usiadł na drewnianej ławce i wyciągnął z torby portfel. Oddał mu kasę. -Masz...
- Ależ Kotku... To niepotrzebne. - Oddał Mu tę pieniądze, w myślach błagając o to, by był już cicho.
- Ech... popierdzieliło Ci się w głowie całkiem. -Mruknął pod nosem i wziął się za jedzenie tej kanapki. -Najwyżej Ci potem oddam.
- Powiedzmy. - Uśmiechnął się pod nosem, widząc że cała ta grupa ludzi zaczęła się oddalać od ich stolika. Objął Kou ramieniem. Ten tylko mruknął  coś pod nosem, dalej jedząc. Przez resztę czasu się nie odzywał w ogóle do Yuu. Bardziej go zastanawiało co mu do tego czarnego łba się wbiło.
Yuu uśmiechnął się pod nosem, widząc że Kou nadal nie pojmuje jego zachowania. Przecież to nie było takie trudne...
  Kiedy Uruha już wszystko zjadł i wypił kawę, spojrzał na Yuu. 
-Wybacz...ale pójdę sobie. Oddam Ci kasę potem. -Wstał i jak najszybciej wyszedł z bufetu. Yuu wywrócił jedynie oczami, spoglądając po kolei na F4, którzy patrzyli na niego wyraźnie zaskoczeni. Widocznie tego się po Shiroyamie nie spodziewali.
- Dajcie spokój, bo zaraz naprawdę zacznie mnie to irytować. - Mruknął jedynie, gdy chłopaki zaczęli zasypywać go pytaniami odnośnie Kouyou.
  Młodszy w tym czasie poszedł sobie pod klasę. Usiadł sobie gdzieś tam w kącie nawet nie zauważając, że prawie by podeptał nóg jakiegoś mikrusa, który musiał być z jego klasy.
- Uważaj jak chodzisz, do cholery! - Blondyn Warknął, wbijając rozzłoszczony wzrok w Kou. No, przecież ten cham prawie go podeptał! Uch...
- Nie drzyj się. Jeszcze dobrze słyszę. I wybacz. Jakoś trudno Cię zauważyć. -Warknął tylko i wyciągnął książkę, którą zaczął czytać.
- Idiota... - Warknął cicho, zabierając mu tę książkę i rzucił ją na drugi koniec korytarza. - Uważaj sobie. Uruha spojrzał na niego wkurzony. No to już była przesada. 
- Wiesz co...gdybym ja miał wzrost krasnala ogrodowego nie skakałbym wyższym. -Wstał I chwycił go za koszulkę. Sam nim rzucił o podłogę tak by się poobijał jak najbardziej.- Teraz poczuj się jak moja książka. -Warknął idąc sobie po nią. Podniósł ją z ziemi i odnotował, że jest potargana w miejscu gdzie jest dedykacja.
Takanori, bo tak było ów mikrusowi na imię, wkurzony do granic możliwości podniósł się z miejsca i podszedł do niego. Uderzył wyższego z pięści prosto w twarz, korzystając z momentu kiedy ten podnosił książkę. Wykręcił jego ręce do tyłu, by czasem nic mu nie zrobił i przewrócił na podłogę, zakładając dźwignię. 
- To ze jestem niski nie znaczy że nie umiem sobie poradzić. - Warknął, zaciskając mocno zęby. Kiedy Ruki mu założył tą dźwignię i chciał go przewrócić jakoś utrzymał się na równych nogach i nie upadł. Naprawdę zły podciął niższemu nogi i wtedy to on upadł. Na koniec kopnął go z glana w udo. -
 Nie przeceniaj swoich umiejętności. -Warknal tylko. W tym samym miejscu po chwili pojawiło się F4.
- Ehh... znowu? - Yoshi poszedł do blondyna i odciągnął Takę od Kouyou, trzymając mocno gdy ten chciał się wyrwać. 

 - Wszystko okej...?-Spytał Yuu, Uruhę.
 -Jakoś tak...-Młodszy wzruszył ramionami.
- Takanori, uspokój się, do kurwy! - Warknął czarnowłosy na niskiego, widząc że Ruki chce wyrwać się Yoshi'emu.
- Po jego stronie stoisz?! Ta dziwka sama ze mną zaczęła! - Blondyn warknął, patrząc rozwścieczony na Kouyou. - Pierdolona kurwa...

- Kogo Ty tu dziwką nazywasz wywłoko jedna?! -Uruha zamachnął się i uderzył tego debila z liścia w twarz, jednak na tyle mocno, że twarz Rukiego obróciła się w bok. Nie mógł mu przepuścić tego jak go nazwał. Tym bardziej, że był bardzo na tym punkcie wyczulony przez ojca.
- Ty jebana szmato! - Wysyczał Taka i wyrwał się Yoshi'emu, po czym zamachnął się i uderzył go trzy razy z pięści w twarz.
- Uspokójcie się Obaj! - Yuu złapał Kouyou, by przypadkiem nie przyszło mu do głowy oddawać Ruki'emu. Wtedy przecież żaden z nich by nie odpuścił. Yoshi natomiast znów złapał Ruki'ego, odciągając go na dość dużą odległość od Kou.

- Ja temu liliputowi zaraz zrobię taką krzywdę, że do końca życia będzie płakać kiedy spojrzy w lustro. O ile już nie płacze. -Warknął teraz starając się wyrwać Yuu. No nie mógł mu tego popuścić. Najchętniej zdeptałby go jak robaka.
- Yoshi, zabierz go. - Yuu Skinął lekko głową na swojego przyjaciela, a ten od razu zabrał Ruki'ego do którejś z klas. - Uspokój się, Kouyou. Nie ma sensu. - Przyciągnął Go do siebie, trzymając mocno, by nie mógł się wyrwać.
- Ja go zabije pokroje i rzucę świniom na pożarcie. -Westchnął głośno starając się jakoś uspokoić. -Yuu puść mnie. -Spojrzał na niego. W jego oczach była jakaś chce wyżycia się na czymś.
- Nie puszczę dopóki się nie uspokoisz. - Mruknął, obejmując Go mocno.
- Yuu no proszę Cię. Puść... -Powiedział łamiącym się głosem. On tak zawsze miał kiedy się bardzo wkurzył. Potem cala adrenalinę wszystko odreagowywał łzami i niszczeniem czegoś.
- Tylko nie zrób nikomu krzywdy. - Mruknął w końcu się poddając i puszczając Go z cichym westchnieniem.
- Dobra. -Poszedł do łazienki. Tam przywalił po prostu w wiszące na ścianie lustro, na tyle mocno, że pękło. Nie przejął się szkłem, które poraniło mu dłoń. - Pierdolony mały skurwysyn. -Mruknął pod nosem oczywiście mając na myśli Rukiego. Gdy mu się zaczęła mocno lać krew, włożył dłoń pod wodę. Po dłuższej chwili Yuu wszedł do łazienki i westchnął głośno, wbijając w Niego wzrok. 
- Mógłbyś być ostrożniejszy...
- Nie mógłbym. Z resztą powiedz mi co Ty chcesz się za mną chować przed swoimi adoratorami? -Mruknął nadal obmywając rany.
- To będzie dobry układ. Ja będę miał spokój od nich, a do Ciebie nikt więcej się nie przypieprzy. Uwierz, że mieć Ruki'ego na karku to nic dobrego. A kiedy dotrze do niego informacja, że jesteś ze mną, odpieprzy się od razu. - Westchnął cicho, opierając się o ścianę i krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Dobrze. Skoro tak sądzisz może być. Ale nie licz na nic więcej...i mam tu na myśli wczoraj. -Westchnął ciężko. Szczerze teraz żałował, że tak pozwolił sobie na zagłuszenie zdrowego rozsądku.
- Nie martw się, nie zamierzam się nigdzie pchać na siłę. Czysty układ. - Mruknął, nawet na moment nie znosząc z Niego wzroku.
- Dobra może być. Wiec umowa stoi. -Wyciągnął dłoń spod kranu i wziął kilka chusteczek, które przyłożył do ran.
- Daj. - Wziął Jego dłoń i wyjął z kieszeni chusteczkę z materiału, którą obwiązał jego dłoń.
- Dziękuję. -Uru westchnął cicho i spojrzał na niego. - To co? Jak wyjdziemy na korytarz to zaczynamy ten cyrk?
- Jest zaczęty już od rana. - Uśmiechnął się pod nosem, obejmując Go ramieniem i wyszedł z łazienki.
- No tak. -Również go objął, trochę nie pewnie się czując bo niestety, ale każdy na nich patrzył. Dosłownie .Kiedy zadzwonił dzwonek Yuu, musnął lekko usta Kou. 
- To do później, Kochanie.- Powiedział Yuu, a Kouyou również go pocałował i uśmiechnął się lekko.
- Tak tak... do następnego. -Młodszy poszedł na lekcje. Usiadł gdzieś tam z tyłu klasy. Jakiś pech chciał, że ta wywłoka musiała być w jego klasie.
Yuu natomiast zajął miejsce na samym końcu klasy, wkładając słuchawki do uszu. Przecież wiedział wszystko to, o czym mówił profesor, więc nie widział sensu w słuchaniu go.
  Uruha po długiej lekcji składającej się na słuchaniu o wymogach nauczyciela i skali oceniania, wyszedł ma przerwę. Czarnowłosy niemal w tym samym momencie wyszedł z klasy jako pierwszy, a zaraz za nim pozostała trójka F4. Kouyou kiedy stał na korytarzu niemal od razu go zauważył. Chwilę się wahał, ale zaraz podszedł do niego i Pocałował go czule. Yuu od razu odwzajemnił pocałunek, uśmiechając się lekko.
-I jak Kochanie minęła lekcja?-Spytał Uruha swojego "chłopaka"
- Ten fragment z Iron Maiden był całkiem okej, ale przy Black Sabbath zaczęło się robić trochę nudno.
- Trzeba było puścić coś Kiss'ów. Na przykład... "Love guns". Ta piosenka bardzo pasuje do Ciebie. -Uśmiechnął się zadziornie i przejechał dłonią po jego rozporku co zostało zauważone.
- Kiss dopiero na drugiej playliście. - Uśmiechnął się pod nosem, obejmując Go i przysuwając bliżej siebie.
- To trzeba będzie jej w samotności posłuchać. -Zaśmiał się cicho. Pocałował go raz jeszcze tym bardziej, że zauważył tego Rukiego jak przechodził. Yuu odwzajemnił ten pocałunek, nawet nie próbując ukryć swojego zadowolenia. Mimo że był to zwykły układ, Yuu czerpał z niego podwójne korzyści. Ruki gdy to zauważył, prychnął jedynie pod nosem i poprawił swoje włosy.
Shima uśmiechnął się pod nosem i spojrzał mu w oczy. 
- To co robimy? Przerwa krótka... -Pokazał teraz swój klasyczny kaczy dziubek.
- Wiele zrobić na pewno nie zdążymy... - Mruknął, przesuwając palcami po Jego dolnej wardze.
- Ale coś zawsze możemy. -Uśmiechnął się słodko. - Usiądziemy? -Pokazał na plastikowe krzesła. Yuu od razu złapał Jego dłoń, kierując się w stronę krzeseł. Usiadł na jednym z nich, biorąc Kouyou na swoje kolana. Dziewczyna, która siedziała obok w trybie natychmiastowym pozbierała swoje rzeczy i wstała, odchodząc szybko w tylko sobie znanym kierunku.
Usiadł mu na kolanach okrakiem. Nawet nie chciał myśleć co rozpowiada o nim teraz taki Ruki. Pocałował Yuu w szyję i nachylił się do jego ucha. 
-Tylko sobie nie pozwalaj na za dużo. -Szepnął mu do ucha.
- Już Ty się nie baw w taką cnotkę. - Mruknął Yuu, zsuwając dłonie w dół Jego pleców.
- Hmmm... A co Ty byś wolał, żebym Ci tu striptiz zrobił? -Mruknął cicho do jego i przygryzł jego płatek. Zaśmiał się cicho i odsunął swoją twarz od jego.
- Aż tak nie szalej. - Uśmiechnął się kącikiem ust, wbijając w Niego wzrok.
- Nie martw się. Nie mam zamiaru. -Uśmiechnął się lekko. Spojrzał na kumpli Yuu. Akurat jeden z nich zawiesił wzrok na tyłku Uru, a później Shinji dał mu plik banknotów. -Mmmh... Twoi koledzy tez ciekawe zajęcie mają.Yuu uniósł lekko brwi, spoglądając na Yoshi'ego. 
- Pewnie znów założył się o coś z Shinji'm.- Yuu wzruszył ramionami.
- Dam sobie rękę uciąć, że o to czy mnie przeleciałeś. -Zaśmiał się cicho i spojrzał na Yuu. Pocałował go w policzek.
- Nie zdziwiłbym się ani trochę. - Mruknął, obejmując jednym ramieniem Jego talię.
- To jest bardzo ciekawe jak się wszyscy interesują Twoim pożyciem seksualnym. Już się mnie pytali w klasie ile masz centymetrów. -Zaśmiał się cicho i musnął jego wargi.
- Niech ich wszystkich o to głową nie boli. - Wywrócił oczami, zsuwając Kouyou ze swoich kolan i pocałował Jego policzek. - Mam coś do zrobienia. - Mruknął, kierując się w stronę reszty chłopaków, a po chwili wszyscy zniknęli w sali.
- No dobra. -Westchnął cicho I usiadł samemu na krześle. Nagle pojawił się obok niego blond włosy przybysz.
- Cześć. -Uśmiechnął się i podał mu rękę. -Akira jestem.
-No cześć. A ja Kouyou.-Uścisnął jego dłoń.
- Ano wiem kim jesteś. Pierwsze klasy tylko o gadają o tym, że chodzisz z Yuu. A Ruki wiesz ten mały i wredny lata i rozpowiada wyliczając Ci komu dałeś dupy. -Akira się uśmiechnął.
-Ahhh... miło. Na prawdę. -Na ustach Kouyou pojawił się grymas
Akurat gdy Yuu był w sali, zadzwonił dzwonek. Westchnął cicho, siadając na swoim miejscu.
- Ale nie przejmuj się tym maluchem. On nie spocznie póki Ty nie zbrzydniesz Yuu. A przy Twojej urodzie to takie trochę nie możliwe. -Ciągnął Akira nie zważając na dzwonek.
- Hahahahaha. Bardzo miły komplement.
-To nie komplement tylko prawda. Okej. Ja idę na lekcje. -blondyn wstał i poszedł. Uruha też uznał, że warto się nie spóźnić i poszedł na lekcje. Była to ta sama lekcja co godzinę wcześniej czyli "podstawy fotografii.". Nauczyciel zaczął normalną lekcje. Opowiadał właśnie o falach i promieniach i od jakiej częstotliwości jest dany kolor.
Yuu znowu miał kolejną lekcję organizacyjną, na której jak zawsze słuchał muzyki. Czekał tylko aż w końcu zadzwoni dzwonek.

  Kiedy była już przerwa Kou usiadł na jednym z tych plastikowych. Znowu zauważył tą blond czuprynę.
-Hej... -Powiedział Akira siadając obok.
- No hej. Widzę, że wolisz moje towarzystwo od tego z Twojej klasy. -Zaśmiał się Uruha.
- Jakoś tak wyszło, że nie mam z nimi o czym gadać. Z resztą większość znam, a lubię poznawać nowe osoby.-Blond puncur* zaśmiał się.
-Widzę właśnie.- Uru posłał mu wesoły uśmiech. Yuu dopiero po dłuższej chwili wyszedł z klasy i westchnął, widząc Akirę siedzącego obok Kou. Poszedł do nich i musnął wargi Kouyou własnymi.

- Cześć Kochanie. -Uśmiechnął się delikatnie Uruś patrząc na chłopaka. 
-Mam tylko nadzieję, że nie będę wam przeszkadzał gołąbeczki. -Akira cicho parsknął.
-Mi tam nie przeszkadzasz. -Kou Wzruszył ramionami.

- Za to mi owszem. - Yuu uniósł wymownie brwi, mierząc blondyna wzrokiem, jednak po chwili usiadł na krześle, biorąc Kou na swoje kolana.
- Ale i tak wolę zostać. -Akira rozsiadł się na krzesełku. -A więc Kouyou chciałbyś jakąś specjalną dedykacje w radiu węźle? Tak do Ciebie pasuje coś od Pidżama porno.-Uśmiechnął się.
-Czemu właśnie tego zespołu? -Zaśmiał się Uru.
-Może ze względu na bardzo fajna nazwę.-Akira mrugnął do niego. Yuu uniósł lekko brwi, patrząc to na Akirę, to na Kouyou, jednak nie odzywał się ani słowem. Podejrzewał, że Akira znowu coś kombinował; to byłoby do niego podobne.

- No...to to piżama porno może być. -Kouyou się uśmiechnął.
- Oki. To lecę powiedzieć Kai'owi, żeby puścił. A jak chcesz to wpadaj czasem do radia. Jest zaraz przy bufecie. -Akira wstał i poszedł na dół. Uruha spojrzał za nim, a potem na Yuu.
-Całkiem miły.- Stwierdził młodszy.

- Miły? - Uniósł lekko brwi, patrząc za odchodzącym Akirą. - Może i tak.
- I do tego przystojny... - Kou oparł głowę o jego ramię. -Może się na następnej przerwie przejdę do tego całego radia. Yuu znowu uniósł brwi, wbijając wzrok, jednak nie odezwał się ani słowem. Odchrząknął jedynie cicho, przysuwając go nieco bliżej siebie. Kaczkousty spojrzał teraz na Yuu I uśmiechał się słodko. 
-Yuu... a Ty może jakąś imprezę zrób co? Masz duży dom i pewnie pół szkoły by przyszło.-Zasugerował mając po prostu ochotę na to by się schlać w trupa i zapomnieć o wszystkich problemach tego świata. 
- Przyszłaby cała szkoła, gdyby nie to, że dużej części nie wpuszczam. Zresztą, impreza u mnie w domu jest średnio co miesiąc, czy dwa. - Wzruszył lekko ramionami.
- To widzisz możesz zrobić. Jakoś dzisiaj, albo jutro. -Uruha uśmiechnął się delikatnie i pocałował go w policzek.
- Na dzisiaj powiedzmy, że mam nieco inne plany. Za to co do jutra... Mogę się zastanowić. - Westchnął, spoglądając na Niego.
- Ooo... A co to za plany? O ile w ogóle mogę wiedzieć. -Przygryzł dolną wargę. -Jak zrobisz ja na pewno przyjdę.
- Mało istotne. - Yuu uniósł lekko brwi, patrząc na Niego. - O ile Cię wpuszczę do domu.
- Zawsze mogę w ogóle nie przyjść. -Uśmiechnął się lekko i po chwili Pocałował jego wargi.- Jeśli nie chcesz mnie wpuszczać to nie muszę się fatygować. Mam w domu też ciekawe zajęcia.
- Próba manipulacji. To niehumanitarne. - Odwzajemnił pocałunek, wzdychając cicho.
- Mówi się truuudno. -Zaśmiał się cicho i spojrzał mu w oczy. Niestety musiał zadzwonić dzwonek. -To mnie oczekuj jutro...Bądź też nie oczekuj. Jak chcesz.
   Reszta dnia i następny minęły w podobny sposób. Jak się szkoła dowiedziała o imprezie w rezydencji szanownego Yuu to niemal każdy chciał tam być. W ten dzień pod wieczór Uruha ubrał się jakoś tak stosownie do klimatu imprezy, czyli miał na sobie czarne spodnie. Były wąskie chociaż nie tak jak rurki i miały kieszenie jak w bojówkach. Do tego miał na sobie czarna bokserkę z czaszka na piersi. Oczywiście był pomalowany dużo mocniej niż do szkoły i miał ułożone włosy. Narzucił na siebie jeszcze kurtkę skórzaną, ubrał czerwone trampki i poszedł do Yuu.
Pod jego domem był po kwadransie.

Kiedy wszyscy zaczęli schodzić się do jego mieszkania, hall niemal od razu zapełnił się. Ochroniarz odpowiedzialny za wpuszczanie ludzi do środka pilnował, by nie wszedł nikt, kto nie był na liście sporządzonej przez Yuu.
- O Boże... Ten to jak zrobi imprezę. -Mruknął pod nosem przeciskając się przez tłum tych co z zawodem na twarzy wracali do domu do ochroniarza. - Kouyou Takashima. -Podał mu swoje imię i nazwisko bo w końcu potrzebował. Ochroniarz zerknął na listę. Skinął lekko głową, wypuszczając Kouyou do środka.
Wszedł do willi i trochę przeraziła go ta ilość osób. Starał się jak najszybciej znaleźć czarnowłosego. Zauważył go przy barku wiec niemal od razu do niego podszedł. 
-Cześć. -Uśmiechnął się. Yuu przyciągnął Go do siebie ramieniem i pocałował dość... Zaborczo. Był już trochę podpity, bo zdążył wypić kilka drinków i jakieś dwa piwa. 
- Cześć, Kotku. - Uśmiechnął się zadziornie, widząc, że niedaleko nich stoi Akira. Właściwie, sam nie wiedział czemu zgodził się żeby blondyn tu był, ale skoro już przyszedł, nie zamierzał go wyrzucać. Uru odwzajemnił jego pocałunek, ale zaraz po nim się odsunął. 
- Uch... Ale od Ciebie alkoholem wali. -Zaśmiał się cicho. Oczywiście Akira do nich podszedł.
-Cześć Kou.-Przywitał się blondwłosy przybysz
-No cześć. Widzę, że i Ciebie Yuu zaprosił. No no...to ciekawie. -Uruha schylił się z zamiarem sięgnięcia po alkohol, który był na trochę niższych półkach.

- Bo z Ciebie akurat taki abstynent... - Yuu po tym alkoholu miał chiński zapłon jeśli chodzi  odpowiadanie. Wywrócił oczami, widząc, że ten sięga po alkohol. - Tylko błagam... Nie bądź drugim Kai'em i nie pij z gwinta jak alkoholik.
- Cicho mi być już tu. Ty mi tutaj nie tutaj bo Cię trzasnę. --Zaczął sobie robić drinka.- Ja umiem profesjonalne drinki robić. -Napił się.
- Profesjonalne drinki? Jak wódka z colą, co? -Czarnowłosy zaśmiał się, wbijając w Niego wzrok. Sam na razie wolał darować sobie drinki, bo czuł, że po poprzednich zaczyna mu szumieć w głowie.
- A żebyś wiedział...-Powiedział z ożywieniem i zrobił krótka pauzę. -....że tak. -Dokończył zmarnowany robiąc sobie kolejnego.Yuu znowu zaśmiał się cicho, kręcąc głową. 
- To było do przewidzenia. Tylko nie pij za dużo, Shima. Nie chcę tu mieć żadnych bójek. - Pocałował Jego policzek, po czym skierował się w tylko sobie znanym kierunku.
- APf... Jesli mnie nikt nie wkurzy nie będzie bójek. -Usiadł sobie na wysokim krześle, a obok niego Akira. Podniósł wódkę.
-Patrz co znalazłem. -Zaśmiał się .
- No to pijemy razem.-Uśmiechnął się Uruha.
   Kouyou wraz z Akirą zdążyli obalić jedną flaszkę, potem sięgnęli po drugą. Jakoś w połowie chłopak czuł, że coraz bardziej kręci mu się w głowie. Właściwie to go cieszyło bo mógł chociaż zapomnieć o swoich problemach.
- Kou... a Ty z Yuu to tak na poważnie? -Spytał w końcu Akira, który też do trzeźwych nie należał.
- Pfffff...nie. On ma dość swoich adoratorów więc poprosił...mnie, żebym udawał jego faceta.- Przez wypity alkohol Uruha mówił niemal wszystko.
- Czyli jesteś wolny?- Aki, aż się uśmiechnął
- Tak...ale tylko w praktyce. Bo w teorii dla wszystkich jestem z Yuu... wiec Ciiii...-Uruha zaśmiał się.
- A co jak będę gadał? -Akira Uniósł brwi.
- To Ciiii. ..kuźwa...usta zamknę.- Powiedział z determinacją w głosie.
- A jak?
-No tak...-Uruha pochylił się w jego stronę i go pocałował. Szczerze nawet nie myślał o tym czy ktoś to widzi czy nie.

Ruki już jakiś czas temu zauważył, że Akira z Kouyou piją razem, więc telefon miał w gotowości. Kiedy tylko Takashima go pocałował, Takanori zrobił kilka zdjęć, szybko znikając z miejsca zdarzenia. Już nawet nie chodziło o sam fakt, że Kou miał być z Yuu (choć blondyn domyślał się ile prawdy w tym było), ale jakim prawem ta wywłoka w ogóle zbliżała się do Aki'ego?!
Po pewnym czasie oderwali się od siebie. Akira się zaśmiał.
- To w taki sposób możesz mi często zamykać usta.- Stwierdził.
-Może być. Jest to dużo lepsze od kneblowania.

Ruki już zaczął szukać w tym całym tłumie Yuu, jednak po jakimś czasie poddał się i uznał, że pokaże mu tę zdjęcia w szkole.
 Po tej imprezie Uruha ledwo do domu wrócił. Musiał go Akira odprowadzić do domu.
 

Następnego dnia w szkole Uruha ledwo żył. Spał sobie z głową na ławce w bufecie.
- Shiroyama! - Jeden z drugoklasistów podszedł do Yuu i objął go ramieniem, prowadząc w stronę korytarza. - Coś musisz zobaczyć... - Kiedy w końcu znaleźli się na korytarzu, poklepał Yuu po ramieniu i odszedł w swoją stronę. Shiroyama rozejrzał się wokół i w momencie zacisnął zęby. Na ścianach rozwieszone były zdjęcia Kou całującego się z Akirą. Oczywiście, wszyscy już zaczęli gadać na ten temat.
- Zamknijcie się, do cholery! - Yuu warknął, zrywając te pieprzone zdjęcia. - Taka jak zwykle musiał postawić na swoim. Przecież kurwa bawi się w fotografa. Może wy nie umiecie zrobić najprostszej rzeczy w Photoshopie? - Wyrzucił te zdjęcia do kosza, zaciskając dłonie w pięści. Przecież oczywiste, że nie był to żaden fotomontaż, ale Yuu uwierzą we wszystko. Sam był wściekły i jakby... zawiedziony, choć chyba nie do końca wiedział czemu.

Uruha w tym czasie spał sobie w najlepsze, aż go obudził Akira.
- Etto co jest?-Spojrzał na niego. Akira pokazał mu zdjęcie, które było rozwieszone właśnie w bufecie.
-Patrz. Ta kurwa Ruki zrobił nam zdjęcia.- Powiedział widocznie zły.
- O fuck. -Kouyou wziął to do ręki i niemal od razu zgniótł. -Zabije go normalnie. Przecież teraz będzie cała szkoła o tym gadać.
- Właśnie. A to niezbyt dobrze.- Akira skrzywił się

 -Ja stąd idę. Nie chce na to patrzeć. -Westchnął ciężko i również wyszedł ze szkoły tylko na szybko zgarniając swoją kurtkę.
  Zanim jeszcze zaczęły się lekcje, Yuu zadzwonił po swojego szofera i wyszedł ze szkoły.Kiedy wyszedł ze szkoły, szofer już czekał na niego tuż przed bramą. Od razu wsiadł do limuzyny, która po chwili odjechała spod budynku.
Uruha zauważył jego limuzynę i Westchnął cicho patrząc jak Yuu odjeżdża. Miał jakby wyrzuty sumienia. Ruszył wzdłuż drogi.
  Limuzyna zatrzymała się tuż przed cmentarzem. Yuu od razu wysiadł i kazał szoferowi odjechać. Poszedł prosto na grób Hiroto i usiadł na ławce naprzeciw niego, wpatrując się w nagrobek. - Ty wiedziałbyś, co robić... - Westchnął cicho, wznosząc wzrok ku niebu. Ostatnio wszystko się pieprzyło, a teraz jeszcze dojdą do tego problemy w szkole. Przecież wszyscy zaczną pieprzyć o Kou. I mimo że Yuu był pieprzonym egoistą, bardziej martwiło go to, że Kouyou będzie miał spory problem z ludźmi w szkole, niż to, że znów zrobi się głośno na temat Yuu.
Uruha również zatrzymał się przed tym cmentarzem, ale nie wszedł do środka. Pewnie by nie wytrzymał, a po śmierci Hiroto długo do siebie nie mógł dojść. Spojrzał na przejście dla pieszych, które było na przeciwko. 
-Ech.. Znowu tutaj...-Westchnął cicho wchodząc na pasy. Nagle usłyszał pisk opon i się, aż przewrócił bo zauważył tuż przed twarzą maskę wielkiego auta. Wstał szybko i zszedł na chodnik. Pobiegł prosto do domu.
Yuu słysząc pisk opon odwrócił się w tył, jednak drzewa skutecznie zasłaniały całą ulicę, która i tak była położna niżej od cmentarza.Przez cały dzień siedział na cmentarzu. Dopiero kiedy zaczęło się ściemniać, wrócił na nogach do domu. Nie miał ochoty na niczyje towarzystwo, a wiedział, że w domu czeka na niego cała przeklęta służba.
 Gdy już Kouyou znalazł się w domu, od razu zamknął się w pokoju. Zaraz tylko usłyszał trzask na dole. Wcisnął się w kąt pokoju. Jak ojciec się dowie, że Uruha nie jest w szkole będzie miał przerąbane. Ojciec wszedł do jego pokoju.
-Czemu nie jesteś w szkole?-Warknął i spojrzał na niego wściekle.
-Nie mam zamiaru tam siedzieć. -Uruha bardziej wcisnął się w kąt w pokoju. Ojciec jednak chwycił go za rękę i pociągnął go do siebie.
- A co? Wolisz zostać nikim? I do końca życia dawać dupy?- Syknął mężczyzna
-Zostaw mnie. -Starał się wyszarpnąć, ale dostał za to w twarz.

  Yuu kiedy przechodził obok domu Kouyou, zagryzł mocno dolną wargę, w ostatniej chwili skręcając w stronę Jego domu i zadzwonił dzwonkiem.
- Co to czekasz na alfonsa? - Jego ojczym zaśmiał się i puścił Uru. Rzucił go na łóżko i poszedł otworzyć drzwi. -Czego tu?-Warknął mierząc Yuu od góry do dołu.
- Opieka społeczna, skurwielu. - Mruknął pod nosem, łapiąc go za kudły i uderzył jego głową o ścianę, przez co ten upadł na podłogę, tracąc przytomność. Yuu dość szybko znalazł pokój Kou, do którego wszedł. Kiedy Kou tylko usłyszał, że ktoś wchodzi do pokoju zasłonił swoją twarz. Po chwili spojrzał w kierunku drzwi. 
-Yuu?
- Wybacz, że nie Akira. - Westchnął, wbijając w Niego wzrok. - Wolisz zostać tu z tym psychopatą, czy idziesz do mnie?
 - Nie chce zostawać tu, ale...ojczym mnie potem zatłucze. -Przygryzł dolną wargę. - Do tego nie jestem pełnoletni. -Westchnął cicho i spojrzał na niego.
- A Twoja matka?- Yuu westchnął, nie odrywając od Niego wzroku
- Mama....wyjechała. Siedzi na delegacji na Hokkaido.-Westchnął ciężko i spuścił głowę.
- Wie o tym wszystkim? - Spytał, podchodząc bliżej Niego.
- Hm... Wie. Kilka razy i od niej dostałem. -Uruha pociągnął kolana pod brodę. -Zaczęło się to odkąd się dowiedzieli, że wolę facetów.
- Nie łatwiej byłoby komuś o tym powiedzieć? - Yuu usiadł obok Niego na podłodze.
- I co? Mam matkę do pierdla wysłać? A samemu pójść do bidula? Wtedy życia nie będę miał. -Odwrócił głowę.
- Gdybyś powiedział tylko słowo, mógłbyś wynieść się stąd bez żadnych konsekwencji. Kou, firma mojej rodziny ma wpływy na całym świecie. A w Japonii już szczególnie. - Westchnął, nie odrywając od Niego wzroku. - Mógłbym Ci pomóc.
-Ale... Um. .. -Spuścił głowę i Westchnął ciężko. -Będziesz mógł mnie stąd wziąć?
- Jeśli chcesz się od tego uwolnić, to tak. - Westchnął, zagryzając lekko dolną wargę.
- To...ja się spakuje. -Westchnął cicho. Wstał i zaczął się pakować. Yuu jedynie skinął lekko głową, sam wstając z miejsca. Młodszy pochował swoje ciuchy do dużej sportowej torby. Schował tez swoją kosmetyczkę. Po chwili podszedł do niego. 
-Okej... Gotowe. -Mruknął cicho.
- Więc chodź zanim ten chuj odzyska przytomność. - Mruknął, biorąc Jego torbę i skierował się w stronę drzwi. Kiedy Kou się pakował, zdążył już zadzwonić po szofera. Yuu wyprowadził Shimę na zewnątrz, zamykając za nimi drzwi. Tym razem pod domem Kou stało czerwone Ferrari. Szofer, widząc bagaż, który niósł Yuu, od razu otworzył bagażnik.
- Wsiadaj. - Yuu mruknął jedynie, wkładając torbę do bagażnika. Uruha lekko zagryzł dolną wargę i Wsiadł do auta. Spojrzał po wnętrzu auta. Szczerze po raz pierwszy siedział w takim aucie.
Czarnowłosy po chwili wsiadł do auta.
- Jedź prosto do domu. - Mruknął do szofera, który od razu odjechał z miejsca.

Uruha spojrzał na niego, ale nic nie mówił. Uznał, że słowa są zbędne. Zaczął sobie wykręcać palce.
  Kiedy zatrzymali się pod domem Yuu, od razu wysiadł z samochodu i poszedł do bagażnika, wyciągając z niego rzeczy Kou. Młodszy również wysiadł z auta. Wziął od Yuu swoją torbę. 
 -Um... A nie będę przeszkadzał?- W końcu się odezwał.
- Nie. - Odparł krótko, kierując się w stronę drzwi. Jak zawsze lokaj otworzył je zanim jeszcze Yuu zdążył do nich dotrzeć.
- Zobaczymy. -Mruknął pod nosem i westchnął ciężko. Szedł tuż za nim.
- Jeśli nie będziesz sprawiać problemów, to nie będziesz problemem. To oczywiste. - Mruknął Yuu, a kiedy znaleźli się w domu, podał Sebastianowi kartkę. - Zajmij się tym. - Po tych słowach ruszył w stronę swojego pokoju. Kouyou cały czas szedł za nim. Teraz to w ogóle czuł się jak intruz w tym domu. W życiu Yuu. Do tego jakby bał się trochę. Szczerze nie znał Yuu na tyle dobrze, że mógłby określić co teraz może zrobić.
- Na razie połóż torbę obok łóżka, później powiem pokojówce żeby znalazła miejsce dla Twoich rzeczy. - Mruknął, zdejmując z siebie kurtkę, którą rzucił na oparcie fotela i zapalił papierosa.
- Dobrze. - Położył torbę zaraz przy łóżku i również ściągnął z siebie kurtkę. Położył na krześle, na którym usiadł. Przeszedł go lekki dreszcz.
Yuu otworzył okno, by w całym jego pokoju później nie jechało dymem z fajek. 
- Rano szofer zawiezie Cię do szkoły.- Powiedział zaciągając się dymem.Uru spojrzał na niego, Ale nic nie odpowiedział.
- Idź się umyć. - Mruknął, kiedy skończył palić papierosa.
- Dobrze. -Wstał I poszedł po swoje rzeczy. Poszedł do łazienki gdzie się zamknął i wziął prysznic.
Kiedy Kou poszedł do łazienki, sam Yuu usiadł w fotelu, zajmując się czytaniem. Po dłuższej chwili jednak zasnął z książką w rękach.
  Kouyou wyszedł po dwudziestu minutach w samym ręczniku. Czemu? Bo oczywiście dlatego,ze zapomniał piżamy. I bardzo się ucieszył gdy spostrzegł, że Yuu śpi. Ten natomiast spał, oddychając spokojnie. Był zmęczony całym dzisiejszym dniem, więc niełatwo byłoby go obudzić.
Shima ubrał na siebie piżamę, a potem spojrzał na śpiącego Yuu. Podszedł do niego po cichu i wziął go na ręce wcześniej odkładając jego książkę. Położył go na łóżku i wtedy ściągnął z niego buty i spodnie by było mu wygodnie. Na sam koniec Przykrył go kołdrą. Czarnowłosy nie obudził się ani na moment, śpiąc twardo. Pewnie nie zorientowałby się nawet gdyby wynieśli go z domu.
-Ech... Dobranoc. -Sam położył się na kanapie, która stała po prawej stronie od łóżka. Przykrył się kocem który wcześniej znalazł i zasnął. Przespał na tej kanapie całą noc. Była może i niezbyt wygodna, ale cóż....życie nie musi być wygodne.
  Jak zawsze wstał wcześnie rano. Kiedy Kouyou się obudził, Yuu już nie było w domu.Młodszy wstał rozglądając się po pokoju. Kiedy odnotował, że Yuu nie ma, westchnął tylko trochę smutno. Poszedł się ubrać i umalować. Także szybko wyszedł z tego domu bez śniadania tylko ze swoją kostka na plecach. Nawet olał limuzynę i pojechał do szkoły zwykłym autobusem.
  Zanim Kou dotarł do szkoły, Yuu już siedział w bufecie, jak zawsze pijąc swoją kawę. Już którąś z kolei właściwie. Gdy młodszy w końcu pojawił się bufecie, zamówił sobie kawę i czekał, aż pani mu ją zrobi w styropianowym kubeczku. Kiedy już ją dostał wyciągnął portfel by zapłacić za nią. Yuu widząc Kou w bufecie, od razu wstał z miejsca płacąc za Niego. Wziął Jego kawę i pociągnął Go w stronę stolika. 
- Mówiłem Ci chyba, że masz jechać z szoferem.-Yuu usiadł na t ławce przy drewnianym stoliku. 
-Po co mam zamęczać Twojego szofera jak są autobusy? I po co znowu za mnie płacisz? -Uniósł wysoko brwi.
- Po co wydawać kasę na autobusy, jak możesz być tu szybciej i za darmo? Myśl trochę, Kou. - Mruknął, wbijając w Niego wzrok. - Po to żeby utrzymać pozory.
- Mam bilet roczny wiec po co ma się zmarnować ponad sto złoty? -Spojrzał na niego i zaczął powoli pić kawę. -Uch...
- Jeśli tak Ci na tych pieniądzach zależy, to Ci je oddam. Jeśli mieszkasz u mnie, masz jeździć z szoferem. Koniec tematu. - Westchnął, nerwowo uderzając palcami w blat stołu.
- Nie....nie musisz mi nic oddawać. Ale nie lubię jeździć Twoja limuzyną. Czuje się jak pajac. -Warknął tylko.
- Więc proszę, jakim samochodem chcesz jeździć? - Uniósł brwi, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Uwierz, że już wole chodzić na piechotę. Powiem Ci tak....Nie lubię przyjmować od kogoś jakichkolwiek "darów". -Westchnął ciężko.
- Nie masz wyboru. - Skwitował krótko, zaciskając wargi w wąską kreskę. Kou spojrzał na niego. 
- Ja Ci dziękuję, że mi pomogłeś...Ale ja wolę chodzić na piechotę. -Kouyou zagryzł wargę. 
- Nawet nie próbuj mnie irytować, Shima. I tak już pokazałeś na co Cię stać. - Warknął, nie odrywając od Niego wzroku.
- Niby z czym? Z tym, że z Akirą się całowałem ? -Uniósł wysoko brwi. - Wiesz... Mam prawo z kim chce się całować.
- Nie, nie masz. Tak bardzo zależy Ci na tym, by ludzie brali Cię za zwykłą szmatę? Bo aktualnie taką masz opinię. - Warknął Yuu, już wyraźnie zirytowany.
- Hm? Yuu przepraszam ale to nie moja wina, że ludzie są powaleni. Pocałunek to nie zdrada. Z resztą byłem nawalony. -Westchnął ciężko.
- Kou, pomyśl logicznie. Jeśli byłeś nawalony, to zdecydowanie nie działa na Twoją korzyść. Tym bardziej, że później wracaliście razem. - Po tych słowach Yuu wstał z miejsca i wyszedł z bufetu.
- Ja pierrr...dziele. -Wyrzucił kubek z połową kawy jaka w nim została i poszedł za nim. Chwycił go za rękę. - Ustalmy jedno... Mam w dupie co oni wszyscy mówią. Bo ludzie zawsze będą gadać i nie przestaną. I zawsze będą tacy co będą napędzać te plotki. Ja jestem tylko...szczerze nikim. Mnie nie obchodzi to co oni o mnie myślą. Zawsze mnie tylko obchodziło co jedna jedyna osoba o mnie myśli. A właściwie myślała. Resztę mam w dupie.
 - To, że Ty masz w dupie ich opinię nie znaczy, że musisz niszczyć moją. - Warknął i wyrwał mu swoją rękę. - Żyję w innym świecie od Twojego, gdzie opinia ludzi jest jak karta przetargowa.
- Wiesz Co? Strasznie pusty jest ten Twój świat. -Kou spojrzał na niego i pokręcił głową. - Nie zawsze to co ludzie mówią jest prawdą. A wszyscy o tym zapominają.
- A co myślałeś? Że życie będzie kolorowe i usłane różami? Gdybym miał jakikolwiek wybór, sam pewnie myślałbym tak samo jak Ty. - Mruknął, zaciskając wargi w wąską kreskę i odwrócił się, ruszając w swoją stronę.
- Kto jak kto, ale ja nie myślę właśnie w taki sposób. -Zacisnął usta i poszedł pod swoją sale. Szedł na tyle szybko, że kiedy obok niego przechodził mocno trącił go ramieniem.
Yuu warknął coś cicho pod nosem, sam idąc pod swoją salę, choć czuł, że dzisiaj znowu długo sobie w tej szkole nie posiedzi. Potrzebował świętego spokoju, a w szkole na pewno nie mógł go mieć. 
  Kouyou poszedł prosto do klasy. Jakoś musiał ten cholerny dzień jakoś wytrzymać. Był to pierwszy tydzień szkoły, a on miał dosyć. Spojrzał w stronę tej szmaty Rukiego. No siłą woli się powstrzymał by my teraz buźki nie obić.
Yuu natomiast usiadł na samym końcu sali. Wszyscy trzymali się od niego z daleka, bo zauważyli że był wyraźnie wkurwiony. 
 Po dzwonku Takashima wyszedł z sali i usiadł gdzieś pod oknem. Westchnął ciężko patrząc gdzieś przed siebie
Yuu również wyszedł z sali, myśląc nad czymś przez dłuższą chwilę. Po kilku minutach poszedł pod salę, w której zajęcia miał Kou i szepnął coś Ruki'emu na ucho. Wyszedł ze szkoły, a tuż przed dzwonkiem również i blondyn opuścił jej mury. Byleby nie widziano ich razem. 
  Uruha akurat to widział. Zacisnął usta kiedy zobaczył jak Yuu mówi coś Rukiemu, a potem jak spotykają się przed szkołą. Był wściekły, ale jakoś wytrzymał do końca dnia w szkole.
Potem wrócił znowu na piechotę. Zastanawiał się co Yuu może chcieć od Rukiego. Wszedł na teren willi chłopaka po kilku minutach szybkiego marszu.

Kiedy Kou wrócił do domu, Yuu spał w najlepsze z nagim Rukim w swoich ramionach. Cóż, jakoś musiał odreagować. Kouyou wszedł do jego pokoju, zatrzymał się w jego progu bo ich zobaczył razem. Zrobił się czerwony na twarzy ze złości. Skoro Ruki może go tak oczerniać... Czemu nie odwdzięczyć się tym samym. Wyciągnął telefon i zrobił im zdjęcie po tym niemal od razu wychodząc.
Lizak się zaczął o jego nogi ocierać wiec wziął go na ręce i poszedł do ogrodu.

  Dopiero po kilku godzinach Yuu obudził się. Ruki siedział już ubrany w fotelu, czekając tylko na to aż czarnowłosy wstanie. Yuu podniósł się z łóżka i ubrał się, wyjmując z kieszeni spodni portfel. Wcisnął dość spory plik banknotów w ręce Ruki'ego.
- Możesz się zwijać. - Mruknął, a blondyn uśmiechnął się pod nosem, biorąc od niego pieniądze.
- Gdyby był potrzebny, daj mi znać. Masz mój numer. - Po tych słowach niższy wyszedł z domu.
 

Kouyou widział jak Ruki wychodzi z domu Yuu. Westchnął tylko i wrócił do środka. Spojrzał tylko na Yuu, ale nic nie powiedział. Najchętniej go też by jednym słowem udupił tym zdjęciem. Usiadł sobie na ziemi bawiąc się z kotkiem.
Uniósł lekko brwi, wbijając wzrok w Kou, który wszedł do pokoju. 
- A Tobie co?- Spytał po chwili.
- Bawię się z Lizakiem. To. -Machnął małym sznurkiem, który Lizak próbował jakoś złapać. Uśmiechnął się patrząc na tego rozkosznego maluszka.
- Niech Ci będzie. - Wywrócił oczami, wzdychając głośno. Wezwał Annabell, by zmieniła pościel w jego pokoju, która... cóż... zdążyła się odrobinę ubrudzić. W końcu ten maluszek ułożył się na udach Uru i zasnął. Kou nadal go spokojnie głaskał nie zwracając uwagi na Yuu. Wziął teraz książkę i zaczął czytać.Yuu znowu wywrócił oczami, widząc, że Kouyou wyraźnie ma focha. W sumie niezbyt wiedział o co, ale nie zamierzał się go dopytywać. Jak chce, to niech się obraża. 
Uruha czytał sobie nadal książkę czując mile ciepło bijące od tego kotka. Przygryzł dolną wargę.
Starszy widząc, że raczej nie pogadają usiadł na parapecie, otwierając okno, po czym zapalił papierosa. Nie odzywał się ani słowem. W końcu skoro Kou nie chciał z nim rozmawiać, to Yuu na pewno nie będzie naciskał. 
  Po jakimś czasie Uru odłożył książkę. 
-I co fajnie się bawiłeś? -Spytał w końcu patrząc na niego. Słysząc to pytanieYuu zmrużył lekko oczy, dopiero po chwili orientując się, o czym Kouyou mówi. 
- Nie narzekam. - Mruknął, wzruszając lekko ramionami i zaciągnął się dymem, po chwili wypuszczając go z płuc
- Hah... Właśnie widzę, że nie narzekasz. I nie próżnujesz. Tylko uważaj, żebyś jakiegoś syfa nie dostał. -Tu uśmiechnął się delikatnie.
- O to nie musisz się martwić. - Uśmiechnął się pod nosem, patrząc na Niego. - Nic mnie nie wiąże, a jakby nie patrzeć, swoje potrzeby mam. Ruki zawsze służy pomocą. 
- Och ciekawa ta pomoc. -Zaśmiał się kpiąco. - Załatwiasz na nim swoje potrzeby. To jak korzystanie z publicznej toalety.
- Porównuj to sobie do czego chcesz. - Wzruszył lekko ramionami, gasząc papierosa i zeskakując z parapetu. - Aż tak Cię to boli? 
- Raczej bawi. -Prychnął cicho i się Zaśmiał. Głaskał główkę małego kotka.
- Och, oczywiście. - Wywrócił oczami, po chwili wychodząc z pokoju. Jakie to irytujące... 
Uruha westchnął cicho i wstał biorąc kotka na ręce. Położył go na kanapie i wyszedł z jego willi.
  Kiedy Yuu wrócił do pokoju, rozejrzał się po nim i westchnął głośno, widząc, że Kouyou nie ma w środku.  
Uruha napisał do Reity krótka wiadomość tekstową by podał mu swój adres i po niedługim czasie od dostania wiadomości odpowiadającej był u niego.
- Coś się stało? -Spytał Akira gdy Uruha ściągał buty w holu jego domu.
-Yuu się stał. Mi wypomina, że się z Tobą całowałem, a sam sypia z Rukim. -Powiedział mu kiedy znaleźli się w pokoju Akiry.
-Przespał się z Rukim? Serio? -Akira się Zaśmiał. -Nie bał się, że złapie coś od niego?
-Nie wiem. Ale mam ochotę...wrzucić do sieci to zdjęci. -Pokazał mu telefon.
-O Boże... To byłoby boskie. Tylko Yuu by Cię zabił. Bufon jest po prostu jak Hitler przewrażliwiony na punkcie nienagannej opinii. By być jak wzór cnót wszelakich. Ale jakby go wyciąć I dać kogoś innego...
-Żeby Wyszło, że Ruki daje dupy?- Uruha uniósł brwi.
-Tak. Za to co Tobie zrobił chyba na to zasługuje?- Akira zaśmiał się.

  Uruha chwilę się zastanawiał patrząc jeszcze na zdjęcie, jednak po chwili je usunął.
-Co Ty robisz? Kou... -Akira Zmarszczył brwi.
-Jejku... Nie mogę Akira... Ruki jest jaki jest...ale wiesz... To też człowiek. -Westchnął ciężko.- Wole...no nie ważne. -Zamilkł.
-Kou... Coś się stało?
-Nie...nic takiego. -Mruknął czując jak do oczu napływają mu łzy.

-Nie płacz Kou. -Przytulił go do siebie. Akira spojrzał na niego na jego twarz. - Kto Cię uderzył?
-Nikt.-Mruknął Uru.
-Przecież widzę...-Akira Przesunął dłonią po szyi Uru na której były ślady po rękach. -Ściągniesz koszulkę?
-Po co?
-No ściągnij. -Westchnął.
-Dobrze...-Ściągnął z siebie koszulkę.
-O Boże... -Mruknął przesuwając dłonią po licznych siniakach, Bliznach i innych ranach.-Kto Cię tak pobił?
Uruha spuścił głowę i Westchnął głośno.
-No...dokładnie...mój ojczym.
-Cholera...nadal z nim mieszkasz?
-Nie...teraz Yuu...Wziął mnie do siebie. Nawet nie wiem po co. Jestem tam jak...intruz. Wiesz...Pójdę już. -Uruha wstał, wziął swoją koszulkę i założył ja na siebie.
-Ej...zostań jeszcze.- Akira chciał go zatrzymać, tym bardziej, że było późno.
-Nie...zmęczony jestem. Pa. -Nachylił się n Akira i Pocałował go w policzek. Zgarnął tylko swoją kurtkę i wyszedł.
Szedł ciemnymi ulicami trzęsąc się z zimna

   Kiedy Kou przez długi czas nie wracał, Yuu już zastanawiał się, czy nie kazać służbie zamknąć domu, jednak ostatecznie z tego zrezygnował. Sam wyszedł, nie mając ochoty siedzieć w tej pieprzonej willi ani chwili dłużej. Swoje kroki skierował prosto na cmentarz.  Westchnął cicho, ostatecznie siadając jednak pod drzewem obok cmentarza. Targały nim cholerne wyrzuty sumienia. Już nieraz zdarzyło mu się mieć podobny układ z innymi ludźmi w szkole i nie widział żadnego problemu, gdy przy tym sypiał nawet i z obcymi, ale tym razem czuł się jakoś inaczej i szczerze go to uczucie denerwowało. Miał przez moment ochotę po prostu zacząć ryczeć, jak małe dziecko, ale ta reszta zdrowego rozsądku, która jeszcze w nim pozostała, krzyczała wniebogłosy, że nie powinien. Przecież nie będzie zachowywał się jak przeklęty bachor. Nadal siedział w tym samym miejscu, ani myśląc o tym, by się stamtąd ruszyć. Nieważne, że było mu zimno. Nienawidził tego cholernego miejsca, w którym musiał mieszkać. Po dłuższej chwili zrezygnował z bezczynnego siedzenia i ruszył w stronę domu, chcąc sprawdzić, czy Kou przypadkiem nie wrócił.  
Uruha w tym czasie skręcił w jakąś ulice i niemal od razu zgasło światło latarni. Zadrżał teraz na prawdę się bojąc.  Nawet nie do końca wiedział czy dobrze idzie. Teraz zrobiło się jaśniej. Po bokach świeciły się neony jakiś burdeli, sklepów z bronią i podrzędnych pubów.
- No, proszę, proszę... - Jakiś dość stary i wyraźnie pijany facet pojawił się tuż przed Kou. Zaraz za nim szedł kolejny, wcale nie trzeźwiejszy. - Niebezpiecznie tak samemu chodzić po ulicach o tej godzinie. - Mężczyzna uśmiechnął się obleśnie, mierząc wzrokiem Kouyou. - Z miłą chęcią razem z kolegą dotrzymamy Ci towarzystwa. Kouyou spojrzał na nich dwóch przerażony. Niemal od razu przypomniał mu się jego ojciec.
-Jest...jest Pan bardzo miły...ale nie trzeba. Jakoś sobie poradzę. -Odsunął się parę kroków do tyłu, chociaż czuł, że ze strachu niemal całe jego ciało powoli poddaje się paraliżowi.

- Ależ nie wypada nam odmawiać pomocy, mój mały... - Mężczyzna podszedł do Niego z tym samym obleśnym uśmieszkiem na ustach. - No już... na kolana. - Mruknął, łapiąc Jego włosy i szarpnął nimi mocno. Uruha rozejrzał się jakby szukając pomocy. Spojrzał na jego twarz i pokręcił głową.
-N...nie...-Dobrze widział czego on chce. Odsunął się jeszcze bardziej. Słysząc sprzeciw, mężczyzna od razu spoważniał i wymierzył Kou siarczysty policzek. 
- Bądź grzeczny, a nie będzie bolało... - Warknął i znów szarpnął za Jego włosy, sprowadzając go na wysokość swojego krocza. - A teraz rób, co do Ciebie należy. 
- Nie...powiedziałem coś. Nie! Nie jestem dziwką. Tam jest burdel jak chcesz seksu. -Warknął odwracając głowę w bok. Wiedział, że może go skatować na śmierć...ale wolał to od świadomości, ze się poddał jakiemuś żulowi.
- Ty mała szujo... - Warknął, uderzając go mocno z pięści w twarz. Drugi z nich podszedł do Kou i kucnął przy nim. Szarpnął mocno włosy chłopaka, zmuszając, by na niego spojrzał.
- Zaczniesz być grzeczny?
 

- Chciałbyś. Nie dam się wam tak po prostu. -Warknął patrząc mu prosto w oczy. - Ja nie z tych.
- Przecież jesteś zwykłą kurwą. To widać na pierwszy rzut oka. - Warknął i popchnął Kou na tyle mocno, że ten przewrócił się, uderzając głową o twardą ziemię. Przytrzymał go mocno, by przypadkiem nie próbował się podnieść, a drugi z nich zabrał się za rozporek przy spodniach chłopaka. 
- Macie mnie zostawić menele cholerne! - Shima krzyknął próbując się jakoś uwolnić. Czuł się strasznie. Miał ochotę zniknąć stąd.
- Zamknij się, szmato. - Jeden z nich warknął i podniósł się, po czym kopnął Uru kilka razy w żebra. - Uważaj na słowa, do cholery!
Uruha zwinął się z bólu, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku. No może prócz cichego stęknięcia. Zamknął oczy by po prostu nie patrzeć na to co oni mają zamiar z jego ciałem zrobić. Jeden z nich wsunął łapę pod spodnie i bokserki Kou, po czym zacisnął mocno palce na Jego kroczu. Chłopak powstrzymał jęk. Na pewno nie chciał im dać tej chorej satysfakcji. Przygryzł dolną wargę. Miał ochotę teraz płakać.
- No proszę. Nasza kurewka tak się zapierała, a teraz sama reaguje. - Facet zaczął przesuwać po męskości Kou, która wyraźnie zaczynała twardnieć. Nic dziwnego w końcu. Każde ciało zapewne tak by reagowało. Już chciał zerwać z niego spodnie, jednak w tym samym momencie pojawił się Yuu, który pokazał temu, który trzymał łapska pod ubraniami Kou, jak to fajnie dostać w twarz ubłoconym glanem. Chyba musiał stracić przytomność, bo nie wyglądało na to, by miał otworzyć oczy i podnieść się z ziemi. Drugi z kolei najpierw dostał kilka razy w twarz, a kiedy Yuu chciał zastosować nieco mocniejsze ciosy, tamten wyrwał mu się i zaczął uciekać.  
- Son of a bitch. - Yuu warknął pod nosem, jednak szybko podszedł do Kou. - Nic Ci nie jest? - Wsunął dłoń pod Jego tułów, delikatnie pomagając Mu wstać. Widział, że był jeszcze bardziej poobijany, a to nie wróżyło niczego dobrego. Kiedy Yuu pomógł mu wstać, pierwsze co zrobił to zapial spodnie. 
-Ch...chyba tak. Raczej żebra mam całe. -Spojrzał na niego i zagryzł dolną wargę. -Dziękuję.... -Szepnął cicho i spuścił głowę. Yuu westchnął, nic nie odpowiadając, a jedynie wbijając w Niego wzrok. 
- Dasz radę iść? Nie chcę żebyś mi po drodze zemdlał.- Spytał. 
- N...nie wiem. Ale raczej będę potrzebował pomocy. -Westchnął cicho czując jak pojedyncza łza spływa mu po policzku. Yuu niemal od razu złapał obie Jego ręce i zarzucił je sobie na szyję, następnie podnosząc Kou i skierował się w stronę swojego domu. Byli na tyle blisko, że nie było sensu dzwonić po szofera.  Kiedy dotarli do domu Yuu, Kou jakoś już ustał na swoich nogach. Spojrzał na czarnowłosego i Pocałował go w kącik ust. 
 -Dziękuję. -Powiedział znowu i teraz poszedł do łazienki. Nawet nie zamykał drzwi. Po prostu nalał wody do wanny i wszedł do niej. Wzrok Yuu akurat padł na Kou, gdy ten zdejmował z siebie koszulkę. Westchnął cicho, widząc, że w okolicach Jego żeber zaczęły pojawiać się siniaki, które do jutra zapewne zrobią się znacznie gorsze. Usiadł na łóżku, z którego właściwie nie widział wejścia do łazienki, ale jakoś specjalnie mu na tym nie zależało. Nie żeby Kou mu się nie podobał, wręcz przeciwnie. Tylko po prostu uważał, że patrzenie się na Jego nagie ciało z ukrycia byłoby poniżej wszelkiej granicy.  
Kiedy Kouyou siedział już w wannie zaczął starannie obmywać całe swoje ciało. Poczuł znowu, że po policzkach spływają mu łzy, ale zmył je wodą wraz z resztkami makijażu.
Po jakimś czasie wyszedł z łazienki w ręczniku i zaczął szukać po pokoju swojej piżamy.

- Jest tam. - Yuu wskazał na Jego piżamę złożoną w kostkę i ułożoną na oparciu fotela. Westchnął cicho, wstając z miejsca i podszedł do Niego, przesuwając opuszkami palców po siniakach na Jego żebrach. - Zabiję ich za to, przysięgam... - Zacisnął mocno szczęki, przymykając na moment oczy, by się uspokoić. Shima spojrzał mu w oczy i lekko przygryzł dolną wargę. Zadrżał kiedy Yuu tak delikatnie dotykał jego ciała, było to dla niego nie codzienne doświadczenie. 
-Nie ma co się denerwować...nie jest tak źle. -Szepnął cicho. Po tych słowach przytulił się do niego. Yuu wtulił Go w siebie, nic już jednak nie mówiąc. Był wkurwiony na siebie, że tak po prostu pozwolił Mu wyjść i na tamtych skurwieli, że trzymali swoje brudne łapska na je... na Kou. Żadnym jego. Po prostu, na Kou.
Uru zamknął oczy czując to przyjemne ciepło bijące od jego ciała. Przygryzł dolną wargę. Starszy delikatnie przesunął dłonią po Jego głowie, ani myśląc o tym, by odsuwać Jego ciało od siebie. Miał wrażenie, że mógłby tak trwać tutaj z nim przez całą wieczność, ale wiedział, że prędzej, czy później Kouyou w końcu się od niego odsunie.
- Yuu...mogę dzisiaj spać z Tobą? - Spojrzał mu w oczy i lekko przysunął swoją twarz do jego tak, że prawie stykali się nosami.
- Oczywiście, że możesz. - Westchnął cicho, wbijając w Niego wzrok. Delikatnie odgarnął kosmyki włosów z Jego twarzy. 
- Dziękuję. -Lekko spuścił wzrok. - To....tylko się ubiorę. -Odsunął się od niego i wziął swoją piżamę. Ściągnął z siebie ręcznik. Yuu spojrzał na Niego, wzdychając cicho. Sam po niedługiej chwili poszedł pod prysznic. 

_____________________________________________________________________
*czy tylko mnie Reita przez swoją fryzurę przypomina punka? xD
C.N.D <3