środa, 27 lipca 2016

Childhood's end 10 (Aoiha)

No więc kolejna część tej jakże ambitnej Aoihy. Szczerze nawet nie wiem czy ktoś ją czyta... xD
Beta: KagaMsonek <3
Nie wiem czy pisanie w nocy to dobry pomysł. Ale myślę, że się spodoba więc...Miłego czytania. 


 Po kilku całkowicie nieprzespanych nocach, Kouyou chodził - chociaż może trafniej byłoby to określić mianem błąknia się niczym cień człowieka - po szkole. Był blady na twarzy niczym gruźlik przed śmiercią, a jego oczy zdobiły fioletowe cienie, których nie umiał zakryć, ani się pozbyć. Oprócz tego jego poziom skupienia na lekcjach był prawie zerowy i czasem zdarzało mu się całe 45 minut gapić tępo w tablicę, na której chemik zapisywał kolejne trzylinijkowe wzory sumaryczne tłuszczy. Podczas zajęć w laboratorium nie umiał się całkowicie skupić na tym co robił, przez co dodał za dużo tlenu do roztworu i wyszło mu piwopodobne coś, za co profesor już z litości postawił mu trzy z minusem.
Kiedy doszło do lekcji matematyki, miał ochotę wyzionąć ducha, gdy nauczycielka starała się bezskutecznie klasie wytłumaczyć kolejne funkcje i to jak je liczyć. Gdyby tylko mógł, stanąłby na ławce, i zaśpiewał jej słodkie :
"We don't need no education
We don't need no thought control
No dark sarcasm in the classroom
Teachers leave them kids alone
Hey!
Teacher, leave them kids alone!
All in all it's just another brick in the wall
All in all you're just another brick in the wall"*
Ale i tak pewnie nie zrozumiałaby tekstu bo była na tyle stara, że zapewne pamiętała zrzucenie bomby atomowej na Hiroshimę i Nagasaki, a nawet jeśli to Kou dostałby kolejną piękną pałę w dzienniku. Właściwie tego samego dnia zdążył już u niej zarobić dwie pały za źle rozwiązane zadania.
Wszystko przez te problemy Kou ze snem, Yuu też chodził całkowicie nie w humorze. Był zły na Akirę, że przez jego paplanie, Kouyou myśli o tym o czym nie powinien, a z drugiej strony martwił się o niego. Wiedział, że długie braki snu mogą źle skutkować. Nie chciał by Uruha miał przez to jakieś naprawdę większe problemy oprócz tych dwóch pał z matemtyki.
- Uruś... - Yuu szturchnął w ramię zasypiającego na stojąco blondyna.
- Hmmmm? - Chłopak poderwał głowę i spojrzał na czarnowłosego.
- Pytałem czy nie lepiej byś się zwolnił? - Pogłaskał młodszego po ramieniu. Byli właśnie przed lekcją japońskiego, na której mieli omawiać dalej którąś z kolei lekturę. - Zasypiasz na stojąco. Potrzebujesz snu. - Teraz objął go ramieniem.
- Niee... mama będzie zła, że opuszczam lekcje. - Pokręcił głową i rozmasował swoje skronie. Czuł znowu zbliżającą się migrenę.
- Możemy pójść do mnie. - Starszy nie dawał za wygraną. Szczerze wolał, by chłopak teraz odpoczął. Jest to lepsze niż patrzenie, jak walczy by nie zasnąć na kolejnej lekcji. Chociaż z początku Kouyou całkiem dobrze sobie radził. Po dwóch pierwszych nieprzespanych nocach potrafił napisać sprawdzian na pięć, ale kiedy liczba z dwóch zmieniła się na osiem, był kompletnie wyprany z sił.
- Ale kto mi to usprawiedliwi? - Brew Uruhy powędrowła do góry.
- O to się nie martw, Kochanie. Najwyżej ja pobawię się w Twoją mamusię. Całkiem dobrze podrabiam podpis niemal każdej osoby. - Mrugnął do niego i po chwili ruszył w stronę wyjścia ze szkoły. Wcześniej wziął swoją torbę.
- O nie, nie, Yuu. Nie mam zamiaru oszukiwać. - Powiedział Uruha, kóry miał dość zaciętą minę. Yuu tylko westchnął i wywrócił oczami. Wrócił się i podszedł do blondyna, który uśmiechał się triumfalnie. Jednak jego mini triumf nie trwał długo, ponieważ zaraz czarnowłosy chwycił go w pasie i przerzucił sobie przez ramię, niczym worek ziemniaków. Zgarnął jeszcze jego torbę i obładowany jak beduinski wielbłąd, znowu ruszył do wyjścia. Oczywiście ludzie na korytarzu podśmiewali się pod nosem na ten widok, tym bardziej, że Kouyou nie szczędził obelg na czarnowłosego Shreka.
Yuu totalnie nic sobie z tego nie robił. Po prostu poszedł do swojego auta, które jakimś cudem udało się dość szybko naprawić mechanikowi, i wrzucił Kouyou na tylne siedzenia. Sam usiadł na miejscu i zanim blondyn zdążył choćby się podnieść ruszył spod szkoły.
- Idiota! - Kiedy Kou w końcu wywindował się do pozycji siedzącej, uderzył go niemocno z otwartej dłoni w tył głowy. Czarnowłosy tylko się zaśmiał i nie mówiąc kompletnie nic, by się przypadkiem nie narazić i tak nafochanemu blondynkowi, jechał dalej w stronę swojego domu.
   Kiedy już zaparkowali odpicowane auto młodego Shiroyamy w wielkim garażu, poszli do jego jeszcze większego domu. Yuu od razu zaprowadził Kou do swojej sypialni i poszedł po butelkę coli i dwie szklanki. Gdy, można powiedzieć, mieli wszystko, usiedli na równie wielkim łóżku. Dokładnie to wyglądało tak, że Yuu siedział, a Uruha dosłownie zasypiał będąc na jego kolanach.
- Aoi... - Mruknął po chwili.
- Co? - Yuu nie zozumiał o co chodzi młodszemu chłopakowi.
- Masz prawie wszystko niebieskie od pokoju po samo auto, przez rzeczy typu zeszyt czy długopis. Więc jak ja jestem Uruha, to Ty Aoi. - Wytłumaczył mu blondyn, ziewając na sam koniec. Wtulił się w jego tors i zamknął oczy.
- No dobrze, dobrze. Ale teraz idź spać. - Yuu uśmiechnął się pod nosem i pogłaskał chłopaka po plecach. Sam Uruha, nie wiedząc czemu, przy czarnowłosym czuł się jakby strasznie odprężony. W końcu nie męczony żadnymi myślami, zasnął.
  Obudziły go po kilku godzinach ciche pierwsze nuty piosenki The Rolling Stones - Paint it black. Otworzył leniwie swoje oczy i rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym był. Od razu rozpoznał w nim pokój Yuu, a samego właściciela zobaczył siedzącego przy komputerze. Po chwili czarnowłosy odwrócił się, pewnie by zobaczyć czy Uruha właśnie śpi, i uśmiechnął się na widok nie do końca ozbudzonego blondyna, który aktualnie przecierał leniwie swoje oko, rozmazując przy tym i tak zniszczony makijaż.
- Wybacz, że puściłem muzykę. Mam nadzieję, że nie ona Cię obudziła. - Yuu wstał i usiadł obok chłopaka.
- Nie... to chyba tak zwany zegar biologiczny. - Uruha posłał mu lekki, nadal zaspany uśmiech. - Pewnie wyglądam okropnie, co?
- Ojj... Ty zawsze wyglądasz pięknie. Nawet jak Ci ten makijaż robi pandę wokół oczu. - Aoi zaśmiał się cicho i sięgnął po chusteczki do demakijażu. Po chwili twarz blondyna nie miała ani grama makijażu na ani jednej komórce. - A teraz... wyglądasz dużo piękniej. - Po tych słowach czarnowłosy przysunął się bardziej i pocałował Kouyou prosto w usta. Ten chętnie odwzajemnił jego pocałunek, uśmiechając się przy tym lekko. Po chwili ich pocałunki stały się dużo bardziej zachłanne i namiętne. Yuu wsunął swoją dłoń we włosy Kouyou, a zaraz i jeden i drugi znaleźli się w pozycji leżącej. Czarnowłosy położył się na Kou co chwilę zasysając jego dolną wargę. Oderwał się od słodkich ust Takashimy, które teraz były niemal czerwone i zszedł z pocałunkami na szyję blondyna. Oczywiście musiał zrobić kilka niemałych malinek na delikatnej skórze Shimy, co wywołało jego cichy jęk. Yuu po chwili oderwał usta od bladej szyi Kouyou i spojrzał mu w oczy.
- Kouyou... Jesteś w stanie mi zaufać? - Spytał i czekał chwilę na pozwolenie na kontynuowanie pieszczot. Wiedział, że jeśli Kou nie będzie chciał, będzie musiał, jednym słowem, zwalić konia w łazience, bo ten chłopak tak na niego działał, że już czuł jak powoli brakuje mu miejsca w spodniach.
- Tak... - Powiedział po chwili blondyn i jakby zarumienił się trochę. Co prawda, nie był to jego pierwszy raz, ale strasznie mu zależało, by było wręcz idealnie.
Yuu kiedy usłyszał to piękne trzyliterowe słowo, miał ochotę wyć ze szczęścia. Jednak zamiast tego wrócił do całowania i delikatnego podgryzania szyi Kouyou. Przesunął powoli językiem po jego skórze, od żuchwy po sam obojczyk. Pozbył się dość szybko jego i swojej koszulki. Wtedy niemal od razu zaczął maltretować sutki blondyna, co powodowało jego dość głośne jęki i westchnięcia pełne przyjemności. Jednak owe bóstwo leżące pod nim nie pozwoliło na zbyt długą zabawę. Kouyou przewrócił teraz Yuu na plecy i niemal zdarł z niego czarną koszulkę. Zaczął niezbyt mocno przygryzać i ssać jego sutki za co Shiro "nagrodził" go cichymi stęknięciami.
Zaczął z pocałunkami schodzić coraz niżej i niżej, a kiedy upewnił się, że niemal wszędzie zostawił mokre i czerwone ślady, zaczął rozpinać spodnie Yuu. Widocznie w nich brakowało już miejsca. Jednak ledwo zdążył je ściągnąć, a czarnowłosy znowu jego sprowadził do parteru. Wpił się w jego usta, a później sam zajął się spodniami Uruhy. Ściągnął je dość chaotycznie wraz z bokserkami. Teraz mógł nacieszyć swoje oczy wyglądem całkiem nagiego Kouyou. I był to bardzo piękny widok. Przynajmniej jego zdaniem. Rozłożył nogi chłopaka i przesunął dłonią po jego bladym jak kartka udzie.
- Masz piękne nogi Kou. Co ja mówię? Cały jesteś piękny. - Po tych słowach nachylił się nad nim i znowu go pocałował. Kouyou na te słowa zarumienił  się znowu i to dosyć mocno. Ale chętnie oddawał każdy pocałunek chłopaka. Po chwili Yuu oderwał się od kaczych usteczek chłopaka i sięgnął po lubrykant.
- Yuu... Wiesz... nie musisz mnie rozciągać. Po prostu mnie weź. - Powiedział Uruha i uśmiechnął się, widząc niepewność w oczach czarnowłosego. Aoi po krótkim czasie wahania nawilżył swój członek i nakrył swoim ciałem Kou. Wsunął się w niego powoli i do połowy. Znowu zasmakował słodkich ust blondyna, spijając z nich przeciągły jęk chłopaka. Był to chyba najpiękniejszy dźwięk jaki kiedykolwiek słyszał. Teraz wszedł w niego do końca i sam stęknął z odczuwanej w tym momencie przyjemności.
- Ja pierdole... jesteś taki ciasny... - wyszeptał mu do ucha, co tylko spowodowało większe rumieńce na policzkach blondyna. Yuu dał mu chwilę, by przyzwyczaił się do jego obecności i wprawił swoje biodra w ruch. Oczywiście, Uruha czując, że czarnowłosy zaczyna się w nim poruszać z każdą chwilą coraz szybciej, zaczął jęczeć. Może nawet dużo głośniej niż wcześniej. Starszy z każdym ruchem przyspieszał, starając się wchodzić w blondyna coraz głębiej i pod innym kątem. W końcu trafił w jego czuły punkt, co Uruha obwieścił głośnym jękiem, niemal krzykiem przepełnionym rozkoszą. Teraz Yuu cały czas uderzał właśnie w to miejsce. Wreszcie trochę zwolnił swoje ruchy, tylko wzmacniając na sile swoje pchnięcia. Przez to Uruha nie mógł przestać jęczeć. Wbijał paznokcie w plecy Yuu i wyginał się za każdym razem gdy czubek członka Yuu uderzał w jego czuły punkt. Po jakimś czasie wbił te paznokcie dużo mocniej, zostawiając na plecach chłopaka charakterystyczne czerwone ślady. Doszedł, głośno przy tym krzycząc i brudząc swój i Yuu brzuch. Czarnowłosy, czując jak mięśnie chłopaka zaciskają się niemiłosiernie mocno na jego penisie, po kilku kolejnych pchnięciach doszedł z głośnym stęknięciem na ustach, zalewając wnętrze blondyna nasieniem. Opadł całkowicie bez sił na chłopaka i przytulił go. Znowu pocałował jego wargi. Jednak nie dane im było zbyt długo się sobą nacieszyć. Usłyszeli czyjeś głośne kroki na korytarzu i po chwili drzwi się otwarły, uderzając o ścianę obok. W nich stał nie kto inny, jak ojciec.
- Yuu nie mógłbyś... - Zaczął z początku nie zwracając uwagi na to w jakiej sytuacji właśnie zastał syna. Czarnowłosy zdążył jedynie okryć siebie i Kouyou i wtedy oczy pana Shiroyamy niemal wyszły mu z oczodołów na widok jego syna nagiego z drugim mężczyzną, który również był nagi. - Co to kurwa ma być?!
....
cdn. xD

_______________________________________________________________________
TAK WIEM JESTEM CHUJEM, KTÓRY URYWA W CIEKAWYM MOMENCIE. ALE PRZYNAJMNIEJ MOTYWUJE DO OCZEKIWANIA NA NOWĄ CZĘŚĆ. XD 

*jakby co...to piosenka Pink Floyd-Another brick in the wall. Jakby ktoś nie kojarzył. xD  Chociaż...czy tylko ja myślę, że to piosenka, którą zna każdy? xD